20:09 16 Styczeń 2021
Piszą dla nas
Krótki link
Autor
Świat zmaga się z pandemią koronawirusa (197)
1288
Subskrybuj nas na

Czy w 2020 r. zdarzyło się coś poza COVIDem? Choć trudno w to uwierzyć – w mijającym roku zaszły podobne inne wydarzenia niż COVID-19, koronawirus, pandemia, lockdown i inne takie.

Niechętnie więc (bo czy wspomniałem już, że przecież był też COVID?) do najważniejszych zdarzeń A.D. 2020 (oczywiście poza COVIDem) uznaję na świecie:

  1. COVID!
  2. Wybory prezydenckie w USA
  3. BREXIT
  4. Wojnę w Karabachu
  5. I niestety, rozpoczynające te ponure 12 miesięcy zamordowanie irańskiego generała Ghasema Solejmaniego.

Dla Polski – w znaczeniu zwłaszcza jej polityki wewnętrznej – na wyróżnienie zasługują:

  1. COVID!
  2. wybory prezydenckie w USA
  3. BREXIT
  4. Po czym długo, długo, długo nic i....
  5. Wybory prezydenta III RP
  6. Koalicyjno-elektoratowy lans Zbigniewa Ziobro i jego Solidarnej Polski.

COVID – zmiana systemowa

Przedświąteczna Warszawa
© Sputnik . Alexey Vitvitsky
Jeśli zgadzamy się, że etapy historii nie liczą się bynajmniej wiekami ery chrześcijańskiej, czas zaś cywilizacyjny biegnie nam coraz szybciej – nie było za naszego życia wydarzenia ważniejszego od całej sekwencji zdarzeń związanej umownie z COVID-19.

Poprzednim zbliżonej miary punktem dziejów było zakończenie systemu dwublokowego rozpoczynające trzydekadową dominację geopolityczną Stanów Zjednoczonych (dodatkowo podkręconą 09/11), a wcześniej w dotykalnej perspektywie na tej półce położylibyśmy zakończenie II wojny światowej i początek światowej wojny pierwszej.

Być może jesteśmy u progu zupełnie nowego ładu globalnego, organizowanego tym razem nie wokół kwestii kto jest dominującym mocarstwem/układem mocarstw, lecz zorientowanego pionowo – jako układ nie mającej sobie dotąd równych ujawnionej dominacji nad jednostkami i całymi społeczeństwami, realizowanej już nie tylko w sferze politycznej, prawnej, finansowej, rynku pracy, ale sięgającej do niemal każdej codziennej roli społecznej, rodzinnej i personalnej.

Okazało się nagle, że powtarzane przez ostatnie naście lat rytualne zrzędzenia, ostrzeżenia i zalecenia spowolnienia biegu życia – mogą zostać zrealizowane niemal w jednej chwili, nakazowo i bez większego oporu. Świat nie jest i już nie będzie taki sam jak przed COVIDem – i żadne marzenia o „powrocie do normalności tego nie zmienią”.

Z jednej strony sektor finansowy, z drugiej rządy w wyniku polityki lockdownów zyskały potężne narzędzia utrwalające ich kontrolę nad życiem jednostek, w dodatku w atmosferze niemal powszechnej akceptacji. Między kontami przepłynęły (i nadal są transferowane) biliony dolarów, całe branże i sektory gospodarki dotąd dominujące – nagle znalazły się niemal poza grą (przemysł naftowy, wielki transport), inne z pozornie marginalnych awansowały na pierwszoplanowych graczy (handel i usługi wirtualne). Nic zatem w swym znaczeniu dla świata nie może równać się COVIDowi, a wszystkie pozostałe wydarzenia – i tak odbywały się tylko w odniesieniu do niego, kwantyfikatora ostatecznego.

O pożytkach z wojny domowej

Nie inaczej było i z wyborami amerykańskimi, w których w pewnym momencie istotniejsze było, że Joe Biden występuje zamaskowany, podczas gdy Donald Trump bez maseczki – niż różnice dzielące grupy interesów reprezentowane przez obu kandydatów.

Pałac Prezydencki w Warszawie
© Sputnik . Alexey Vitvitsky
Ostateczne (?) rozstrzygnięcie wyborów sygnalizujące przewagę którejś z koterii kapitałowych USA ma oczywiście istotne znaczenie, rozstrzygając w jakich częściach świata wybuchać będą przez następne 4 lata kolejne wojny, a które zostaną wygaszone, którzy miejscowi zarządcy okażą się podłymi dyktatorami, a którzy demokratycznymi sojusznikami – słowem będą to następstwa typowe po kolejnym cezarobójstwie.

