Piszą dla nas
Krótki link
Autor
1325
Subskrybuj nas na

Przyznam, że śledzenie nowych metod oszustw to już moje małe hobby. Każdy zna sposoby „na wnuczka”, „na policjanta”, „na sąsiada w potrzebie”. Ale to jest sposób, który naprawdę mrozi krew w żyłach.

Mail w sprawie rzekomych zaległości finansowych? Sąsiad w potrzebie? Niespodziewana wizyta wysłanników spółdzielni albo gazowni, którzy okazują się być rabusiami? Dawno niewidziany wnuczek? To wszystko już znamy. Ostatnio na topie było wyłudzanie pieniędzy z tarczy antycovidowej (do przedsiębiorców zgłaszali się rzekomi pośrednicy, chętni pomóc za opłatą w złożeniu wniosku o dofinansowanie). Teraz jednak okazuje się, że można oszukiwać także „na komornika” – czyli sprzedać czyjś dług (oczywiście nieistniejący) do firmy windykacyjnej.

„Pan Michał, który jest informatykiem z Warszawy, padł ofiarą zupełnie nowego przestępstwa – na zmyślone i nieistniejące długi. W czerwcu ubiegłego roku mężczyzna odebrał telefon z firmy windykacyjnej Armada. Konsultant domagał się spłaty wierzytelności, której właścicielem miała być firma Pactum. Łącznie chodziło o 3 tys. zł niespłaconego kredytu” – wstrząsającą historię ze stolicy opisuje money.pl.

Jej bohater nie wziął żadnego kredytu, mimo to w ciągu jednego dnia otrzymał aż 84 telefony oraz smsy. W ciągu następnych kilku miesięcy ścigały go przeróżne firmy zajmujące się ściąganiem wierzytelności. Straszono go wizytami w domu i w pracy, komornikiem, policją.

Jak to możliwe? To po prostu… Polska.

Gdy dług krąży między firmami, a nazwisko dłużnika trafia do BIK, BIG lub na giełdę długów, może to być potraktowane jako dowód przez sąd elektroniczny, który na tej podstawie wystawi nakaz zapłaty. Co ważne, e-sąd nie analizuje dokumentów przed wydaniem decyzji, wystarczy mu, że je otrzymał

– czytamy.

I tak też było w tym przypadku – okazało się, ze firma Kruk, która jako ostatnia była w posiadaniu długu, wysłała pismo do e-sądu w Lublinie. Jednak wynajęty przez mężczyznę prawnik dopatrzył się, że jest przeciwko niemu prowadzona sprawa (adres oczywiście podano fikcyjny). Gdyby wyrok zapadł, uprawomocnił się, a sprawa trafiła do komornika – Bogu ducha winny człowiek miałby zajęte konta.

Ostatecznie wyrok sądu wyjaśnił, że dług bohatera tekstu był fałszywy. Jednak do dziś nie wiadomo, kto był „pierwotnym” wierzycielem, który spreparował i sprzedał dalej nieistniejący dług.

– Do dziś nie wiem, co to była za firma. Przypuszczam, że pobrała moje dane z rejestru CEiDG i na tej podstawie sfałszowała dokumenty dotyczące pożyczki i sprzedała je do firmy windykacyjnej. Gdy sprawa trafiła do tradycyjnego sądu, to okazało się, że "dowodem" przeciwko mnie nie jest umowa kredytu, ale dokumenty wewnętrzne firmy – mówi pokrzywdzony mężczyzna.

Poglądy i opinie zawarte w artykule mogą być niezgodne ze stanowiskiem redakcji.

Zobacz również:

Nowy schemat oszustw na WhatsAppie
Biała kobieta z USA przez lata udawała ciemnoskórą: „Oszukiwałam tych, których kocham”.
Chwyty oszustów: dofinansują ci… pogrzeb
Tagi:
sąd, pomoc finansowa, kara finansowa, finansowanie, finanse, oszustwo
Standardy społecznościDyskusja
Komentarz przez SputnikKomentarz przez Facebook
  • Komentarz