22:27 27 Styczeń 2021
Piszą dla nas
Krótki link
Autor
2105
Subskrybuj nas na

Dotąd obowiązywało powiedzenie: oby ten następny rok nie był gorszy od mijającego. Ale teraz na całym świecie słychać: niech ten zły rok się skończy, bo chyba już gorzej być nie może.

Opis skutków pandemii w Polsce to temat sam w sobie, na odrębną publikację. Teraz chcemy zasygnalizować najważniejsze wydarzenia ekonomiczno-gospodarcze mijających miesięcy – oczywiście wybór jest subiektywny i dalece niepełny.

Produkt Krajowy Brutto. Prognozy mówią, że spadnie w roku 2020 o więcej niż 3 procent i jest to wydarzenie nie notowane od 1991 roku. W ubiegłym wzrost PKB wyniósł 4 procent.

Waluty. Styczeń, kurs – EUR-4,23; CFH-3,90; w grudniu – EUR-4,49; CFH-4,12 i złotówka dalej tanieje. Podobno trudno ustalić dlaczego tak się dzieje, a Narodowy Bank Polski sprawy nie komentuje. Dla eksporterów to dobra sytuacja, zdecydowanie gorsza dla importerów. A niektórzy ekonomiści niemieccy nie kryją oburzenia zarzucając Polsce sztuczne manewry walutowe.

Eksport. Eksport po raz kolejny pomógł naszej gospodarce - tym razem w zamortyzowaniu skutków kryzysu spowodowanego pandemią - twierdzi dr. Jakub Sawulski z Polskiego Instytutu Ekonomicznego. Co piąty polski eksporter wskazuje, że w tym roku znalazł nowych odbiorców dla swoich produktów, a co siódmy znalazł nowe zagraniczne rynki zbytu. Po dziesięciu miesiącach suma naszego eksportu w złotych (PLN) była na tym samym poziomie co w tym samym okresie 2019 r. I na tym kończyłyby się dobre wieści.

Dalej to już brak miejsc pracy, długi, dziwne wydatki i inne nieszczęścia...

Zwolnienia. W listopadzie pracodawcy zgłosili w urzędach pracy chęć zwolnienia 3 tysięcy osób. To dwa razy więcej niż w tym samym miesiącu ubiegłego roku. W całym roku widmo bezrobocia zajrzało w oczy o sto procent większej liczbie Polaków niż 12 miesięcy temu i przekroczyło już 70 tys. osób. Chodzi przede wszystkim o duże firmy. Jak łatwo też się domyślić - pracodawcy nie szukają nowych pracowników – minimalna liczba zgłaszanych wakatów (szansy na stałe zatrudnienie) plasuje nas na przedostatnim miejscu w Unii.

Długi. Liczba branż i ludzi z nimi związanych, którym plajta zagląda w oczy jest trudna do oszacowania. Jednym z przykładów są zakłady fryzjerskie i kosmetyczne. Ich długi wzrosły w okresie pandemii o 30 procent, do blisko 49 mln zł - wynika z danych Krajowego Rejestru Długów. Ponad milion złotych do oddania mają rekordziści – zakłady z Warszawy i Olsztyna. Słabe szanse, że odbiją sobie przed Sylwestrem przynoszącym największe zyski – bali nie będzie więc i fryzury niepotrzebne.

Kredyty. To normalne, że przy prowadzeniu działalności gospodarzcej czy planowaniu większych wydatków idziemy po kredyt do banku. Lecz nie tym razem. Wiosną banki obiecywały poluzowanie rygorów, ale wyszło jak zawsze. W najgorszej sytuacji są przedsiębiorcy. Warunki uzyskania kredytu hipotecznego, ale i gotówkowego zmieniły się. Wciąż trzeba prowadzić firmę minimum rok, aby bank mógł sprawdzić sezonowość przychodów i kosztów. Nie jest możliwe uzyskanie finansowania, jeśli przykładowo w ostatnich trzech miesiącach notowaliśmy duże wzrosty, ale cały rok ogólnie skończyliśmy na minusie. Nie mają szansy na kredyt firmy z branż, które wyjątkowo ucierpiały (transport, hotelarstwo, gastronomia). A jak już bank zdecyduje się nam pomóc, to koszty kredytu będą wyższe.

