12:07 25 Listopad 2020
Piszą dla nas
Krótki link
Autor
23516
Subskrybuj nas na

Tylko patrzeć, jak człowiek stanie się zaledwie opcjonalną częścią czołgu. Choć tych słów nie należy brać dosłownie, wiodące przedsiębiorstwa zbrojeniowe świata poświęcają dość uwagi rozwojowi technologii bezzałogowych, także w odniesieniu do czołgów. Mówienie, że dla tych wozów nie ma miejsca w wojnach przyszłości, byłoby rzeczą zgoła niesłuszną.

Pentagon zaprezentował kilka konceptualnych modeli czołgów stworzonych z myślą o zastąpieniu amerykańskiego czołgu podstawowego M1Abrams. Mowa o „opcjonalnie załogowych” czołgach (Optionally Manned Tank). Z definicji jasno wynika, że będą mogły one działać również bez załogi.

​Stworzone modele były przedmiotem posiedzenia Centrum Naziemnych Systemów Transportowych Armii USA w Fort Benning. Rozmawiano tam o przyszłości wojsk pancernych – porównywano ze sobą współczesne i projektowane wozy, przy czym, jak można się domyślać, nie tylko amerykańskie czołgi i wozy sojuszników wojskowych USA, ale też modele potencjalnych wrogów.

Naturalnie USA nie przyglądają się biernie światowemu trendowi rozwoju sprzętu bezzałogowego. Wręcz przeciwnie – omawiają plany wyposażenia wojsk pancernych w tworzące rodzinę bezzałogowe wozy bojowe Robotic Combat Vehicle (RCV), w których skład wejdą różne modele. Chodzi przede wszystkim o dobrze opancerzony zrobotyzowany czołg, który pełnić będzie funkcje zwiadowcy i celowniczego, a ponadto relatywnie lekki czołg o masie około 30 ton o możliwościach bojowych zbliżonych do współczesnego M1 Abrams, a może i bardziej imponujących.

Izraelski „prototyp” i „nowy” Abrams

A więc, o czym mowa, jakie „obrazki” żeśmy zobaczyli?

1. Średni czołg o masie około 54 ton, uzbrojony w armatę kalibru 120 mm i karabiny maszynowe kalibru 7,62 i 12,7 mm. Tutaj najwyraźniej nie obyło się bez izraelskiego „pancernego wpływu” - kształt wieży tego modelu bardzo przypomina wieżę izraelskiego czołgu „Merkawa”. Przesunięcie wieży do tyłu oznacza przesunięcie do tylnej części i przedziału bojowego, i – prawdopodobnie – wyprowadzenie do środkowej lub przedniej części modułu silnikowego.

Dlaczego „modułu”? Dlatego że nowej generacji czołgi nie będą już posiadać zwykłego silnika zespolonego gęstą siecią połączeń z różnymi układami pojazdu, lecz ujednolicony moduł silnikowy, który w razie uszkodzenia można szybko, nawet w warunkach polowych, zastąpić nowym. Czołg pod względem swoich możliwości prawdopodobnie będzie zbliżony do rosyjskiego T-72 lub T-90.

2. Czołg o masie około 59 ton wyposażony w potężniejsze działo i większą wieżę. Można zacząć dyskutować na temat tego, że nowe działo będzie miotać ciekłe substancje bądź że w ogóle przedstawiać będzie sobą elektromagnetyczną armatą. Takie wnioski wydają się jednak przedwczesne. Można za to pozwolić sobie na stwierdzenie, że projektowany wóz ma być o co najmniej 10 ton lżejszy niż współczesny czołg M1 Abrams.

3. „Nowy” Abrams to czołg o masie około 64 ton, wyposażony w nowe działo kalibru ponad 120 mm. Oczywiście przedstawione modele to zaledwie przybliżona wizja tego, co z nich wyniknie, być może z prawdziwym, przyszłym amerykańskim czołgiem nie będą miały nic wspólnego. Myślę, że na tym etapie ruszyły dopiero prace wstępne, a ubiegła sesja to zaledwie jakiś ułamek czynności, których celem jest zebranie od wojskowych wymogów, jakim mają odpowiadać przyszłe wozy. W USA jeszcze długi czas na wyposażeniu wojsk pozostawać będą „Abramsy”, wciąż modernizowane i rozwijane – potencjał, jaki w nich tkwi, nie został wyczerpany: całkiem niedawno do wojska zaczęły trafiać nowe seryjne czołgi M1A2 SEP V3 Abrams.

W związku z czym najważniejsze w tej historii jest właśnie to, że wszystkie te modele są „optionally manned” („opcjonalnie załogowe”).

Czy przed zrobotyzowanymi czołgami jest jakaś obrona?

