21:37 03 Grudzień 2020
Piszą dla nas
Krótki link
Autor
0 36
Subskrybuj nas na

Do mediów odezwali się nauczyciele wychowania przedszkolnego: „Skoro rząd nie zamknął przedszkoli, one same zaraz się zamkną z powodu braków kadrowych” – stwierdzili.

Ostatnie ustalenia, które przekazał premier w ostatnią środę, głoszą, że uczniowie z klas I-III mają przejść na nauczanie zdalne. Ponadto nauczanie zdalne pozostałych uczniów szkół podstawowych oraz ponadpodstawowych zostanie przedłużone do końca listopada. Natomiast przedszkola i żłobki mają zostać otwarte.

© REUTERS / Remo Casilli
Onet oraz Wirtualna Polska powołują się na opinie nauczycieli i wychowawców pracujących z najmłodszymi. Większość głosów pojawiająca się w mediach akcentuje strach o własne zdrowie. Pracownicy i pracownice przedszkoli oraz żłobków nie chcą, aby zamykać placówki i przechodzić na kłopotliwe zajęcia zdalne, które w przypadku maluchów de facto mija się z celem, ponieważ i tak muszą być w nie zaangażowani rodzice. Jednak domagają się wprowadzenia – dla własnego bezpieczeństwa! – dodatkowych obostrzeń, na przykład zmniejszenia liczny dzieci.

– Dlaczego nie traktuje się nas na równi z nauczycielami?

My nie jesteśmy opiekunkami, a do takiej roli się nas sprowadza. Zajmujemy się edukacją, budujemy fundamenty. Mnie chodzi o to, że chcę i mam prawo do równego traktowania w mojej grupie zawodowej. Dlaczego nauczyciele szkół podstawowych i wyżej mają zapewnione bezpieczne warunki pracy, a ja, jako nauczyciel przedszkola, już nie? Na to nie ma mojej zgody. Na bycie nauczycielem gorszego sortu

powiedziała Mariola Karpińska, nauczycielka wychowania przedszkolnego z Warszawy.

– Dwudziestka piątka dzieciaków zamknięta cały dzień w jednej sali to niezły materiał na swobodny przepływ koronawirusa.

Odbierający ich rodzice chodzący do pracy i stykający się z mnóstwem osób trzecich oraz przybyłe z nimi starsze rodzeństwo, uczęszczające do teraz do szkół, tylko dopełniają dzieła

– dodaje, zapewniając, że jej mali podopieczni regularnie i bez przeszkód uczęszczają na dodatkowe zajęcia czyli języki, tańce, sztuki walki, zajęcia artystyczne.

Wtóruje jej dyrektorka przedszkola z Łodzi, w której małej placówce, wielkości średniego mieszkania, przebywa naraz nawet 27 osób.

W listach, które przyszły do redakcji Onetu, możemy przeczytać m.in.: „Opiekunki w żłobku i nauczycielki w przedszkolu są najbardziej narażone. Zamknięcie tych placówek nie skomplikowałoby życia dzieci i ich rodziców tak, jak zamknięcie szkół. Tam jest jeszcze program do realizacji”; „Moja ośmioletnia córka dla bezpieczeństwa przechodzi na zdalne nauczanie. Natomiast mój czteroletni syn nadal może chodzić do przedszkola, bo tam nie ma wirusa i ryzyka zakażenia? Bez sensu”; „Jestem nauczycielem w przedszkolu, a zarazem samotną matką. Mój 8 letni syn ma padaczkę i zastanawiam się, co z nim zrobić 9 listopada, nie mam go z kim zostawić. Nikt nie chce się podjąć opieki nad chorym dzieckiem”.

Jest też część nauczycieli, która cieszy się z obecnego stanu rzeczy i uważa, że wystarczy odpowiednio zadbać o przestrzeganie zasad higieny. Jednak sporo głosów wyraża obawę.

Poglądy i opinie zawarte w artykule mogą być niezgodne ze stanowiskiem redakcji.

Zobacz również:

Naukowcy wyjaśnili, jaka część ciała jest „odporna” na koronawirusa
Polacy pozytywnie oceniają powrót uczniów do szkoły
Tagi:
ograniczenia, Rząd RP, niebezpieczeństwa, Polska, koronawirus, nauczyciel, przedszkole
Standardy społecznościDyskusja
Komentarz przez SputnikKomentarz przez Facebook
  • Komentarz