11:48 17 Styczeń 2021
Piszą dla nas
Krótki link
Autor
17667
Subskrybuj nas na

Pięć lat temu, bez żadnych podstaw faktycznych i prawnych, wyrzucono z Polski wieloletniego korespondenta agencji informacyjnej MIA „Rossiya Segodnya” Leonida Swiridowa. Dodatkowo, na wniosek władz polskich, objęto go pięcioletnim zakazem wjazdu na terytorium strefy Schengen.

Płyną z tego wnioski nie tylko dla goszczących u nas obcokrajowców, ale i dla nas samych. Wnioski wyjątkowo ponure.

Kraina bezprawia

Jednym z podstawowych elementów państwa prawa jest możliwość obrony przed sądem. To banał, ale – jak się okazuje – warto o nim przypomnieć, bo są kraje, w których nie dla każdego rzecz jest oczywista. Krajem takim jest Polska.

Leonid Swiridow nigdy nie poznał dokumentów, na podstawie których wojewoda mazowiecki podjął decyzję o uniemożliwieniu mu dalszego pobytu w Polsce. Nawet nie nie, czy takie dokumenty w ogóle istnieją. Tych dokumentów nie widział również reprezentujący go polski prawnik.

Wnioski mogą być dwa: albo nie ma ich wcale, albo zostały przygotowane przez ABW w taki sposób, że ich zaprezentowanie ośmieszyłoby autorów lub podpisane pod nimi osoby.

Jaki z tego wniosek dla przeciętnego obywatela? Powinien wiedzieć, że w przypadku rzekomego „zagrażania bezpieczeństwu państwa” może znaleźć się w sytuacji Josefa K. z głośnej powieści „Proces” Franza Kafki. Nie wie, o co jest podejrzewany lub oskarżony, ale jest, choć formalnie nie ma takiego statusu. W związku z tym nie bardzo może się bronić, bo niby przed czym? Podejmowane są decyzje administracyjne mające wpływ na jego życie, dewastujące jego poczucie bezpieczeństwa i stabilności. On nie może nic. Zderza się ze ścianą, gdy pyta, o co chodzi.

Bez żadnego trybu

Leonid Swiridow nigdy nie był osobą podejrzaną o popełnienie jakiegokolwiek przestępstwa. Żadnych zarzutów nie odczytywał mu nigdy żaden prokurator. Do żadnego sądu nie trafił żaden akt oskarżenia.

Jeśli założymy, jak twierdzą niektórzy, że Leonid Swiridow popełnił jakieś przestępstwo na szkodę państwa polskiego, to powinien zostać, jak każdy, zatrzymany, przesłuchany, być może aresztowany. To się jednak nie stało. Z dwóch prostych przyczyn.

Po pierwsze, nie złamał polskiego prawa. Po drugie, skoro prawa nie złamał, to w przypadku jego zatrzymania lub aresztowania należało się spodziewać zdecydowanej reakcji poważnego państwa, którego jest obywatelem: Federacji Rosyjskiej. Takiej reakcji polskie władze, pomimo, że ich ulubionym zajęciem jest ujadanie na Moskwę, się obawiały.

Polski obywatel ma zdecydowanie gorzej. W każdym momencie może stracić wolność, zdrowie, dorobek całego życia. Bo za nim nie wstawi się państwo, którego ma obywatelstwo. Przeciwnie, jego państwo gotowe będzie w każdej chwili bezwzględnie go zniszczyć. Cała jego machina przejedzie po nim niczym walec drogowy. Jeśli po tym będzie próbował się podnieść, wgniotą go w ziemię jeszcze raz, i znowu. Do skutku. Wszystko to bez żadnego trybu. W Polsce można zostać brutalnie zaatakowanym przez machinę autorytarnego państwa bez żadnych podstaw prawnych. Po prostu dlatego, że na przykład komuś nie spodoba się to, co piszecie i mówicie. Tak, jak nie spodobał się Swiridow. Ale on miał szczęście; nie miał polskiego paszportu w kieszeni. Dlatego dziś żyje i pracuje, choć daleko stąd.

