03:18 26 Listopad 2020
Piszą dla nas
Krótki link
Autor
21948
Subskrybuj nas na

Jestem szczególnie wrażliwa na ageism. Nic nie gniewa mnie bardziej niż krzywda ludzi starszych. Ale widok rozczochranego staruszka w zmiętym garniturku, śmiertelnie przerażonego bliskością wściekłych kobiet, uwolnił we mnie pokłady sadyzmu, których się nie spodziewałam. Raz za razem cofałam program na żywo, żeby jeszcze raz zobaczyć ten kadr.

Akty szaleństwa

Okrucieństwo jest tym większe, że nie ma już chyba wątpliwości co do tego, że Jarosław Kaczyński stracił kontakt z rzeczywistością. I to już jakiś czas temu. Wymuszenie na całej partii, która wygrała wybory dzięki głosom wsi, przyjęcia bijącej w interesy rolników „piątki dla zwierząt”, podyktowanej osobistą miłością prezesa do kota, było aktem szaleństwa. Podobnie jak zapowiedź, że Polska zawetuje budżet Unii, a także fundusz koronawirusowy, jeśli  Unia nadal będzie krytykować homofobię partii rządzącej, której Kaczyński będzie bronić „za wszelką cenę, weto, non possumus”.

Ale ostatni akt prezesa, który zaczął się od zlecenia mgr Przyłębskiej zaostrzenia ustawy antyaborcyjnej w środku pandemii, a rozwinął w wezwanie zwolenników do broni, dowodzi, że rozstanie Kaczyńskiego z rozumem ma wymiar ostateczny. 

Poczucie osobistego urażenia i zaburzenie postrzegania rzeczywistości

Odpowiadając setkom tysięcy obywateli, którzy wyszli na ulicę w proteście przeciwko nieludzkim skutkom podyktowanego przez niego „orzeczenia TK”, przywódca partii rządzącej wygłosił kompletnie paranoidalne oświadczenie w duchu „ani kroku wstecz”, uzupełnione opowieścią o „elementach wyszkolenia” widocznych w atakach, które „mają zniszczyć Polskę” i „zakończyć historię narodu polskiego”. Na koniec wicepremier od resortów siłowych wezwał „wszystkich członków Prawa i Sprawiedliwości i wszystkich tych, którzy nas wspierają” do „wzięcia udziału w obronie kościołów za każdą cenę”. A jeśli komuś było mało – dzień później, szef partii rządzącej z trybuny sejmowej obiecał wsadzić opozycję za popieranie protestów, które sam sprowokował: „W imię swoich interesów, małych, brudnych interesów, interesów Nowaka, rozwalacie Polskę, narażacie na śmierć mnóstwo ludzi, jesteście przestępcami, odpowiecie za to”...

Ja nawet rozumiem, że te gniewne okrzyki to próba redukcji dysonansu godnościowego, który przyniosła prezesowi jego paniczna ucieczka przed kilkoma kobietami i trwożliwe krycie się za szeregiem rosłych młodzieńców ze Straży Marszałkowskiej.

Ale to tylko kolejny przejaw tego, jak daleko Jarosław Kaczyński odleciał. Dolewanie benzyny do ognia z powodu poczucia osobistego urażenia dowodzi, że prezes Polski naprawdę nie rozumie, co się w Polsce dzieje.

Dowodzi po raz kolejny – dodajmy – bo wszystko, co wiemy na temat jego roli w obecnym kryzysie, wskazuje na poważne zaburzenie postrzegania rzeczywistości.

Zawiodło „opakowanie medialne”

„Wprost” donosi – piórem red. Olczyk, która nie jest znana z rozsiewania plotek, iż Jarosław Kaczyński jest „wściekły”, bo spodziewał się, że odpowiednie „opakowanie medialne” przekona Polaków, że nie ma nic złego w zmuszaniu kobiet do rodzenia kalekich dzieci, skoro PiS pomoże im te kaleki wychować. Serio? Czy ktokolwiek z trzema sprawnymi szarymi komórkami może wyobrazić sobie, że to jest argument, który powstrzyma kobiety przed wyjściem na ulicę? Pamiętając Czarne Protesty sprzed 4 lat, kiedy Sejm tylko skierował do dalszych prac projekt zaostrzenia prawa aborcyjnego, trudno było mieć wątpliwości, z jaką reakcją spotka się ostateczna decyzja.

I mało tego – żeby złagodzić wściekłość prezesa, minister rodziny o dźwięcznym nazwisku Marlena Maląg zażądała debaty w Sejmie na temat wspaniałości programu „Za życiem”. Tego typu pozorowane działania obliczone wyłącznie na ukojenie nerwów szefa partii, bez jakiejkolwiek nadziei na przekonanie elektoratu, nazywane są w PiS – pisze Olczyk – „syndromem Bielana i Kamińskiego”, na cześć dawnych spindoktorów, którzy wiedzieli, że na trasie kampanijnych przejazdów Kaczyńskiego musi być dużo billboardów, bo po co babcię denerwować.

