12:22 25 Listopad 2020
Piszą dla nas
Krótki link
Autor
58544
Subskrybuj nas na

Ukraina chce zmodernizować swoje siły powietrzne. Którą drogą pójdzie: czy postawi zadanie własnym konstruktorom samolotów, czy postawi na współpracę z Turcją, czy być może spełni swoje marzenia o zakupie amerykańskich myśliwców bombardujących piątej generacji? Sputnik rozważył wszystkie opcje.

Ukraina nie chce naprawiać radzieckiego sprzętu?

Dowódca Powietrznych Sił Zbrojnych Ukrainy generał pułkownik Siergiej Drozdow w rozmowie z RBK-Ukraina opowiedział o perspektywach rozwoju lotnictwa wojskowego.

Sedno jest w tym, że:

  1. Granice powietrzne Ukrainy są chronione sprzętem wyprodukowanym w latach 1968-1991.
  2. W czasie niepodległości kraj nie otrzymał ani jednego nowego samolotu wojskowego.
  3. Ukraina potrzebuje myśliwca wielozadaniowego jednego typu, który zastąpi wszystkie radzieckie myśliwce, samoloty szturmowe i bombowce.
  4. Aby stworzyć swój prototyp wielofunkcyjnego myśliwca Ukraina potrzebuje co najmniej 10 lat i co najmniej 10 miliardów dolarów.
  5. Tak dużo czasu Kijów nie ma, tak samo jak nie ma pieniędzy ani odpowiedniej bazy naukowej i doświadczenia.
  6. Musi zatem kupić takie samoloty z krajów partnerskich, co zostało zapisane w „Strategii rozwoju Sił Powietrznych do 2035 roku”.

Rzeczywiście, teraz ukraińskie siły powietrzne dysponują sprzętem wyprodukowanym w czasach radzieckich. Są to samoloty bojowe Su-25, Su-24M, MiG-29, Su-27, Su-24MR, które przeszły naprawę i częściową modernizację, ale nie stały się w rezultacie nowymi samolotami. Bieżące potrzeby sił powietrznych są zaspokojone tą flotą samolotów, ale po kilku latach wojsko będzie miało poważne problemy, ponieważ sprzętu nie da się naprawiać w nieskończoność.

W ciągu najbliższych kilku lat Ukraina będzie musiała rozwiązać kwestię zakupu potężnego samolotu. Generał pułkownik Siergiej Drozdow powiedział na ten temat: „Oczywiście Siły Powietrzne również chciałyby mieć nowoczesną technologię, jak amerykański F-35, nasi piloci marzyliby o lataniu na takich samolotach”.

Jednocześnie wysokiej rangi wojskowy wezwał do spojrzenia na rzeczy realistycznie i jako przykład podał Polskę, która, choć przez długi czas była strategicznym sojusznikiem Stanów Zjednoczonych i pełnoprawnym członkiem NATO, „dopiero teraz mogła zacząć mówić o zdobyciu tych samolotów.

Nie jest jasne, dlaczego Drozdow mówi „dopiero teraz”, podczas gdy umowa na zakup F-35 została podpisana przez ministra obrony narodowej Mariusza Błaszczaka pod koniec stycznia 2020 roku, ale nie zmienia to istoty sprawy.

Spróbujmy zastanowić się, jak mogłaby wyglądać modernizacja ukraińskich sił powietrznych.

„Nowości” An-178 i An-132 zamiast „staruszków”

Najprostsza jest modernizacja wojskowego lotnictwa transportowego. Kijów jest siedzibą jednego z czołowych światowych producentów wojskowych samolotów transportowych – Doświadczalno-Konstruktorskiego Biura im. Antonowa (obecnie – Przedsiębiorstwo Państwowe „Antonow”). Rodzina samolotów „An” jako wojskowe pojazdy transportowe są używane na całym świecie – są to stosunkowo niskotonażowe An-26 i An-30, średnie samoloty transportowe An-12 oraz ciężkie An-22, An-124 „Rusłan”. A także największy na świecie samolot transportowy An-225 „Mrija”, który w kwietniu podczas pandemii dostarczył do Polski z Chin (z tankowaniem w Kazachstanie) maski, leki i inne produkty lecznicze.

