02:25 04 Grudzień 2020
Piszą dla nas
Krótki link
Autor
2325
Subskrybuj nas na

Przyznam, że śledzenie nowych metod oszustw to już moje małe hobby. Każdy zna sposoby „na wnuczka”, „na policjanta”, „na sąsiada w potrzebie”. Ale to jest sposób, który naprawdę mrozi krew w żyłach.

Mail w sprawie rzekomych zaległości finansowych? Sąsiad w potrzebie? Niespodziewana wizyta wysłanników spółdzielni albo gazowni, którzy okazują się być rabusiami? Dawno niewidziany wnuczek? To wszystko już znamy. Ostatnio na topie było wyłudzanie pieniędzy z tarczy antycovidowej (do przedsiębiorców zgłaszali się rzekomi pośrednicy, chętni pomóc za opłatą w złożeniu wniosku o dofinansowanie). Teraz jednak okazuje się, że można oszukiwać także „na komornika” – czyli sprzedać czyjś dług (oczywiście nieistniejący) do firmy windykacyjnej.

„Pan Michał, który jest informatykiem z Warszawy, padł ofiarą zupełnie nowego przestępstwa – na zmyślone i nieistniejące długi. W czerwcu ubiegłego roku mężczyzna odebrał telefon z firmy windykacyjnej Armada. Konsultant domagał się spłaty wierzytelności, której właścicielem miała być firma Pactum. Łącznie chodziło o 3 tys. zł niespłaconego kredytu” – wstrząsającą historię ze stolicy opisuje money.pl.

Jej bohater nie wziął żadnego kredytu, mimo to w ciągu jednego dnia otrzymał aż 84 telefony oraz smsy. W ciągu następnych kilku miesięcy ścigały go przeróżne firmy zajmujące się ściąganiem wierzytelności. Straszono go wizytami w domu i w pracy, komornikiem, policją.

Jak to możliwe? To po prostu… Polska.

Gdy dług krąży między firmami, a nazwisko dłużnika trafia do BIK, BIG lub na giełdę długów, może to być potraktowane jako dowód przez sąd elektroniczny, który na tej podstawie wystawi nakaz zapłaty. Co ważne, e-sąd nie analizuje dokumentów przed wydaniem decyzji, wystarczy mu, że je otrzymał

– czytamy.

I tak też było w tym przypadku – okazało się, ze firma Kruk, która jako ostatnia była w posiadaniu długu, wysłała pismo do e-sądu w Lublinie. Jednak wynajęty przez mężczyznę prawnik dopatrzył się, że jest przeciwko niemu prowadzona sprawa (adres oczywiście podano fikcyjny). Gdyby wyrok zapadł, uprawomocnił się, a sprawa trafiła do komornika – Bogu ducha winny człowiek miałby zajęte konta.

Ostatecznie wyrok sądu wyjaśnił, że dług bohatera tekstu był fałszywy. Jednak do dziś nie wiadomo, kto był „pierwotnym” wierzycielem, który spreparował i sprzedał dalej nieistniejący dług.

– Do dziś nie wiem, co to była za firma. Przypuszczam, że pobrała moje dane z rejestru CEiDG i na tej podstawie sfałszowała dokumenty dotyczące pożyczki i sprzedała je do firmy windykacyjnej. Gdy sprawa trafiła do tradycyjnego sądu, to okazało się, że "dowodem" przeciwko mnie nie jest umowa kredytu, ale dokumenty wewnętrzne firmy – mówi pokrzywdzony mężczyzna.

Poglądy i opinie zawarte w artykule mogą być niezgodne ze stanowiskiem redakcji.

Zobacz również:

Nowy schemat oszustw na WhatsAppie
Biała kobieta z USA przez lata udawała ciemnoskórą: „Oszukiwałam tych, których kocham”.
Chwyty oszustów: dofinansują ci… pogrzeb
Tagi:
sąd, pomoc finansowa, kara finansowa, finansowanie, finanse, oszustwo
Standardy społecznościDyskusja
Komentarz przez SputnikKomentarz przez Facebook
  • Komentarz