02:40 26 Listopad 2020
Piszą dla nas
Krótki link
Autor
5544
Subskrybuj nas na

Wbrew temu, co moglibyśmy sądzić, Polacy w USA wcale nie głosują na amerykańską prawicę. Głosują na zwycięzcę. Przez ostatnie sto lat zaledwie dwa razy zdarzyło się, żeby kandydat poparty przez większość Polonusów nie wygrał. W obu tych razach Polonia sprawnie zreflektowała się przy okazji reelekcji.

W 1968 roku większość głosów Amerykopolaków dostał demokratyczny kandydat Hubert Humphrey – wiceprezydent u ustępującego Lyndona Johnsona, który przegrał z Nixonem. W 72 roku Polacy poparli więc Nixona. W 1980 Polonusi zagłosowali na Cartera, który przegrał z Reaganem. W 1984 entuzjastycznie wsparli Reagana.

W Polsce mało kto zdaje sobie sprawę z tej imponującej elastyczności naszych pobratymców. Przeważnie sądzimy, że nasi rodacy za oceanem głosują na prawicę, bo sami są prawicowi. Amerykańską Polonię zwykliśmy kojarzyć z tandetnym bogoojczyźnianym patriotyzmem i sentymentalnym konserwatyzmem: żyją w polskich enklawach, ledwo mówią po angielsku i urządzają obciachowe parady.

„Polish jokes”

Zapewne wiele z tego niepochlebnego obrazu nasi rodacy w Ameryce zawdzięczają tzw. „polish jokes”, czyli wrednym dowcipom o głupich Polakach  („Jak zatrzymać polską konnicę? Wyłączyć karuzelę”; „Ilu Polaków trzeba by zmienić żarówkę? Trzech: jeden trzyma żarówkę, dwóch obraca drabinę”). Ale nie bez znaczenia jest także fakt, iż ci z amerykańskich Polaków, którzy głosują w polskich wyborach, preferują nacjonalistyczną prawicę. Podczas, gdy obywatele RP głosujący na zachodzie Europy wybierają siły proeuropejskie – polonusi amerykańscy zdają się kochać PiS.

Po wyborach prezydenckich w 2015 roku furorę w necie zrobił klip z utworem „Andrzej Duda nam się udał” śpiewanym przez polonuskę z Chicago, Emilię Gołaszewską, gdzie przeplatany zdjęciami Dudy tekst piosenki, zapisany przez polskich znaków, za to z błędami ortograficznymi, pojawiał się na ekranie równolegle do śpiewu, niczym w kursie językowym dla początkujących. Było to histerycznie śmieszne, a największą radość sprawiał wszystkim wers „Pszyszłość ma na imię Polska”. Chicagowska Polonia jest zresztą głównym źródłem niepochlebnego stereotypu – w „Jackowie” PiS zdobyło 70 proc. w wyborach do Parlamentu Europejskiego, 69 proc. w wyborach do Sejmu, a Duda pokonał Trzaskowskiego stosunkiem 10 do 4 tysięcy.

3 procent uprawnionych do głosowania w USA

Nawiasem mówiąc, Chicago i okolice są może najgłośniejszym skupiskiem Polonusów w USA, ale wcale nie największym. Według cenzusu z 2018 roku, w stanie Illinois mieszka ich 875,652, podczas gdy w stanie Nowy Jork 886,669. Polonia nowojorska głosuje tak jak reszta nowojorczyków, czyli znacznie bardziej postępowo.

Generalnie – „etniczni Polacy” stanowią dość niewiele, bo ok. 3 procent uprawnionych do głosowania w USA. Z drugiej strony – ich udział w tzw. „swing states”, czyli stanach które zmieniają zdanie co do tego, czy są za republikanami czy demokratami, jest znacznie większy.

Archaiczna amerykańska ordynacja oparta na kolegium elektorów – gdzie zwycięzca bierze wszystkich elektorów z danego stanu – sprawia, że te głosy są szczególnie ważne. W wielu hrabstwach słynnych z tego, że „zmieniły zdanie” – w 2012 roku głosowały na Obamę, a w 2016 na Trumpa – Polacy stanowili aż kilkanaście procent.

Dlaczego Ameryka Trumpa potrzebuje Polski?

Donald Trump przekonuje, że wszyscy amerykańscy Polacy są po jego stronie, ponieważ włączył Polskę do programu ruchu bezwizowego. Prawda jest taka że Polacy spełnili po prostu wymóg związany z zejściem poniżej progu 3 procent odmów, co z kolei wiąże się z tym, że coraz mniej Polaków chce jeździć do Stanów. Jesteśmy w zupełności usatysfakcjonowani Europą.