Ciekawszy od wyniku okazał się jednak sam przebieg gry wyborczej, ostatecznie potwierdzający schyłkowość amerykańskiego systemu politycznego, dochodzącego już praktycznie do ściany. Nie tyle bowiem ważne KTO wygrał, ale w jakim stylu – utrzymywanie pozorów demokracji w USA za pomocą eskalowania polaryzacji zwolenników głównych partii wyczerpało się. Cyrk z nieuznawaniem wyników dowodzi, że albo trzeba będzie następnym razem nie organizować już żadnych pseudowyborów, albo pozwolić Amerykanom wyładować frustrację w jakiejś odprężającej wojnie, tym razem domowej.

The Glorious Revolution

Podział, ale (raczej) bez wojny staje się też właśnie udziałem Zjednoczonego (już tylko z nazwy) Królestwa. I nie chodzi bynajmniej tylko o spór zwolenników Brexit bez umowy z tymi pragnącymi, by był on Brexitem bez Brexitowych konsekwencji.

W istocie samo wejście w życie ogłoszonej w Wigilię umowy z Unią Europejską oraz przepisów jej towarzyszących – oznacza dla UK pojawienie się pierwszych wewnętrznych granic na serio. Oddzielą one od reszty państwa nie tylko Irlandię Północną (pod względem celnym) i Gibraltar (schengeńsko). Biorąc pod uwagę, że z kolei COVID doprowadził do przywrócenia także granicy trzeciej, między Szkocją a Anglią, trochę umownie, ale jednak pilnowanej przez policjantów strzegących po stronie szkockiej zakazu podróżowania między oboma krajami – uzyskamy obraz państwa nie mniej schyłkowego od Ameryki.

W każdy zaś razie Brytania Borisa Johnsona wydaje się zdeterminowana odciąć hamujące ją dotąd stare powiązania, tak te z Europą, jak i te na samych Wyspach, byle móc odnaleźć się bez zobowiązań w także znanym starej Anglii świecie, w którym kompanie handlowe, korporacje i klany bankowe są ważniejsze od jakichś tam państw.

Nadchodzi wspaniałe stulecie?

Kolejny etap azersko-armeńskiej wojny o Karabach zasługuje na wyróżnienie pomimo swej pozornej marginalności i poboczności dla spraw wielkoświatowych (a także i polskich). Po pierwsze – konflikt zakończył się niekwestionowanym zwycięstwem ludów tureckich, uwypuklając ich międzynarodowe sukcesy i coraz wyższą pozycję nie tylko dla rozgrywek lokalnych i regionalnych.

Faktor turecki już jest i zapewne będzie jednym z ważniejszych nie tylko na obszarze środkowoazjatyckim, ale będzie oddziaływał coraz silniej także na południe Europy, cały Bliski Wschód i także dalsze obszary Morza Śródziemnego (co już widzimy m.in. w Libii).

Rozwiązanie węzła karabachskiego, choćby jeszcze niepełne i niedoskonałe – jest także sukcesem Rosji, która umiejętnie udowodniła, że umie i chce czynnie wspierać porozumienia i rozsądne kompromisy w swoim bezpośrednim otoczeniu (podobnie jak czyni to także znakomicie w oddaleniu od swoich granic, w tym zwłaszcza w Syrii). Fakt, że doszło też do ewidentnego współdziałania rosyjsko-tureckiego, przy jednoczesnym wszakże zachowaniu interesów ormiańskiego sojusznika (pomimo jego wcześniejszego wiarołomstwa i tam, gdzie były one zasadne) – może także stanowić zwiastun jednego z najważniejszych dla kolejnych dekad układu partnerstwa. Osi Moskwa – Ankara, uzupełnionej oczywiście o Teheran.

Kościoł w  Şuşe, Górski Karabach
© Sputnik . Sputnik
Kościoł w Górskim Karabachu

Perski dywan i koncert mocarstw

Właśnie perska stolica rozpoczęła kończący się rok twardą, godną i dowodzącą siły odpowiedzią na kolejną amerykańską zbrodnię – zamordowanie człowieka-legendy, generała Ghasema Solejmaniego. Dokonany przez USA zamach na bohatera wojny z daesz miał być zapewne zarzewiem kolejnej wielkiej wojny, którą Donald Trump chciał prowadzić w interesie Tel Awiwu.