Największe sukcesy ukraińscy konstruktorzy osiągnęli w „średniej wadze” – w 2015 roku pierwszy lot wykonał nowy samolot transportowy An-178, który w przyszłości ma zastąpić jeden z najpopularniejszych „staruszków” – An-12. W mediach było dużo informacji na temat dostawy An-178 dla Ministerstwa Spraw Wewnętrznych i dla Gwardii Narodowej Ukrainy oraz na eksport, ale jak dotąd ani jeden taki „An” nie był eksploatowany.

Aby zastąpić samoloty „An” w klasie niskiego tonażu, można promować turbośmigłowy An-132, który pod względem ekonomii mógłby być odpowiednią alternatywą dla dość rozpowszechnionych An-26 i An-30. Ogólnie rzecz biorąc, przy pomyślnym zbiegu okoliczności Ukraina może szybko i sprawnie rozwiązać problem ponownego wyposażenia floty wojskowych samolotów transportowych.

Turcja ma myśliwce, Ukraina ma silniki

Dostawy wyrzutni S-400 do Turcji
© Sputnik . Russian Defence Ministry
Helikopterów we wspomnianej „Strategii rozwoju Sił Powietrznych do 2035 roku” nie ma, z wyjątkiem wersji transportowej Mi-8. Jednak biorąc pod uwagę tendencję do desowietyzacji armii ukraińskiej (a pod czerwoną flagą produkowano również ukraińskie helikoptery bojowe), można założyć, że Kijów, jeśli i odnowi flotę helikopterów, to modelami amerykańskimi lub europejskimi. Teoretycznie mogą to być modyfikacje amerykańskich helikopterów McDonnell Douglas AH-64 Apache czy europejskiego Eurocopter Tiger. Ale nie wykluczałbym niespodzianek – na przykład współpracy w tej sprawie między Ukrainą i Turcją i zakupem śmigłowca szturmowego TAI/AgustaWestlandT129 ATAK.

Wygląda to całkiem realnie na tle współpracy obu krajów przy produkcji popularnych obecnie dronów Bayraktar Akıncı.

Warto zwrócić uwagę na współpracę z partnerami tureckimi w kontekście głównego zadania znalezienia samolotu wielofunkcyjnego, o którym mówił ukraiński pułkownik generał Drozdow.

Turcja ma dość ambitny projekt własnego myśliwca piątej generacji TF-X (Turkish Fighter Experimental), którego premiera ma się odbyć w 2023 roku. Rosja stwierdziła nawet, że ten samolot, gdyby został stworzony i wszedł na rynek międzynarodowy, mógłby zostać konkurentem Su-57.

Wprawdzie, jest bardzo poważny problem – Turcy nie mają własnej opracowanej technologii produkcji silników i liczą na międzynarodową współpracę. Państwowy portal informacyjny TRT Haber analizujący niedawno podpisane porozumienie pomiędzy Kijowem a Ankarą w dziedzinie obronności, cytuje opinię eksperta wojskowego Anıla Şahina:

Doświadczamy niedoborów, zwłaszcza w dziedzinie silników lotniczych i rakietowych. W tym względzie można powiedzieć, że umowa podpisana z Ukrainą otwiera drogę dla technologicznego transferu i koprodukcjai silników. 

Ukraina ma doświadczenie w interesującej Turków branży i ta opcja nie wydaje się, powiedzmy, beznadziejna. Jak dotąd nie ma tu nic do dodania.

F-35 jako druga forpoczta przeciwko „zagrożeniu ze wschodu”

„Dobrze, a co z F-35?” – zapyta czytelnik, który zaczął czytać tekst ze względu na ten amerykański samolot. Przypomnijmy, Polska kupiła 32 myśliwce F-35 za 4,6 mld dolarów.

