22:20 27 Styczeń 2021
Piszą dla nas
Krótki link
Autor
71712
Subskrybuj nas na

Winston Churchill twierdził, że „demokracja to najgorszy z ustrojów, ale nikt nie wymyślił lepszego”, co jednak wyraźnie świadczy o tym, że sam dostrzegał słabe strony tego systemu. Przez niemal cały rok obserwowaliśmy je  w Polsce przy okazji narracji kolejnych obozów politycznych wobec pandemii COVID-19.

Rząd, czyli nikt tak dobrze sobie nie radzi jak my!

Władza od początku musiała grać metodami propagandy sukcesu, bo też i nie miała za bardzo wyjścia. Początkowo w maju miały odbyć się wybory prezydenckie, które ostatecznie zostały co najwyżej memem i pogrążyły Jacka Sasina jako antybohatera internetu. Rządzący musieli przeczuwać, że im więcej będzie problemów związanych z koronawirusem, tym trudniej będzie utrzymać poparcie na poziomie wybieralnym. A gra nie była o pietruszkę - w końcu rozchodziło się o stanowisko samego Prezydenta RP.

Tym kluczowym momentem, który zdecydował o reelekcji Andrzeja Dudy mogło być niefortunne wezwanie premiera Morawieckiego do głosowania, któremu rzekło się wówczas, że pandemia odpuściła. I dopóki faktycznie nie odpuści, to Prezes Rady Ministrów będzie musiał zmagać się z własnymi słowami.

Generalnie jednak ze strony rządowej mamy do czynienia ze zjawiskiem zaklinania rzeczywistości i tworzenia wielopiętrowych konstrukcji retorycznych. Każdy wzrost zachorowań to wina niezdyscyplinowanych obywateli, każde kolejne zalecenie rządowe jest przemyślane i oczywiście dostosowane do potrzeb (czy ktoś pamięta jeszcze regionalizację obostrzeń?) a tak naprawdę to gdyby nie ten rząd to byłoby u nas tak jak w krajach X i Y, gdzie pandemia szaleje i zabija właśnie dlatego, że nie rządzi tam Zjednoczona Prawica.

Do „Narodowego Panteonu” obok Narodowego Funduszu Zdrowia dołączyły już Szpital Narodowy i Narodowa Kwarantanna. No i w końcu zaczęliśmy odnotowywać spadek zakażeń bo też i… dużo mniej zaczęliśmy wykonywać testów. Liczby jednak „nie kłamią”!

W państwie demokratycznym, gdzie o władzę walczą ze sobą formacje rządowe i opozycyjne, nie ma bowiem miejsca na merytoryczne podejście do jakiegokolwiek problemu społecznego. Tak jest z każdym zagadnieniem, ale dopiero w sytuacji zagrożenia odczuwamy to w większym stopniu. Rząd nie może przyznać się do błędu, bo wówczas daje paliwo do działania opozycji. To z kolei wymusza podejmowanie jakichkolwiek czynności, choćby tylko po to by symulować działanie i nie dać konkurencji argumentu o lenistwie.

Liberalna opozycja, czyli za mało, za mało, za mało!

Liberałom i ich sojusznikom pandemia spadła z nieba. Wreszcie jakieś nowe zagadnienie, przy którym PiS nie może już powiedzieć „za Waszej pandemii było gorzej”. Brak bezpośredniego punktu porównawczego od razu dał opozycji energię do zajadłej krytyki poczynań rządowych. Z jednej tylko strony: podejmowane kroki są tu „niewystarczające” czy „zbyt łagodne” i to nawet te które naprawdę nie mają najmniejszego sensu.

Gdy rząd zamyka restauracje, to liberałowie domagają się zamknięcia czegoś jeszcze, gdy rząd każe nosić maseczki w miejscach zamkniętych to opozycja licytuje aż do masek we własnych domach itd. Itp. To oczywiście hiperbola z mojej strony, ale ta krytyka jest motywowana nie tyle sporem o pryncypia co koniecznością podważania zaufania społeczeństwa do rządzących.

A czy opozycja ma w ogóle program walki z pandemią? Niespecjalnie. Cały kłopot przecież bierze się z niedofinansowania polskiej służby zdrowia, za którą przez 30 lat nikt nie miał odwagi wziąć się na poważnie. Kolejne reformy były przelewaniem z pustego w próżne, mieszaniem herbaty bez cukru, a nawet i esencji. Wszystkie te karetki pogotowia w kolejce i brak miejsc w tym czy innym szpitalu wiążą się w pierwszej kolejności z absolutną niekompetencją kolejnych ekip politycznych.

