03:36 23 Styczeń 2021
Piszą dla nas
Krótki link
Autor
8211
Subskrybuj nas na

Jest decyzja konserwatora: z Wrocławia musi zniknąć wielki paczkomat, który stał się przebojem internetu. Tymczasem pomiędzy firmą InPost a Pocztą Polską trwa spór o to, kto może zgodnie z prawem używać terminu „paczkomat”.

„Godzilla”, „paczkoMATKA”, „Matka wszystkich paczkomatów” – tak internauci oraz mieszkańcy osiedla na wrocławskim Biskupinie ochrzcili wielki obiekt InPostu. Miał on bowiem aż 12 metrów długości. Ale wysoki był jedynie na trzy, a do tego ulokowany na terenie prywatnym, dlatego operator nie musiał przy jego stawianiu pytać o zgodę  urbanistów.

PaczkoMATKA nie wszystkim się podobała. Jedni byli zadowoleni, że rozwiązał się problem wiecznie przepełnionych paczkomatów i nie trzeba już będzie krążyć po okolicy. Inni narzekali, że paczkomat jest zbyt duży jak na obsługę jednego panelu i po otwarciu drzwiczek trudno się połapać, skąd wyjąć paczkę. Dodatkowo, jeśli drzwiczki otworzą się np. na samym brzegu, to zanim odbiorca zdąży przemierzyć ten dystans, ktoś może szybko podbiec i paczkę po prostu ukraść mu sprzed nosa.

Wszystkie te problemy rozwiązało właśnie miasto decyzją konserwatora zabytków: Urzędnicy uznali, że układ urbanistyczny osiedla Biskupin stanowi zabytek, a ustawienie w tym miejscu urządzenia go zaburza – donosi lokalny portal Tu Wrocław. Zatem Godzilla będzie musiała zostać rozebrana. Konserwator miała dostać mnóstwo skarg od niezadowolonych mieszkańców. Nic dziwnego, paczkoMATKA ma ponad 500 skrytek i zasłania około pół piętra domu, przed którym stoi.

– Wielkość paczkomatu wynika z zapotrzebowania na usługi paczkomatowe w tej konkretnej lokalizacji – tłumaczył wcześniej rzecznik InPost Wojciech Kądziołka.

Tymczasem pomiędzy prywatnym InPostem oraz Pocztą Polską toczy się wojna o określenie „paczkomat”. Spór rozgorzał już w 2015 roku. Prywatny podmiot jest zdania, że wyłącznie on powinien mieć monopol na nazywanie tak obiektów do odbioru paczek. Jednak państwowa spółka uważa, że nie powinna to być nazwa zastrzeżona i również obiekty PP powinno móc się tak określać.

Sprawa trafiła do Wojewódzkiego Sądu Administracyjnego w Warszawie, który orzekł na korzyść Poczty Polskiej. InPost wniósł jednak skargę kasacyjną do NSA i jak dodaje Justyna Siwek z Poczty Polskiej, wciąż nieznany jest termin rozprawy

czytamy na money.pl.

Na razie Poczta Polska używa bezpiecznej nazwy „automat paczkowy”.

W sądzie jednak jej przedstawiciele argumentowali, że „nie udziela się praw ochronnych na oznaczenia, które nie mają dostatecznych znamion odróżniających”, składające się „wyłącznie z elementów mogących służyć w obrocie do wskazania rodzaju towaru, jego pochodzenia, jakości, ilości wartości, przeznaczenia, sposobu wytwarzania, składu, funkcji lub przydatności”.

Natomiast Michał Wojtyszek – pełnomocnik InPostu, twierdzi, że „używanie tego określenia w kontekście innych automatów, niż Paczkomaty InPostu jest naruszeniem dóbr osobistych spółki oraz naruszeniem przysługujących jej praw własności intelektualnej".

Poglądy i opinie zawarte w artykule mogą być niezgodne ze stanowiskiem redakcji.

Zobacz również:

Poczta Polska domaga się zwrotu za wybory-widmo
Poczta „uczciła” epidemię: na rynku pojawił się znaczek z papieru toaletowego - foto
Tagi:
internet, Polska, incydent, Poczta Polska
Standardy społecznościDyskusja
Komentarz przez SputnikKomentarz przez Facebook
  • Komentarz