Niskie stopy procentowe, niskie obroty, nadpodaż gotówki (firmy nie pracują tylko trzymają pieniądze na kontach) powodują, że banki marnie zarabiają. Więc np. w PKO BP zwalniają 1400 osób.

Prąd i węgiel. Teraz trochę ogółów. W trakcie wiosennego lockdownu już tylko 64 proc. energii elektrycznej zużywanej w Polsce pochodziło z węgla (łącznie kamiennego i brunatnego). Cały rok zamkniemy udziałem węgla w produkcji elektryczności na poziomie 70 proc. − najniższym w historii. Tegoroczne zużycie energii elektrycznej będzie o ok. 2 proc. niższe niż przed rokiem.

Jednocześnie, z powodu wysokich cen prądu na polskim rynku hurtowym wciąż rośnie import elektryczności od naszych sąsiadów (o ponad 20 proc.). Krajowa produkcja prądu w efekcie skurczy się w tym roku o ok. 5 proc. Bo krajowy węgiel jest za drogi. Na koniec trzeciego kwartału zwały węgla kamiennego w całym kraju przekroczyły 23,5 mln ton i do końca roku pewnie jeszcze wzrosną. Elektrownie nie chcą już węgla odbierać, bo same nie mają  gdzie go spalać. Ale kopalnie wciąż fedrują, czekając aż rząd dogada się ze związkowcami co do likwidacji części z nich.

Ta wojenka trwa od wiosny i mimo licznych zapowiedzi rządowych – końca nie widać. Rozmowy o ograniczaniu dotowania górnictwa przeniesiono na „po świętach”, a jeszcze w tym roku trzeba kopalniom dopłacić – pod groźbą górniczych strajków – 2 miliardy złotych. Ale to dopiero czubek góry lodowej wydatków rządowych na improwizowane pomysły.

Wielkie lotnisko. Choć budowa Centralnego Portu Komunikacyjnego na dobre jeszcze nie ruszyła, projekt pochłania miliony złotych. Średnia pensja w spółce to ok. 9 tys. zł na rękę. Do grudnia 2020 roku spółka przygotowująca CPK wypłaciła już ponad 27 milionów na pensje. Dodatkowe 2,7 mln zł spółka wydała na wynagrodzenia dla osób na umowach cywilno-prawnych. Pod koniec ubiegłego roku pracowało w niej ok. 100 osób. Dzisiaj jest to już niemal 260. A przecież jeszcze nie wiadomo, gdzie dokładnie to lotnisko ma powstać... Podobnie jak „wielki projekt wzmacniania patriotyzmu”, w którym zakłada się ustawienie przed każdą szkołą masztu z flagą. Pieniądze już zagwarantowano, brak sygnałów czy maszty rozkwitły... Wiadomo natomiast, że inne poważne wydatki są kontynuowane. Jak choćby na przekop Mierzeji Wiślanej. Wydano już setki milionów, ale wszystko mało.

Okazało się właśnie, że koszty tej improwizacji wzrosły (na razie) dwukrotnie i sięgą ponad dwóch miliardy złotych.

Elektryk i atom. Fabryka przyszłych polskich aut na prąd Izera ma powstać w Jaworznie w województwie śląskim - ogłosił start-up ElectroMobility Poland (EMP), sponsorowany dotąd przez kontrolowane przez rząd koncerny energetyczne. Teraz 5 mld zł na projekt Izery wyłoży rząd, a obywatele zapłacą w cenie prądu. Na razie za kilkadziesiąt milionów złotych spółka EMP złożyła zamówione we włoskiej firmie wzorniczej na „prototypy demonstracyjne”, czyli modele pokazujące wygląd karoserii przyszłych polskich aut na prąd, częściowo wykonane na drukarkach 3D.

