20:45 22 Październik 2020
Piszą dla nas
Krótki link
Autor
9802
Subskrybuj nas na

„Kiedy słyszę »polityka historyczna« – wyciągam pepeszę” – napisał Daniel Passent, w numerze „Polityki” z 17 września. Ucieszyłam się tym wstępem ogromnie, bo czuję tak samo. Minęło sporo czasu, ale kręgi nadal się rozchodzą.

Polityka historyczna to eufemizm, opisujący najgorszy rodzaj manipulacji historią do celów propagandowych. Polityka historyczna – niczym świnka morska: ani to świnka, ani to morska – nie ma nic wspólnego ani z polityką, rozumianą jako mądra troska o dobro wspólne, ani z historią będącą nauką o przeszłości.

Używanie wyselekcjonowanych faktów sprzed 50 czy 100 lat jako maczugi w bieżących politycznych sporach upośledza nasze rozumienie historii, buduje głupie i szkodliwe stereotypy, stanowi olbrzymią – i zbędną – przeszkodę w produktywnej współpracy z innymi krajami.

Jest kulą u nogi mądrej polityki: i krajowej, i zagranicznej.

„Polityka historyczna to nic innego jak zorganizowane kłamstwo historyczne”

Mało kto tak myśli, zwłaszcza w pisowskiej Polsce. Polityka historyczna, której apostołem i szafarzem jest IPN, stała się dobrem chronionym prawem.

Dwa lata temu ABW wydaliło z Polski pięcioro Rosjan, którym zarzucano „kwestionowanie i podważanie polskiej polityki historycznej i zastępowanie jej narracją rosyjską”. Tym bardziej uradowało mnie, że dziennikarski autorytet, legenda „Polityki”, redaktor Passent swój felieton z numeru wydanego w tak brzemiennym dniu – dniu rocznicy wtargnięcia ZSRR do Polskę – zaczął od krytyki całej tej toksycznej koncepcji.

„Podzielam pogląd, że polityka historyczna to nic innego jak zorganizowane kłamstwo historyczne, uprawiane na ogół na rzecz państwa, partii politycznych czy kościołów. To funkcjonariusze państwowi ustalają tematy badań, potrzebne konkluzje, przyznają pieniądze, granty i ordery. Wszystko dla bieżących korzyści politycznych” – pisze red. Passent. Z ust mi to wyjął.

Atoli w następnym akapicie okazuje się, że zastrzeżenia red. Passenta nie odnoszą się do każdej polityki historycznej, tylko do cudzej. A konkretnie – a jakże – rosyjskiej.

„Oto mały przykład rosyjskiej polityki historycznej” – pisze ów wybitny felietonista, po czym przytacza obszerne cytaty z „portalu rosyjskiego New Rezume”.

Cytując portal „New Rezume”...

„W mieście Sankt Petersburg, w Federacji Rosyjskiej, rozesłano nauczycielom w szkołach podstawowych podstawę programową, w której Stany Zjednoczone i Wielka Brytania nazywane są wrogami Związku Radzieckiego w czasie II wojny światowej”. I dalej red. Passent cytuje mnóstwo bzdur, które znalazły się w owej „podstawie programowej”: że Francja „przekazała swoje czołgi na uzbrojenie III Rzeszy”, Czesi „stworzyli niemiecki park transporterów opancerzonych”, a polscy Żydzi „produkowali w Oświęcimiu kauczuk, benzynę syntetyczną i materiały wybuchowe do zabijania obywateli radzieckich”... I tak dalej.

I potem jeszcze – nadal cytując portal „New Rezume” – red. Passent informuje, że „przywódca Komunistycznej Partii Rosji Giennadij Ziuganow wystąpił z nieoczekiwanym oświadczeniem na temat Hitlera. Oświadczył, że Hitler »palił swołocz«. „Hitler budował obozy koncentracyjne i palił w nich wszystkich po kolei: i Rosjan, i Żydów, i Polaków i całą pozostałą swołocz”…

„Zwracam się do Ambasady Federacji Rosyjskiej w Polsce”

Red. Passent odnotowuje niestosowność formy felietonu w dyskusji o ludobójstwie, a także swój brak „kwalifikacji historyka” – wszakże, jak pisze, „nie można jednak milczeć”. Kierowany tą wzniosłą zasadą, wybitny felietonista długo i szczegółowo uzasadnia tezę, że ludność krajów okupowanych przez III Rzeszę, a szczególnie więźniowie obozów koncentracyjnych, nie byli dobrowolnymi współsprawcami działań Hitlera.

Swój rozbudowany wykład red. Passent kończy wezwaniem: „Zwracam się do Ambasady Federacji Rosyjskiej w Polsce z apelem o zabranie głosu w tej sprawie”.

Co ma piernik do wiatraka?