Fortunny moment

O ile jednak obstawianie dróg zbędnymi billboardami oznaczało jedynie głupie wydatki – o tyle obecne działanie struktur partii i rządu, obliczone na poprawienie nastroju prezesa, przynosi wyraźne szkody polityczne. Sejmowa debata nad programem żałosnego wsparcia dla matek kalekich dzieci, które teraz będą do rodzenia takich dzieci zmuszane, w absolutnie spodziewany sposób przerodziła się w straszliwą awanturę o zakaz aborcji. Postawienie opozycji w roli parlamentarnego głosu rozgniewanej ulicy – coś, czego ta beznadziejna czereda nie potrafiła zrobić sama, ale w czym władza jej wydatnie pomogła – to ostania rzecz, której rządzący potrzebują. Sondaż Kantar dla „GW” przeprowadzony w poniedziałek i wtorek wskazał wielki spadek notowań PiS – do 26 procent – ale wcale nie przyniósł wzrostu poparcia dla opozycji parlamentarnej; wielkim wygranym okazał się Hołownia, który w nagrodę za klika trafnych wypowiedzi o protestach dostał 18 procent. Podejrzewam jednak, że sondaż przeprowadzony po sejmowych awanturach mógłby okazać się łaskawszy dla PO i Lewicy.

To wszystko dowodzi, że Jarosław Kaczyński z największego stratega partii stał się jej największym problemem.

Jeśli PiS chce zachować władzę – a, szczerze mówiąc, nie sądzę, żeby szczyt zarazy był fortunnym momentem do zmiany rządu – musi pozbyć się Kaczyńskiego.

Ocalić kraj przed rozlewem krwi

Pewne sygnały w tej sprawie wysłał w środę prezydent Duda, który zdecydował się udzielić pierwszego w tym kryzysie wywiadu Polsatowi – a nie TVP Info – i który dość jednoznacznie, choć oczywiście nie dosłownie, odciął się od prezesowego szaleństwa. Prezydent zmienił zdanie i już nie cieszy się wyrokiem pseudo TK, nie uważa, że należy zmuszać kobiety do rodzenia płodów bez mózgu, i jest stanowczo przeciw powoływaniu bojówek PiS, które Kaczyński zainicjował swoim internetowym orędziem na tle flag.

W demokratycznym państwie są siły policyjne i po to są różnego rodzaju środki prawne i środki konstytucyjne, żeby władza zaprowadzała porządek. Nie ma żadnej potrzeby ani uzasadnienia do tego, żeby tutaj powstawały jakiekolwiek inicjatywy obywatelskie, oddolne. I bardzo mocno chcę to podkreślić, jako głowa państwa” – powiedział Duda, dodając, że „rozmawia w tej sprawie z panem premierem Morawieckim i panem ministrem Kamińskim.

W razie, gdyby to komuś umknęło – najwyraźniej nie rozmawiał z „panem wicepremierem Kaczyńskim”.

Najwyższa pora, żeby w jego ślady poszli inni. Jeśli premier i prezydent chcą ocalić kraj przed rozlewem krwi, muszą znaleźć sposób na odszczekanie wyroku pseudo TK – w tej sprawie bardzo przyda się Krystyna Pawłowicz, będąca jednocześnie wnioskodawcą i sędzią – oraz odizolować Jarosława Kaczyńskiego od polityki.

To na szczęście nie jest zbyt trudne. Prezes PiS nie ma prawa jazdy, nie umie włączyć komputera, nie porusza się w sieci. Wystarczy odwieźć go do domu i zabrać mu telefon – i będzie całkowicie odcięty od świata. Może ewentualnie próbować wymknąć się z domu na piechotę i poszukać budki telefonicznej.

Myślę sobie, że w dopilnowaniu, żeby tak się nie stało, rząd mogą wesprzeć protestujące kobiety. W imię wyższego dobra. 

Poglądy i opinie zawarte w artykule mogą być niezgodne ze stanowiskiem redakcji.

Zobacz również:

Tusk o walce rządu z pandemią: Tchórzliwa ucieczka, cały PiS
Sondaż: PiS z większością w Sejmie
Gwałtowny spadek poparcia dla PiS
Tagi:
aborcja, kompromis aborcyjny, aborcja, Prawo i Sprawiedliwość, Prezes PIS, Jarosław Kaczyński, polityka, polityka, polityk
Standardy społecznościDyskusja
Komentarz przez SputnikKomentarz przez Facebook
  • Komentarz