My, oczywiście, nawet teoretycznie nie wyobrażamy sobie, jaki tego typu kontrakt USA mogłyby zaoferować Ukrainie, ale skupmy się na kwocie wskazanej powyżej. Projekt (zresztą rekordowy) budżetu wojskowego Ukrainy na 2020 rok przewidywał 8,66 mld dolarów dla programów Ministerstwa Obrony

Jasne, że można uzgodnić płatność na raty, w dodatku każda umowa jest indywidualna, ale w każdym razie transakcja ta nie jest tania. Jeśli wybierać bardziej racjonalnie, to dobrym rozwiązaniem dla Kijowa może być np. obecna modyfikacja F-16 lub F-18. Tak, te samoloty będą nieco prostsze w swoich możliwościach, ale wygodniejsze pod względem budżetu i ciągłości pokoleń – w porównaniu z obecną flotą Ukrainy. Tutaj rozważałbym opcję szwedzką – Saab JAS39 Gripen. Samolot jest zauważalnie tańszy od F-35 i ma całkiem przyzwoite właściwości, chociaż uważa się, że jest o co najmniej o pół generacji prostszy. Jednak jest to bardzo dobry wybór pod względem kryterium koszt/efektywność.

Nadal jednak uważam, że w obecnej sytuacji Ukraina, gdyby miała taką możliwość, wybrałaby nie ze względów finansowych, ale politycznych. A tu F-35 nie ma konkurentów. Jednym z głównych powodów (i powodów rabatów) może być rola Ukrainy jako europejskiej forpoczty przeciwko „zagrożeniu ze wschodu” (czego oczekuje się od Polski). To podejście prawie na pewno zostanie zastosowane, jeśli oczywiście taka retoryka pozostanie aktualna do czasu, gdy rozpocznie się konkretna dyskusja na temat aktualizacji floty lotniczej kraju.

Wady i zalety F-35 zostały już wymienione. Nie można zaprzeczyć, że jest to nowoczesny wielofunkcyjny samolot bojowy, który został pierwotnie zintegrowany z infrastrukturą informacyjną przyszłych operacji bojowych. Faktem jest, że będzie eksploatowany w sąsiedniej Polsce to dodatkowy atut, gdyż pozwoli na wymianę doświadczeń w szkoleniu pilotów, obsłudze i serwisowaniu nowego sprzętu „zagranicznego”.

Czy Ukraina zapłaci Stanom Zjednoczonym i da przy tym gwarancje?

Moskwa powinna też pomyśleć o tym scenariuszu. F-35 należy do piątej generacji myśliwców bombowców i w połączeniu z ogólnie zaktualizowaną infrastrukturą ukraińskich sił zbrojnych mógłby rozwiązać problem jakościowej konfrontacji z rosyjskimi siłami powietrznymi, które są obecnie uzbrojone głównie w samoloty generacji 4 i 4+. Oczywiście przeciw „ukraińskim” F-35 najprawdopodobniej stanęłyby rosyjskie Su-57 piątej generacji, ale pytanie brzmi, ile „Su” trafi do armii do tego czasu.

Naturalnie, mówimy o teoretycznym wzajemnym powstrzymywaniu, co zresztą może nastąpić nie wcześniej niż za 5-10 lat – przypuszczam, że Ukraina nie będzie w stanie wcześniej uzyskać F-35. W każdym razie taka decyzja będzie wymagała przede wszystkim politycznej woli przywódców amerykańskich, pomnożonej przez możliwości finansowe Kijowa i pewne gwarancje ze strony Ukrainy. Gwarancje, że nigdy, nawet w koszmarze, broń ta nie zostanie użyta przeciwko jej twórcom.

Poglądy i opinie zawarte w artykule mogą być niezgodne ze stanowiskiem redakcji.

Zobacz również:

Widowiskowe „starcie” myśliwców Mig-31 w stratosferze – wideo
Rozzłościć USA. Jaką broń mogłaby dostarczyć Rosja do Iranu?
Rosyjski deputowany: F-35 nie jest zły, jednak naszej broni „nie przechytrzy”
Produkcja F-35 zostanie opóźniona o rok
Tagi:
modernizacja, myśliwce, ZSRR, NATO, samolot, Ukraina
Standardy społecznościDyskusja
Komentarz przez SputnikKomentarz przez Facebook
  • Komentarz