Rząd chce też przejąć za trzy miliardy złotych spółkę, której zadaniem jest budowa elektrowni jądrowej. Grupa Kapitałowa PGE potwierdziła, że sprawa ma być sfinalizowana do końca roku.

PGE powołała spółkę celową do budowy elektrowni jądrowej, czyli PGE EJ 1, w 2010 roku. Przez dziesięć lat jednak niewiele się działo. W czerwcu tego roku minister aktywów państwowych stwierdził, że PGE nie udźwignie tak wielkiego projektu. Zaznaczył, że to musi być inwestycja całego państwa. Ekonomiści zastanawiają się na co wydawać 3 miliardy złotych skoro nie ma nawet założeń projektu?

Apetyty Orlenu. W tym przypadku zapłacą za improwizację kierowcy, ale przecież wzrost kosztów transportu napędzanego benzyną czy ropą dotknie wszystkich. W grudniu ogłoszono, że ten kontrolowany przez rząd koncern paliwowy kupi od niemieckiej firmy Verlagsgruppe Passau spółkę Polska Press. To właściciel 20 z 24 dzienników regionalnych w Polsce, a także 120 tygodników regionalnych oraz 500 witryn internetowych, a ponadto sześciu drukarni. Doliczyć tu trzeba dystrybutora prasy kupionego chwilę wcześniej – RUCH.

I mamy rodzimą wersję węgierskiej orbanizacji. Złośliwi powiedzą, że Orlen połknął już Lotos, Enee, transport paliw i... może dostać niestrawności. A rozlewający się właśnie po Bałtyku wyciek ropy z orlenowskiej platformy to może być memento...

Tymczasowe szpitale. Dla zakażonych potrzebne są łóżka szpitalne i specjalne sale. Rządowi szło ciężko wysupływanie pieniędzy na pomoc fachowym placówkom. A potem nagle znalazły się środki na tworzenie quasi lazaretów na stadionach, w salach widowiskowych czy sanatoriach. Powstało w kraju 19 takich placówek, na które wydano ponad pięćset milionów złotych.

Miesięczny koszt utrzymywania łóżek i personelu na stołecznym Stadionie Narodowym przekracza 20 milionów. Tylko nie wiadomo czemu miała służyć ta improwizacja, skoro pacjentów tam niewielu, a niektóre tymczasowe szpitale już się zwijają?

Pieniądze wszystkich obywateli. Przedstawiliśmy w skrócie niektóre tegoroczne „dziwne” wydatki rządu. Wszak zawsze korci pytanie: a skąd rząd ma na to pieniądze, pomijając bardzo kontrowersyjny dodruk banknotów? Słowo klucz to – podatki. Warsaw Enterprise Institute policzył, że każdy pracujący obywatel składa się przynajmniej na 19 odrębnych świadzceń, które potem rząd, wedle uzania rozda wybranym. Wśród nich: media narodowe, dopłaty do aut elektrycznych, bony turystyczne, 13-ta emerytura, dodatek dla służb mundurowych. W sumie każdy wpłaci (straci?) 6795 złotych w mijającym roku. Można by za to zaszaleć, ale cóż – państwo jest omnipotentne.

Poglądy i opinie zawarte w artykule mogą być niezgodne ze stanowiskiem redakcji.

Zobacz również:

2020: Polityk i fajtłapa roku w Polsce
2020: Polak ogląda rosyjską telewizję
2020: Marksista w Paryżu o Polsce i świecie
2020: Ukraina na marginesie
Tagi:
długi, gospodarstwo rolne, kryzys gospodarczy, gospodarka rynkowa, gospodarka, koronawirus, Polska
Standardy społecznościDyskusja
Komentarz przez SputnikKomentarz przez Facebook
  • Komentarz