Chyba najgorsze co mogłoby się teraz liberałom przydarzyć, to przejęcie władzy i konieczność zmierzenia się z koronawirusem z pozycji rządzących. Bo jak to zrobić kiedy brakuje nie tyle chęci co po prostu środków?

W demokracji to jednak bez znaczenia. W społeczeństwie mamy sporo przejawów naprawdę rozsądnej krytyki wobec poczynań władzy – godnym przytoczenia jest 19-letni zaledwie analityk Michał Rogalski, który na bieżąco publikuje swoje wyliczenia i podważa oficjalne dane podawane przez rząd PiS.

Doczekał się on nawet obserwacji ze strony takich opozycjonistów jak Donald Tusk czy Robert Biedroń, ale czy ze strony przeciwników rządu stoi za tym jakaś chwalebna intencja? Nie, bo przy demokratycznej metodzie walki o władzę, każdy kryzys jest tylko okazją do przejęcia kontroli nad państwem. Każdy, kto ma do powiedzenia coś istotnego, w pierwszej kolejności musi określić się politycznie, choćby zupełnie nie miał na to ochoty.

Konfederacja, czyli nie ma żadnej pandemii!

Osobliwą, choć dość popularną na antysystemowej prawicy taktykę, przyjęła Konfederacja, skupiając się oczywiście na negacjoniźmie, ale nie tyle samych zaleceń czy przepisów uchwalanych przez władzę, lecz także samego faktu pandemii. To, co początkowo mogło się wydawać szaleństwem, znajduje zresztą coraz większe audytorium, bo i względnie szersza jest liczba osób poszkodowanych nie tyle koronawirusem, co obostrzeniami związanymi z jego obecnością.

I tak naturalnymi odbiorcami kampanii politycznej w wykonaniu narodowców i libertarian zostali: poszkodowani przedsiębiorcy, zwłaszcza ci drobni, nie posiadający oszczędności pozwalających przetrwać ich biznesom; pracownicy tychże małych czy średnich firm którzy wylądowali na bezrobociu, często bez środków do życia i wreszcie rosnąca rzesza obywateli po prostu zmęczona życiem on-line w zamknięciu.

Konfederaci przekonują społeczeństwo, że COVID-19 nie jest groźniejszy od innych chorób, że statystyka rocznych zgonów nie urosła wcale znacząco, a nawet że za całą pandemią stoi tak naprawdę jakiś ogólnoświatowy spisek o trudnych do zrozumienia celach. Tezy takie bywają popularne przede wszystkim dlatego, że coraz powszechniejsza jest w nas tęsknota „za rajem utraconym”. Oczywiście to nie dotrze np. do rodzin osób zmarłych na koronawirusa lub tych, którzy przechodzili go naprawdę ciężko, ale to przecież cały czas jest mniejszość Polaków.

To co powyższe, bez względu na to jak to oceniamy, również jest wynikające z samego ustroju demokratycznego, w której to grze, niezwykle istotnym elementem jest umiejętność odróżnienia się od przeciwnika. Konfederacja, jako formacja polityczna, mogłaby na tym ugrać naprawdę dużo, gdyby nie to, że w zestawie z „antycovidowymi” postulatami podaje też cały szereg mniej popularnych pomysłów, raczej postrzeganych jako antywolnościowych (mimo odwrotnej samoidentyfikacji ruchu), zwłaszcza w sprawach obyczajowych, co dało się zauważyć głównie w początkach Ogólnopolskiego Strajku Kobiet, kiedy Konfederacja i jeden z jej liderów Krzysztof Bosak, zostali adresatami wykrzykiwanych przez protestujących obelg.

***

Nie jest tu moją intencją ocena opisanych zjawisk, bo tę potrafi sobie wyrobić każdy inteligentny czytelnik. Nie sposób jednak nie odnieść wrażenia, że wiele problemów, które kojarzymy z pandemią koronawirusa, to rzeczy pośrednio wynikające z demokratycznego ustroju, bo to w nim przekaz publiczny jest dostosowany w pierwszej kolejności pod potrzeby związane z chęcią zwycięstwa w walce o władzę, bądź po prostu utrzymania jej. Churchill nie dał rady, ale może nasze pokolenie wymyśli coś lepszego?

Poglądy i opinie zawarte w artykule mogą być niezgodne ze stanowiskiem redakcji.

Zobacz również:

Politycy „Konfederacji” nie boją się koronawirusa?
Liderzy Konfederacji wypłacili sobie wysokie pensje? „Bylibyśmy idiotami, gdybyśmy tego nie zrobili”
Tagi:
PiS, społeczeństwo, koronawirus, epidemia, demokracja, polityka, Polska
Standardy społecznościDyskusja
Komentarz przez SputnikKomentarz przez Facebook
  • Komentarz