Brak hamulców przed kłamstwem

Leonida Swiridowa prezentują w polskich mediach, jako „szpiega”. Nie ma znaczenia, że to ordynarne kłamstwo. Szpiega by zatrzymano i postawiono zarzuty. Wyjątkiem od takich sytuacji są dyplomaci. Swiridow dyplomatą nie był, ani nie jest.

W szczuciu przodują media publiczne, choć nie tylko. Powtarzają słowną zbitkę „wydalony z Polski za szpiegostwo” setki, może niebawem tysiące razy. Ma to zapaść w pamięci wszystkich. Na dźwięk nazwiska rosyjskiego dziennikarza wszystkich ogarniać ma poczucie zagrożenia i strach. I nie ma znaczenia to, że przez lata czołowi polscy politycy zabiegali o rozmowę z nim, chcieli udzielać mu wywiadów. Dziś robią to tylko ci, którzy rozumieją mechanizm państwowej propagandy. I nie boją się reproduktorów kłamstwa.

Każdy z nas, obywateli polskich, może paść ofiarą medialnej nagonki. Te nagonki stają się wyjątkowo brutalne w ostatnich latach. Nie ma żadnych hamulców, żadnych oporów przed kłamstwem. Przyzwolenie idzie z góry. Jeśli kłamią publicznie funkcjonariusze państwowi, to znaczy, że kłamać mogą wszyscy. To dziś nawet w dobrym tonie. A już szczególnie popłaca kłamstwo na temat Rosji i wszystkich tych, którzy ośmielają się mówić o niej bez nienawiści. Seanse tej nienawiści mogą być dla Swiridowa pewnym szokiem, choć Polskę i Polaków zna dobrze. Czasami wydaje się jednak, że sami do końca nie domyślaliśmy się skali podłości wielu naszych współobywateli. Dla wielu z nas to wciąż też pewien szok.

Swiridow a sprawa polska

Nie wiem, czy Leonid Swiridow wybiera się do Polski. Myślę, że mógłby to zrobić, bo zapewne ewentualne kolejne wnioski o wpisanie go do systemu osób z zakazem wjazdu do krajów strefy Schengen nie byłyby przez pozostałe państwa potraktowane poważnie, podobnie jak w przypadku Ludmiły Kozłowskiej.

Zrozumiem go, jeśli okaże się, że żywi do naszego kraju pewną urazę. W końcu przeżył tu traumę, choć przez tyle lat zżył się z Polską i Polakami. Ciekaw jestem dziś przede wszystkim reakcji instancji międzynarodowych, w tym Europejskiego Trybunału Praw Człowieka, który – prędzej czy później – jego skargę na postępowanie władz polskich rozpatrzy.

Sąd
© Fotolia / Izzetugutmen
Jego sprawa nie dotyczy jednak jakiejś wąskiej grupy zawodowej, rosyjskich dziennikarzy i korespondentów. Jest ilustracją tego, co państwo polskie zrobić może człowiekowi i jak daleko posunąć się w łamaniu wszelkich wyobrażalnych norm.

Nasz problem polega na tym, że nie tylko wszyscy możemy okazać się pewnego dnia Swiridowami. Nasza tragedia polega na tym, że – w odróżnieniu od niego – my stąd nie mamy, gdzie wyjechać. I uciec przed panoszącym się w naszym własnym domu obłędem…

Poglądy i opinie zawarte w artykule mogą być niezgodne ze stanowiskiem redakcji.

Zobacz również:

ETPC przyjął pozew Swiridowa przeciwko polskim władzom
ABW strzela w tył głowy. Bez sądu i śledztwa
MSZ Rosji: Działania Polski wobec Swiridowa to brudna historia
Stała Misja Rosji przy OBWE komentuje prześladowania dziennikarzy Sputnika
Panie Swiridow, czas do Bundestagu
Sąd odrzucił żądanie dziennikarza Leonida Swiridowa o sprostowanie przez TVP fałszywych oskarżeń
Moskwa poruszy w OBWE temat prześladowania rosyjskich dziennikarzy na Łotwie
Tagi:
MSZ Rosji, MSZ RP, Rząd RP, polityka, ABW, praca, UE, atak na dziennikarzy, etyka dziennikarska, dziennikarz, Warszawa, Polska
Standardy społecznościDyskusja
Komentarz przez SputnikKomentarz przez Facebook
  • Komentarz