19:30 04 Grudzień 2020
Piszą dla nas
Krótki link
Autor
13605
Subskrybuj nas na

Sprawa kardynała Dziwisza już w tej chwili potwornie cuchnie i – co oczywiste – będzie również coraz bardziej obciążała nieżyjącego już papieża. Tymczasem sprawcy obrzydlistwa moralnego i pospolitych wręcz przestępstw, o których głośno w Polsce, robią co w ich mocy, żeby sprawy ukrywać, a może nawet dalej móc bez przeszkód i bezkarnie pedofilić.

Mitologiczny Augiasz był królem Elidy, miasta na Peloponezie, i właścicielem wielkich stad bydła i koni. Ale po trzydziestu latach jego panowania niesprzątane stajnie i zagrody były tak zanieczyszczone, że trzeba było mitycznego herosa Herkulesa, aby uprzątnąć nagromadzony gnój.

Minęło trzydzieści lat

Od zmiany systemu w Polsce też minęło trzydzieści lat i coraz wyraźniej widać, że pilnie potrzebne jest gruntowne wietrzenie i sprzątanie. Sprawa jest o tyle trudniejsza, że zalewający Polskę brud ma zupełnie inny charakter, niż tamten ze stajni Augiasza. Wtedy wystarczyło porządne spłukanie i było po robocie. A na dodatek, Augiasz w sprzątaniu nie przeszkadzał – przeciwnie, obiecał za jego sprawne przeprowadzenie sowitą nagrodę.

Tymczasem sprawcy obrzydlistwa moralnego i pospolitych wręcz przestępstw, o których w ostatnich dniach głośno w Polsce, robią co w ich mocy, żeby sprawy ukrywać, a może nawet dalej móc bez przeszkód i bezkarnie pedofilić. Bo smród, o którym mowa, to panosząca się w polskim kościele pedofila. Tymczasem panowie biskupi czują się skrzywdzeni i prześladowani, gdy podsuwa im się pod nos dowody, że byli zboczeńcami lub ochraniali innych zboczeńców w sukienkach. Patrzą przy tym komicznie groźnym wzrokiem na zadających trudne pytania dziennikarzy, którzy też nie mają odwagi mówić z przestępcami otwartym tekstem. I w dalszym ciągu kluczą, nieśmiało dopytują, obawiają się nalegać na konkretną odpowiedź na zadane pytanie itd.

„Ekscelencje” pozwalają sobie na groźne miny

Nierówność relacji, tj. gigantyczną w dalszym ciągu przewagę drania nad dziennikarzem, widać najlepiej po formie zwracania się uczestników takich rozmów do siebie: dziennikarze cały czas nazywają rozmówcę „ekscelencją”, „księdzem biskupem” itp., a te pożal się boże „ekscelencje” pozwalają sobie na groźne miny, pobłażliwe, ojcowskie niemal upominanie dziennikarzy, wytykanie im ich młodego wieku lub niewiedzy. Widać wyraźnie, że mamy do czynienia z „rynkiem pedofila”, a nie „rynkiem” rozmawiającego z pedofilem dziennikarza, który zmuszony jest akceptować swoją proszalną, uniżoną pozycję w rozmowie z przestępcą w sutannie.

Takie feudalne niemal zależności mogli zaobserwować widzowie prywatnej telewizji TVN24, która trzy tygodnie temu wyemitowała rozmowę z kardynałem Stanisławem Dziwiszem, byłym wieloletnim osobistym sekretarzem zmarłego w kwietniu 2005r. papieża Jana Pawła II. Redaktor jawił się jako grzeczniutki chłopczyk, któremu pan kardynał łaskawie odpowiadał na „miękkie” w istocie pytania i pokazywał całą mimiką, że spróbuj tylko chłoptasiu zadać jakieś niewygodne pytanie lub nie być wystarczająco uniżony, to zaraz cię pogonię i wycofam zgodę na publikację naszej rozmowy. Ale i tak emerytowany krakowski kardynał okazał się być tak głupi, że wygłosił kilka kompromitujących dla siebie kwestii w odpowiedzi na pozornie niewinne pytania.

