03:47 04 Grudzień 2020
Piszą dla nas
Krótki link
Autor
12631
Subskrybuj nas na

Prezydent ma pewne kompetencje, choć nie do końca jasno określone, w dziedzinie polityki zagranicznej. Dlatego Andrzej Duda od czasu do czasu zabiera w tej sferze głos. Postarajmy się więc spojrzeć na zawartość pisma, które prezydent Duda wystosował do członków Służby Zagranicznej z okazji ich listopadowego święta.

Komunały o tym, że świat zmienia się dynamicznie, a pandemia odciska na nim swoje piętno brzmią u Dudy dość sztywno. Pamiętajmy, że wygłasza je człowiek, który wyrażał swój sceptycyzm wobec szczepionki na zwykłą grypę i w sumie niewielkie zainteresowanie problemami własnej służby zdrowia. Tym bardziej trudno oczekiwać od niego jakiegoś nowatorskiego apelu o międzynarodową solidarność w okresie koronakryzysu. A przecież wystarczyłoby się przyłączyć do rozsądnego apelu sekretarza generalnego ONZ Antonio Guterresa o zawieszenie stosowania wszelkich sankcji ekonomicznych na czas kryzysu pandemicznego.

Aberracja, surrealizm, egzotyka...

W każdym, najkrótszym nawet wystąpieniu na temat polskiej polityki zagranicznej polski prezydent chwali się swoim historycznym upokorzeniem i przypomina sytuację, o której każdy polityk choćby umiarkowanie szanującego się kraju chciałby raczej zapomnieć.

Wspomina mianowicie o „sukcesie”, jakim ma być wybłaganie obecności obcych sił zbrojnych na terytorium własnego kraju. Z dumą chełpi się tym, że sprowadził na Polskę faktyczne niebezpieczeństwo polegające na uczynieniu z niej kraju potencjalnie frontowego. Aberracją jest to, że głowa państwa europejskiego na pierwszym miejscu swych wystąpień wymienia stosunki z mocarstwem spoza Europy, do tego w zasadzie konkurencyjnym wobec Unii Europejskiej, a w czasach Donalda Trumpa wręcz tej unii otwarcie wrogim.

Jeszcze większą egzotyką jest sytuacja, w której jako rdzeń polityki zagranicznej prezentowana jest obca obecność militarna. Mrzonki o rzekomej integracji Trójmorza są tylko dopełnieniem surrealistycznego przekazu. Być może mają one kompensować, zagłuszać pewne kompleksy: Polska ma przecież w owym mitycznym Trójmorzu odgrywać pseudomocarstwową rolę. Nieważne, że nikt inny specjalnie poważnie tymi ambicjami Warszawy się nie przejął, że nikogo zbytnio te geopolityczne mrzonki nie interesują. Ważne, że Andrzej Duda poprawia samopoczucie swoje i swojego politycznego środowiska.

Jedną nogą poza UE

Dopiero na drugim miejscu Andrzej Duda przypomina sobie o UE. Liczy, rzecz jasna, na strumień środków wspólnotowych, ale jednocześnie podkreśla za swoim byłym partyjnym bossem, że Warszawa żadnych norm i standardów europejskich nie pozwoli sobie narzucać.

Były wiceprezydent USA Joe Biden i prezydent USA Donald Trump
© AP Photo / Matt Rourke / Patrick Semansky
Dlatego dość groteskowo w tym kontekście brzmi całkiem sensowna propozycja Dudy, by kraje unijne stworzyły mechanizm współpracy w dziedzinie ochrony zdrowia i rozwoju technologii medycznych. Pomysł zapewne godny poparcia, tylko, jak Warszawa będąca na własne życzenie – jak słusznie zauważył Leszek Miller – jedną nogą poza UE, ma jakiekolwiek pomysły w Berlinie, Paryżu czy Brukseli forsować? Przecież poziom jej autorytetu spadł w ostatnich latach niemal do zera.

Nieuleczalne fobie

Prezydent z partyjnego nadania Prawa i Sprawiedliwości nie byłby sobą, gdyby nie wspomniał rytualnie o prześladujących jego formację fobiach. Pojawia się zatem po raz kolejny stwierdzenie, że Rosja ma stanowić zagrożenie, a jej polityka nosi „imperialny” charakter. Głowa państwa w coraz większym stopniu autorytarnego i mającego poważne problemy z przestrzeganiem podstawowych praw człowieka wspomina o jakimś mitycznym naruszaniu tychże praw przez Moskwę. Zresztą, po raz kolejny podkreśla też przywiązanie Polski do „wartości”, na których ma być osadzona także jej polityka zagraniczna.

Na wyraźne życzenie Waszyngtonu dostaje się też i Chinom; Duda zapewnia o swojej lojalności wobec Białego Domu w sprawach związanych z technologią 5G, a więc gwarantuje, że żadne chińskie oferty w tej sferze nie będą nad Wisłą nawet rozpatrywane.
Światełka w tunelu nie widać

Chciałoby się powiedzieć: nic nowego. No właśnie, powoli przywykamy do stanu permanentnej nienormalności. Stan chorobowy polskiej polityki, odwrócenie wszelkich, zdawałoby się do niedawna całkiem jasnych i oczywistych pojęć, zaczynają być traktowane jako pewien standard. Światełka w tunelu nie widać.

Obca obecność militarna to w aktualnej nowomowie gwarancja „suwerenności”, łamanie wolności słowa to „wartości demokratyczne”, a agresywne ingerencje w sprawy wewnętrzne innych krajów to „solidarność”.

Zagranicą budzi to zrozumiałe zdziwienie. Dziwią się wszyscy ci, którzy nie rozumieją, że Polska od dawna znajduje się w świecie rodem z antyutopii George’a Orwella. Ludzie kreujący komunikaty polityczne w Warszawie wydają się żyć w świecie równoległym do rzeczywistego.

Optymiści stwierdzą, że nie jest tak źle i oni robią to po prostu z cynizmu, wyrachowania i chęci przypodobania się za wszelką cenę swoim protektorom. Pesymiści uznają, że oni w to naprawdę wierzą, ale wtedy miejscem właściwym dla takiej klasy politycznej byłyby raczej odosobnione pokoje, z wyłożonymi miękką materią ścianami i drzwiami bez klamek. Trudno rozstrzygnąć, która z tych diagnoz jest bardziej trafna. Być może obie po trochu.

Poglądy i opinie zawarte w artykule mogą być niezgodne ze stanowiskiem redakcji.

Zobacz również:

Tarcza na sterydach
Siergiej Andriejew dla Sputnika: Powodów dla konfrontacji nie dostrzegam
Pamięci Andrzeja Walickiego: odszedł jeden z wielkich
Wybory w USA: Polska odleciała za ocean
Tagi:
polityka, Andrzej Duda, Polska
Standardy społecznościDyskusja
Komentarz przez SputnikKomentarz przez Facebook
  • Komentarz