Ambasador Siergiej Andrejew odpowiedział na apel red. Passenta, informując go, że cały artykuł, który zainspirował jego wzniosłe oburzenie to fejk, i wyrażając lekkie zdziwienie gotowością wybitnego felietonisty do ekscytowania się informacjami tak oczywiście absurdalnymi.

Red. Passent błyskawicznie zareagował: „Ubolewam, że w swoim liście nie wspomniał Pan w ogóle o tym, czego dotyczył mój felieton: mianowicie tezy, że Rosja była i jest otoczona przez samych wrogów, że w czasie II wojny światowej wrogami Rosji były Stany Zjednoczone i Wielka Brytania, Polska rzekomo produkowała dla Niemiec samoloty, a Żydzi przygotowywali materiały wybuchowe przeciwko Rosjanom.

Zamiast tego wymienia Pan szereg skarg ze strony Rosji, takich jak rusofobia, niedocenianie roli wojsk ZSRR w wyzwoleniu/ratowaniu Polski czy przypadki braku szacunku dla pomników upamiętniających ofiary żołnierzy Armii Czerwonej. W jednych sprawach zgadzam się z Panem Ambasadorem, w innych nie, ale pozwoli Pan, że nie wdam się w taką dyskusję, musiałbym bowiem wspomnieć o represjach wobec mniejszości polskiej przed wojną, o pakcie Ribbentrop-Mołotow czy o zbrodni katyńskiej”...

Gdyby nie chodziło o wymianę wyrafinowanej korespondencji między autorytetem opiniotwórczego pisma i zagranicznym dyplomatą – zapytałabym z ludowa: co ma piernik do wiatraka?

Dość absurdalny portal

Jako wnuczka oficera polskiego zmordowanego w Katyniu i prawnuczka ziemianina spacyfikowanego na Kresach przez Rewolucję Październikową, od urodzenia wiem o represjach wobec Polaków w ZSRR, o Katyniu i o pakcie Ribbentrop-Mołotow. W szkole podstawowej zażywałam kolegów i nauczycieli cytatem z Mołotowa o Polsce jako „pokracznym bękarcie Traktatu Wersalskiego” (i żadna krzywda mnie nie spotkała, choć były to lata 80).

Ale, jak rany koguta, jaki to wszystko ma związek opowieścią o „podstawie programowej”, którą „rozesłano nauczycielom w szkołach podstawowych w Sankt Petersburgu”?

Kto rozesłał?

Z czyjego polecenia?

Czy miało to jakikolwiek placet czynników oficjalnych?

Jaki nauczyciele zrobili z niej użytek – i czy w ogóle?

© AP Photo / Alik Keplicz
Strona, z której pochodzi ta sensacyjna wiadomość – „New Rezume” – to dość absurdalny portal, pełen doniesień w stylu „Okultyzm Putina”, robiony przez Leonida Hodosa, 80-letniego weterana, urodzonego w Leningradzie, mieszkającego w Izraelu, zakochanego w Ukrainie i bardzo nielubiącego Rosji.

Nieszczęsny cytat z Ziuganowa – ten o „swołoczy” – jest autentyczny, ale wystarczy obejrzeć to wystąpienie, żeby połapać się, że starszy pan zapędził się w swojej narracji i coś chlapnął ludowym językiem. Zresztą listę „swołoczy” Ziuganow rozpoczyna od Rosjan, a przecież nikt chyba nie podejrzewa szefa drugiej rosyjskiej partii o uznawanie swoich rodaków – i wyborców – za „swołocz”.

Postarajmy się chociaż, żeby po drugiej stronie były fakty, a nie fantazje.

Jestem całym sercem przeciwna prowadzeniu sporów historycznych przez polityków i felietonistów – to jest właśnie to, co czyni „politykę historyczną” tak toksyczną.

Ale jeśli już musimy kłócić się o historię w gazetach i na trybunach – postarajmy się chociaż, żeby po drugiej stronie były fakty, a nie fantazje. 

Poglądy i opinie zawarte w artykule mogą być niezgodne ze stanowiskiem redakcji.

Zobacz również:

Ławrow: Stosunki z Polską należy traktować filozoficznie
„Warszawy nie widać z kremlowskiego gabinetu Putina"
Marek Belka: „My, Polacy, kochamy Rosję i bardzo się boimy imperium"
Wstyd w Imieniu Rzeczypospolitej Polskiej
Maszerujący w Hajnówce są ofiarami polskiej polityki historycznej
Władze Pieniężna zdemontowały pomnik generała Czerniachowskiego
Tagi:
Katyń, komunizm, pakt Ribbentrop- Mołotow, II wojna światowa, rewizja historii, historia, polityka, Polska
Standardy społecznościDyskusja
Komentarz przez SputnikKomentarz przez Facebook
  • Komentarz