Gdy 9.11.2020 r. ta sama telewizja pokazała reportaż pt. „Don Stanislao”, to okazało się nie tylko, że kardynał Dziwisz miał rozległą wiedzę na temat pedofilii w otoczeniu polskiego papieża, ale na dodatek, że brał wielkie jak na tamte czasy pieniądze za załatwienie co znamienitszym kościelnym pedofilom audiencji u papieża. Sprawa kardynała Dziwisza już w tej chwili potwornie cuchnie i – co oczywiste – będzie również coraz bardziej obciążała nieżyjącego już papieża. A na końcu okaże się, że papież – obecnie już święty kościoła katolickiego – doskonale wiedział, co dzieje się w jego kościele. Bo można o nim wiele złego powiedzieć, ale nie to, że był głupcem.

Kolejne wielkie szambo

Jakby mało było smrodu, w tych dniach wypłynęło na powierzchnię kolejne wielkie szambo. Z tego, co ezopowym językiem (dopuszczanie się czynów pedofilskich) ogłosił Watykan, wynika jasno, że 97-letni emerytowany biskup wrocławski Henryk Gulbinowicz latami rżnął bez opamiętania małych chłopców, ochraniał innych pedofilów w sutannach, a na dodatek okazał się być wieloletnim współpracownikiem Służby Bezpieczeństwa. Ten ostatni zarzut jest o tyle bez znaczenia, że niemal 100% polskich duchownych współpracowało w okresie PRL z SB. Takie to były czasy. A gdy któryś ksiądz za bardzo zalazł władzy za skórę, to albo jego koledzy i przełożeni – oczywiście współpracownicy SB – zdążyli go wyekspediować do Watykanu (ale wtedy jednym z wymogów był na ogół homoseksualizm, bo „normalnych” Rzym bardzo niechętnie przyjmował), albo padał ofiarą nadgorliwych, często „nieznanych”, sprawców. Takie nieszczęście przytrafiło się jesienią 1984r. mocno angażującemu się w politykę księdzu Jerzemu Popiełuszce, który zginął z powodu partactwa chcących postraszyć go esbeków. Chłopaki przefajnowali i sprawa skończyła się śmiercią kapłana, który notabene miał być wkrótce ewakuowany do Rzymu.

Polska w istocie ciągle zaskakująco mało różni się od PRL

Wracajmy do naszego arcybiskupa seniora diecezji wrocławskiej, jednego z blisko czterystu polskich hierarchów, którym zarzuca się pedofilię lub ochranianie kościelnych pedofilów i inne przestępstwa. Henryk Gulbinowicz nie miał oporów przed współpracą z SB, która postawiła go przed jasną i „uczciwą” alternatywą: ty będziesz mówił co my chcemy, a my nie postawimy cię przed sądem za twoją pedofilię. A jak będzie nam się dobrze współpracowało, to pomożemy ci w awansach. Mało który seksualny przestępca i zboczeniec ma tyle fartu, ile miał homoseksualny ksiądz pedofil Henryk Gulbinowicz. I tak to realny socjalizm żył w symbiozie z realnym katolicyzmem.

Najśmieszniejsze, że dzisiejsza Polska nie tylko kontynuowała tego typu chore relacje, nie robiąc nic w celu ukarania obrzydliwego przestępcy, ale na dodatek hojnie nagradzała zboczeńca rozmaitymi honorami, w tym np. honorowym obywatelstwem Wrocławia i Białegostoku, Orderem Orła Białego itd. itp. Takich mocno dwuznacznych sytuacji jest w Polsce mnóstwo, a najprostsze i jednocześnie najbardziej szokujące ich wyjaśnienie jest takie: trzydzieści lat po zmianie ustroju Polska – pozornie demokratyczna i praworządna – w istocie ciągle zaskakująco mało różni się od PRL i mentalnie ciągle bliżej nam, w tym zwłaszcza naszym kacykom i szamanom, do Orientu, niż do cywilizacji zachodniej.

