Piszą dla nas
Krótki link
Autor
1911912
Subskrybuj nas na

Dla każdego obserwatora sceny politycznej, posiadającego trzy niezaczadzone szare komórki, istota sporu o powiązanie funduszy europejskich z praworządnością i polskie veto w Brukseli jest oczywista: Morawiecki, pozbawiony wsparcia Kaczyńskiego w walce z Ziobrą, próbuje pokazać prezesowi, że jest miękiszonem. Co ma do tego Rosja?

Idiotyczna sytuacja, w której dziś znajduje się Polska, groźba utraty wielu miliardów euro dla mołojeckiej sławy – jest naszym wewnętrznym problemem, który całemu krajowi, a też całej Unii, zgotowała rządząca Polską prawica, żrąc się o władzę między sobą.

Na pewno Ziobro

Jarosław Kaczyński, jeszcze parę miesięcy temu szczerze zachwycony Mateuszem Morawieckim, szykował go na swojego następcę, co nie spodobało się twardemu jądru PiS, a także Zbigniewowi Ziobrze, który od lat widzi się w tej roli, mimo iż do PiS nie należy. Przeciwnicy Morawieckiego w PiS – Szydło, Brudziński, a także naczelny propagandysta Jacek Kurski – zawiązali z ziobrystami rokosz na rzecz odbicia przyszłości prawicy z rąk bankstera.

Początkowo, rokosz ów mógł prowadzić jedynie dość żałosną wojnę podjazdową, albowiem za Morawieckim twardo stał Kaczyński. Jednak wyraźne zmiany zachodzące w umysłowości Jarosława Kaczyńskiego w ostatnim czasie – można je śmiało nazwać rozluźnieniem kontaktu z rzeczywistością, co przejawiło się w bardzo szkodliwych dla PiS decyzjach, takich jak „piątka dla zwierząt” i zaostrzenie ustawy antyaborcyjnej rękami mgr Przyłębskiej – pozbawiły szefa rządu wsparcia szefa partii.

Teraz premier – słusznie przekonany, że unijny budżet jest dla Polski bardzo korzystny – musi udawać przed całym światem, że w ogóle mu na nim nie zależy, żeby tylko utrzymać się na powierzchni.

Może Błaszczak

Na pocieszenie możemy powiedzieć sobie tylko tyle, że tym razem groźba utraty „złotego rogu” jest niezbyt realna. Morawiecki znajdzie jakiś pozór kompromisu – w zasadzie zapowiedział go Gowin, mówiąc o „wiążących deklaracjach interpretacyjnych”, które zagwarantują, że „zasada warunkowości nie będzie wykorzystywana do tego, żeby wywierać nieuzasadniony nacisk na poszczególne państwa członkowskie w kwestiach innych niż uczciwe wykorzystywanie funduszy unijnych”. Inaczej mówiąc: skłaniając Angelę Merkel do zapewnienia na piśmie, że dla pozyskania środków unijnych nie „będą musiały się odbywać targi w Polsce, na których homoseksualiści będą mogli wybrać sobie dziecko”, jak z wdziękiem ujął to ziobrowy członek Rady Ministrów Michał Wójcik.

Tego typu kompromis z Brukselą jest Morawieckiemu w istocie rzeczy na rękę: szef rządu bynajmniej nie jest entuzjastą ziobrowego caratu w wymiarze sprawiedliwości, więc chętnie przywita rozwiązania, pozwalające Unii ukarać Polskę za brak niezawisłych sądów, które mogłyby obiektywnie ocenić wykorzystanie europejskich funduszy. Inna kwestia – czy będzie miał okazję się nimi nacieszyć. To, czy Morawiecki utrzyma się na fotelu premiera, przestaje być pewne.

Od paru tygodniu powraca nazwisko Mariusza Błaszczaka, wiernego przybocznego Jarosława Kaczyńskiego, który miałby awansować z MON na stanowisko szefa gabinetu, żeby zrobić tam porządek po myśli prezesa.

Ruscy, zawsze ruscy

Tak, czy inaczej – cały ten bajzel, z którym mamy dziś do czynienia i który rozlewa się na całą wspólnotę, jest całkowicie, w 100 procentach „made in Poland”.

Tymczasem opozycja, z jakimś obsesyjnym natręctwem, usiłuje przypisać zasługę komuś innemu.

„Można to rozważać pod kątem zdrady dyplomatycznej. Jest to działanie szkodliwe dla interesu narodowego i jeżeli oni wielokrotnie mówili o Targowicy – to oni dzisiaj, rodem polityki PPR i komunistów z lat 40., tak jak tamci odrzucali pomoc planu Marschhalla, dzisiaj odrzucają pomoc z Funduszu Odbudowy. To jest spychanie polski na wschód! To jest realizacja polityki Władimira Putina” – ogłosił z jakąś dziką radością prominentny senator Platformy Krzysztof Brejza. Chwilę później dołączył do niego sam przewodniczący PO Borys Budka: „Zablokowanie budżetu europejskiego, to brak środków na nowe inwestycje. To wszystko sprawia, że dzisiaj zadajemy proste pytanie: gdzie pisany jest dzisiejszy scenariusz negocjacji polskiego rządu? Mam wrażenie, że to wszystko, co dzieje się wokół europejskiego budżetu, wokół tych negocjacji, jest pisane cyrylicą”...

Nikt, tylko my

Ta obsesyjna potrzeba przypisywania Rosji odpowiedzialności za wszystkie polskie akty głupoty jest nie tylko przejawem intelektualnej bezradności. Zdaje się także dowodem jakiejś niezdrowej fascynacji polskiej klasy politycznej – głównie prawicowej, ale także i lewica ma swoją porcję facetów, którym wszystko kojarzy się z Putinem.

Niczym porzucona żona, która potrafi myśleć i mówić wyłącznie o swoim byłym i „tej rudej wywłoce” – polscy politycy i komentatorzy nie są w stanie oderwać swoich myśli od Moskwy. I tak jak była żona przypisuje niewiernemu mężowi i jego nowej kobiecie sprawstwo wszelkich nieszczęść, które dotykają ją w życiu – dorastający w Układzie Warszawskim polscy politycy chcą wierzyć, że władca Kremla nie robi nic innego, tylko siedzi i knuje, jak tu zaszkodzić Polsce.

Towarzysze: chwila prawdy. Nie jesteśmy aż tak ważni. Za to jesteśmy absolutnie zdolni do szkodzenia samym sobie we własnym zakresie.

Poglądy i opinie zawarte w artykule mogą być niezgodne ze stanowiskiem redakcji.

Zobacz również:

„Warszawy nie widać z kremlowskiego gabinetu Putina"
Putin: Oświadczenie ws. Karabachu pozwoliło ustabilizować sytuację
Ławrow: Stosunki z Polską należy traktować filozoficznie
Putin: rozwiązanie konfliktu w Karabachu ma znaczenie dla bezpieczeństwa Rosji
MSZ Rosji: Działania Polski wobec Swiridowa to brudna historia
Putin prognozuje zapotrzebowanie na ropę na najbliższe pięć lat
Tagi:
polityka, ABW, Prokuratura Generalna, prokuratura, Mateusz Morawiecki, Putin, MSZ Rosji, Polska, Zbigniew Ziobro
Standardy społecznościDyskusja
Komentarz przez SputnikKomentarz przez Facebook
  • Komentarz