Z drugiej strony – Ameryka, zwłaszcza Ameryka Trumpa, zdaje się potrzebować Polski. Polska jest ostatnim krajem Zachodu, który myśli o USA to, co zdaniem Amerykanów świat powinien myśleć.

Serdecznie ubawił mnie ostatnio najpoważniejszy tygodnik ekonomiczny na świecie „The Economist”, który 29 października opublikował głęboko zaangażowany wstępniak  pt. „Dlaczego musi do być Biden”, pełnym gorzkich i trafnych obserwacji na temat Ameryki Trumpa.

Ale nawet w tym brutalnie samokrytycznym tekście obecne jest założenie, że Ameryka jest bezdyskusyjnie wspaniała i cały świat to wie, tylko Trump ją psuje. Autor – niepodpisany, to tekst odredakcyjny – ubolewa nad odejściem od „zasad i praktyk, które sprawiły, że Ameryka stała się rajem dla własnych ludzi i latarnią morską dla świata” i zawodzi, że „kraje, które walczyły u boku Ameryki, dziś, spoglądając na jej przywództwo, mają problem z rozpoznaniem miejsca, które podziwiają”.

Kraj zoologicznego darwinizmu społecznego

News: nikt na Zachodzie nie podziwia Ameryki. To kraj zoologicznego darwinizmu społecznego, chciwości podniesionej do rangi dogmatu, niewyrażalnych nierówności i systemowo skorumpowanej polityki, gdzie bogacze oficjalnie kupują polityków wpłatami na kampanie wyborcze. Kraj, gdzie wymiar sprawiedliwości jest przedstawieniem, urządzanym dla ławy przysięgłych złożonej z ignorantów i wygrywa ten, kto więcej wyda i lepiej zamąci im w głowach. Kraj, w którym służba zdrowia jest luksusem i kieruje się jedynie kategorią zysku. Ostatni kraj tzw. Zachodu, który entuzjastycznie stosuje karę śmierci.

Ale zgoda – wybór i postać Trumpa rzeczywiście pomogły światu w uświadomieniu sobie tych wszystkich czarnych stron „latarni morskiej i promienia nadziei”. Według badania Gallupa z lipca, przeprowadzonego w 135 krajach, globalna akceptacja dla przywódczej roli USA w świecie wynosi 33 proc. i jest porównywalna z tą, którą cieszą się Rosja (30 proc.) i Chiny (32 proc.) – podczas gdy globalną rolę Niemiec akceptuje 44 proc. ludzkości.

„Lepiej od nas myślą o USA tylko w Albanii, Kosowie, Mongolii, Turkmenistanie”

W Europie jest jeszcze gorzej: Niemcy mają 56 proc. aprobaty, a USA 24 proc (Chiny 23, Rosja 19). Inaczej mówiąc: tylko co czwarty Europejczyk skłonny jest myśleć o USA to, co USA każą nam myśleć.

Dla kontrastu – poparcie dla Stanów w Polsce jest najwyższe w UE i wynosi 56 procent. Za nami są Węgry z 49 procentami. Lepiej od nas myślą o USA tylko w Albanii, Kosowie, Mongolii, Turkmenistanie oraz części krajów afrykańskich, takich jak Benin, Burkina Faso, Togo, czy Zimbabwe – i oczywiście w Izraelu. To doprawdy nie są te wzorce myśli międzynarodowej, do których powinniśmy dążyć.

Mówiąc cynicznie, prezydentura Trumpa zrobiła coś dobrego dla świata: uświadomiła ludzkości, czym są Stany Zjednoczone Ameryki. W Polsce mamy jeszcze te lekcję do odrobienia. Z tego punktu widzenia może nie byłoby źle, gdyby Polonusi znowu pomogli wybrać Donalda naktorzy.

Choć świat może tego nie przetrzymać.

Poglądy i opinie zawarte w artykule mogą być niezgodne ze stanowiskiem redakcji.

Zobacz również:

Bundestag podjął decyzję ws. pomnika polskich ofiar wojny w Berlinie
Krewny Mikołaja II odkrył „polskie oszustwo” w sprawie śmierci rodziny carskiej
Cała Polska protestuje – wideo
Tagi:
Polonia, Polacy, wybory prezydenckie, wybory, USA
Standardy społecznościDyskusja
Komentarz przez SputnikKomentarz przez Facebook
  • Komentarz