Drwina z ofiar

No, ale wygląda na to, że wreszcie coś zaczyna się ruszać. Po kolejnej erupcji kościelnego szamba postanowiono „ukarać” nieszczęśnika, którego draństw nie dało się dłużej ukrywać. Karą dla Henryka Gulbinowicza za jego pedofilię będzie niepochowanie go w katedrze, nie wolno mu też odprawiać mszy i używać biskupich insygniów.

Powołanie nowych ministrów przez Andrzeja Dudę, 6 października 2020
© AFP 2020 / KPRP / Grzegorz Jakubouski
W rzeczywistości jest to drwina z ofiar, z prawa oraz z elementarnego poczucia sprawiedliwości: kościół rzuca na pożarcie umierającego starca, by w ten sposób pokazać, jaki jest pryncypialny. W istocie zachowuje się jak typowy gang, który w sytuacji zagrożenia bez wahania poświęca jednego z ciężko rannych członków, na którego przy okazji zwali się wszelkie winy w nadziei, że wymiar sprawiedliwości się tym zadowoli.

Prawo i Sprawiedliwość z pewnością by się tym zadowoliło, ale tym razem to już stanowczo za mało. W chwili gdy piszę ten tekst, telewizja TVN24 pokazuje demonstrację młodych kobiet przed siedzibą krakowskiej kurii. Jest to dalszy ciąg trwających już ponad dwa tygodnie antyrządowych protestów przeciwko zaostrzeniu i tak drakońskiego polskiego prawa antyaborcyjnego, które wystartowały z jednoznacznym i niepozwalającym na polemikę, skierowanym do rządzącego PiS hasłem „wyp***”.

Najlepiej, gdyby to była reformacja

Ku zaskoczeniu wszystkich, już w pierwszych dniach protestu to samo zaczęto skandować pod adresem kościelnych hierarchów, a wśród postulatów protestującej młodzieży pojawiły się żądania odsunięcia kościoła od wpływu na życie społeczne w Polsce, usunięcia religii ze szkół itp.

Ujawnienie afer panów Dziwisza i Gulbinowicza nie tylko dodatkowo utwierdza protestujących w ich racjach, ale nagle okazało się, że zaczyna to też otwierać oczy środowiskom, które dotychczas bezkrytycznie popierały kościół we wszelkich jego działaniach i broniły przed jakąkolwiek krytyką. I dlatego wydaje się, że tym razem sprawa nie rozejdzie się po kościach, i za kilka lat Polska nie tylko będzie wolna od PiS, ale rozpocznie szybki marsz ku laicyzacji. By w niedługim czasie doprowadzić do stanu i relacji kościół-państwo podobnych do tych, jakie widzimy dzisiaj w Irlandii, Hiszpanii itp.

Jest nadzieja, że ten proces reformowania – najlepiej, gdyby to była reformacja – polskiego kościoła już się na dobre zaczął i będzie szybko postępował, upodabniając już za kilka lat Polskę do średniej europejskiej na tym polu.

Poglądy i opinie zawarte w artykule mogą być niezgodne ze stanowiskiem redakcji.

Zobacz również:

Pedofilia w polskim Kościele: „Nadal nie rozcięto starych wrzodów”
Sejm wybrał przewodniczącego komisji ds. pedofilii
Kardynał Dziwisz tuszował afery pedofilskie? Episkopat liczy, że sprawę wyjaśni komisja w Watykanie
Tagi:
socjalizm, kara, pedofilia, pedofile, wiara, kościół, Polska, religia
Standardy społecznościDyskusja
Komentarz przez SputnikKomentarz przez Facebook
  • Komentarz