Pojawienie się czołgów bezzałogowych zmieni sposób prowadzenia wojny. W ramach obrony przed wrogimi pociskami zautomatyzowanych czołgów szerokie zastosowanie znajdą różnego rodzaju zasłony aerozolowe i oślepianie układów optycznych. Całkiem prawdopodobne wydaje się pojawienie min elektromagnetycznych, to znaczy min, które wysyłają potężny sygnał elektromagnetyczny zakłócający pracę środków łączności i urządzeń pokładowych. To z kolei zapoczątkuje prace nad środkami ochrony przed tego typu działaniami. Kiedy nastąpi taka przyszłość? Prawdę mówiąc, ona już nastąpiła. Dowodem na to są ataki na rafinerie w Arabii Saudyjskiej w 2019 roku i niedawny konflikt w Górskim Karabachu.

Myślę, że już w 2030 roku środki bezzałogowe stanowić będą znaczącą część sił zbrojnych, a systemy łączności i transmisji danych przerosną swoimi możliwościami swoje cywilne analogi. I wcale to nie dziwi, przecież bezzałogowy autonomiczny czołg czy autonomiczny samolot potrzebuje wielu danych w maksymalnie krótkim czasie.

Czy „Armata” ostanie się pod „naporem” Amerykanów?

„Zabójcy Armaty”. Tak rosyjska praca opisuje konceptualne modele przedstawione przez Amerykanów. No cóż, to taki tradycyjny chwyt mający na celu wzrost liczby czytelników (patrz tytuł). Tym niemniej coś za tym stoi.

Rzeczywiście rosyjską „Armatę” można uznać za pierwszego reprezentanta czołgów nowej generacji: przedział bojowy odizolowany od załogi rozmieszczonej w specjalnej „kapsule”, kilka systemów obrony, będące na etapie prac potężne działo podstawowe kalibru 152 mm i owa „bezzałogowość”, o której wciąż mowa. W takim trybie czołg przechodził już testy w sierpniu 2020 roku.

Czy pozostające wciąż tylko modelami amerykańskie czołgi zdołają pokonać „Armatę”? To najbardziej niewdzięczne pytanie i nieważne, że nosi charakter teoretyczny.

W pewnych warunkach – prawie na pewno nie, w innych – możliwe, że tak! Przy zaistnieniu określonych warunków pewne pociski, nawet te, w jakie wyposażone są obecnie działające czołgi zniszczenie „Armaty” jest możliwe.

Wrogie terytorium pod nadzorem „elektronicznych oczu”

Wiadomo, że czołgom przyszłości przydadzą się możliwości informacyjne i cyfrowe – na przykład wykorzystanie rzeczywistości rozszerzonej umożliwi oddawanie strzałów do wrogiego czołgu przy braku bezpośredniego kontaktu wzrokowego, a co za tym idzie, czołg będący celem nie będzie widzieć atakującego czołgu. Możliwa jest też współpraca różnorodnych środków bezzałogowych – na przykład czołgów, nadzorujących robotów latających i znowuż latających „robotów kamikadze”.

Tak, czołgi przyszłości z powodzeniem mogą samodzielnie obsługiwać także latające aparaty bezzałogowe – do zadań rozpoznawczych, naprowadzania, likwidacji wykrytych celów. Mówiąc obrazowo, w tego typu systemach informacyjnych różnych typów sprzętu  uwzględniona będzie możliwość wyprowadzenia „elektronicznych oczu” na znaczną wysokość i na terytorium wroga. I uzyskana w taki sposób informacja znacząco zwiększy możliwości użycia własnych systemów uzbrojenia czołgów, jak i ściągnięcia wsparcia artyleryjskiego lub lotniczego.

Ale czy czołg zdoła przetrwać w konfrontacji z taką ilością różnorodnych zagrożeń? Czy nie zamieni się w nieporadną i nieskładną kupę potencjalnego złomu w obliczu tychże dronów? Myślę, że ciągła praca nad doskonaleniem systemów bezpieczeństwa czołgów, a także wyposażenie ich w niezbędne informacje w nowej rzeczywistości cyfrowej da tym wozom więcej szans na przetrwanie niż na przykład transporterom opancerzonym czy systemom artyleryjskim.

To, że czołg pozostanie ważnym „aktorem” teatru działań zbrojnych w przyszłości rozumieją wszystkie kraje wiodące prym w gałęzi zbrojeniowej. I właśnie w tym sensie, a nie w kontekście potencjalnego „zabójcy Armaty” należy analizować „obrazki” zaprezentowane w Fort Benning.

Poglądy i opinie zawarte w artykule mogą być niezgodne ze stanowiskiem redakcji.

Zobacz również:

Czy format normandzki „zmusi armaty do milczenia”?
USA „zniszczyły” rosyjskie czołgi „Armata” – wideo
„Mamy wiele do zaoferowania”: Rosja szykuje na eksport czołg „Armata” i nie tylko
Rosyjski czołg Armata jeszcze nie wszedł do wojska, a już szukają zamiennika?
Tagi:
okręt podwodny, okręt, broń, czołg, Armata, Rosja, Rosja
Standardy społecznościDyskusja
Komentarz przez SputnikKomentarz przez Facebook
  • Komentarz