02:35 17 Czerwiec 2021
Piszą dla nas
Krótki link
Autor
2231
Subskrybuj nas na

Trwa wdrażanie procedury sporów zbiorowych w całym kraju. Pielęgniarki domagają się lepszej płacy i docenienia ich pracy. Może skończyć się tym, że odejdą od łóżek pacjentów?

W połowie grudnia okaże się, jak wiele z nich weszło w spory zbiorowe i czy inicjatywę tę podjął tylko Ogólnopolski Związek Zawodowy Pielęgniarek i Położnych czy też inne organizacje.

Do wejścia w spory zbiorowe popchnęło je kilka impulsów.

– To co się stało w Sejmie wkurzyło środowisko pielęgniarek. Rząd najpierw przyznaje dodatki, następnie mówi, że to była pomyłka.

Dotychczasowe decyzje ministra zdrowia podzieliły pracowników na lepszych i gorszych. Tych, którzy dostają dodatki i tych, którzy ich nie dostają. Ogromna grupa osób, choć pracuje codziennie z pacjentami zakażonymi - w pełnej zbroi, czyli w kombinezonie, goglach, maseczkach, potrójnych rękawiczkach - nie została ujęta w nowych przepisach i pieniędzy nie dostanie

– mówi w dzisiejszym wywiadzie dla Onetu oburzona przewodnicząca związku Krystyna Ptok o ostatnim „omyłkowym” głosowaniu dodatków dla medyków.

Przewodnicząca mówi, że na czas pandemii pielęgniarkom zawieszono normy pracy. W związku z tym pracują „jak na wojnie” – bywa, że jedna kobieta zajmuje się nawet 30 pacjentami. W samym listopadzie na COVID-19 zmarło aż 20 pielęgniarek.

Dodatkowo do wejścia w spory zbiorowe tę grupę zawodową doprowadziły zmiany w strukturze Ministerstwa Zdrowia. W resorcie dokonano połączenia dwóch wydziałów w jeden. Bez konsultacji zlikwidowano Departament Pielęgniarek i Położnych (teraz funkcjonuje jeden Departament Rozwoju Kadr Medycznych).

Pielęgniarki są rozżalone, twierdzą, że było to miejsce, do którego mogły się zwracać bezpośrednio ze swoimi problemami. Przekształcenie struktur bez konsultacji (ministerstwo formalnie nie miało takiego obowiązku) odbierają jako lekceważenie.

– Obawiamy się, że przy Departamencie Kadr Medycznych będziemy stać w długiej kolejce do załatwienia spraw, które są bardzo pilne. A pielęgniarek jest 300 tys. – mówi o tej decyzji Krystyna Ptok.

Pielęgniarki poczuły się osobiście dotknięte, że tak się je traktuje. Taką decyzją daje się prztyczka komuś, kto na to nie zasłużył. Mam wrażenie, że rozgoryczenie w tej grupie narosło. Pielęgniarki zasłużyły sobie na szacunek. Wykonują kawał dobrej roboty, a ich rola społeczna jest nieoceniona. Są zawsze najbliżej pacjenta

– dodaje Urszula Nowogórska w rozmowie z Interią.

Tymczasem z nowych danych Naczelnej Izby Pielęgniarek i Położnych wynika, że pielęgniarki coraz chętniej szukają pracy za granicą – największy boom na pobieranie zaświadczeń potrzebnych do uznania kwalifikacji za granicą był widoczny 5 lat temu, jednak specjaliści twierdzą, że i teraz ten trend się nasila.

– Przyczyn jest kilka - zawieszono wprowadzenie norm zatrudnienia.

Dziś tam, gdzie przed pandemią pracowały cztery osoby, pracują dwie, a czasem jedna plus opiekun. Na zasadzie: kto jest, ten pracuje. Pielęgniarki fizycznie nie dają rady. Jednocześnie zapowiadanych dodatkowych pieniędzy w związku z pandemią koronawirusa wciąż nie ma i nikt nie wie, kiedy będą

powiedziała przewodnicząca Izby.

Czy realny jest strajk generalny pielęgniarek?

– Coraz mniej osób, czemu się nie dziwię, chce pracować za takie stawki i w takich ciężkich warunkach – mówi Krystyna Ptok.

Pielęgniarki już odchodziły od łóżek. Przypomnę protest, który był w szpitalu klinicznym w Lublinie. Świadome jesteśmy, że tak drastyczne decyzje wiążą się jednak z brakiem pełnego dostępu pacjentów do szpitali.

Poglądy i opinie zawarte w artykule mogą być niezgodne ze stanowiskiem redakcji.

Zobacz również:

Arizona: 16 pielęgniarek oddziału „jednocześnie” zaszło w ciążę (foto)
Pielęgniarki mówią dość. Będzie ogólnopolski strajk?
Pielęgniarki: spory zbiorowe w ciągu 2 tygodni
Tagi:
protest, pielęgniarka, polityka, Polska
Standardy społecznościDyskusja
Komentarz przez SputnikKomentarz przez Facebook
  • Komentarz