Tymczasem jednak do spodziewanej napaści na Iran nie doszło, Islamska Republika zuchwale pokazała możliwości swych sił rakietowych bez problemu przechodząc przez amerykańską obronę i… nic więcej się nie stało. Ba, antyirański jastrząb Trunp wręcz przyspieszył ucieczkę Amerykanów z Bliskiego Wschodu i rejonu Zatoki, aż nawet zaniepokojeni Saudowie rozpoczęli nerwowe poszukiwania nowych sojuszników, coraz wyraźniej napraszając się w stronę Rosji.

Oczywiście, możemy tylko zgadywać jakiego to argumentu (siły – bo innego Amerykanie pojąć nie są w stanie) użyli ajatollahowie, jest jednak zupełnie oczywiste, że na mapie świata już zupełnie oficjalnie kolejne mocarstwo, uzupełniając koncert z udziałem nie tylko już USA, ale także Rosji, Chin, jak również Turcji czy (potencjalnie) Europy, gdyby ta ostatnia oczywiście realnie zaistniała.

A jak na tym tle prezentuje się Polska?

Koronawirus we Francji
© Sputnik . Dominique Boutin
Jak widać. Że najważniejszy także dla nas był COVID – to wciąż widać za oknem, przy wigilijnych stołach, w zamykanych, otwieranych, znów zamykanych i w efekcie zbankrutowanych miejscach pracy. Wlokąc się w ogonie świata – III RP dokłada do ogólnego chaosu własne błędy i zaniedbania. Samowola rządzących stała się prawem, arogancja władzy – konstytucją, nielogiczność prawa – obyczajem. Choć sama choroba jest w prowincjonalnej Polsce mniej groźna niż gdzie indziej – to jednocześnie szkodliwość polityki lockdownów jest daleko większa, wyliczalna nie tylko w miliardach złotych, ale i tysiącach zgonów.

Miarą upadku Polski jest także fakt, że determinują jej los zdarzenia międzynarodowe. Najważniejsze były więc dla III RP wybory prezydenta, ale w Ameryce. Ważny był Brexit – bo ponad milion Polaków żyje i pracuje na Wyspach, kolejne dwa miliony w innych krajach Zachodniej Europy żywotnie zainteresowanych w stosunkach handlowych z UK, zaś Warszawa nijak nie umie ni jednym, ni drugim stworzyć realnych warunkach do pracy, zarabiania, po prostu życia w Polsce.

Z tych właśnie powodów ważniejszym jest kto będzie kolejnym ambasadorem USA w Warszawie niż kto zostanie prezydentem RP. Ponieważ w całej tamtej kampanii COVIDowych wyborów nie powiedziano ani nie zrobiono niczego istotnego – realne znaczenie miała nie sama reelekcja Andrzeja Dudy, tylko sposób w jaki została przeprowadzona. Dotychczas woluntaryzm prawny, stawianie woli politycznej ponad papierowymi zapisami dokonywało się raczej po cichu, na marginesie, poza sferą zainteresowań czy wręcz świadomości większości obywateli.

Rok 2020 faktycznie niemal cały upłynął rządzącym na łamaniu wszystkich po kolei co ważniejszych przepisów, od ustawy zasadniczej właśnie począwszy, przez prawo karne, kodeks postępowania administracyjnego, ordynację wyborczą, ustawę o świadczeniach opieki zdrowotnej i szereg innych, małych i dużych regulacji, w przeładowanym polskim systemie prawnym jakoś dotąd opisujących zasady przeprowadzania wyborów, prawa i obowiązki obywatelskie, prowadzenie działalności gospodarczej czy dostęp do leczenia.

Zmiana, która jest kontynuacją

W ogóle też w Polsce wszelkie procesy polityczne mają charakter wtórny, stanowiąc marne próby odbicia tego, co dzieje się na ważniejszych dworach. Podobnie więc jak w USA, UK czy UE – w III RP widzimy symptomy schyłkowości systemu politycznego. Można się zatem domyślać, że już wkrótce dojdzie do całkowitej rezygnacji z obowiązujących jeszcze siłą rozpędu pozorów liberalnej demokracji, zaś umocnione w trakcie zamordyzmu COVIDowego struktury uchwycą społeczeństwa tym silniej za pysk, oczywiście ku zadowoleniu światowego systemu finansowego.

Sytuacja w Polsce może zaś być o tyle tylko inna, że u nas wszystko zachodzi nieudolniej, pokraczniej, na pół gwizdka i z dołożeniem własnej nieudolności i żenady ze strony rodzimych administrujących tym bałaganem. Symptomem takie przegrupowywania się na niby scence partyjnej III RP są sztuczki pokazywane przez gracza tak dotąd niewielkiego i niesamodzielnego jak Zbigniew Ziobro, dość wyraźnie szykowany na „nową nadzieję prawicy w Polsce”. Jakkolwiek jednak śmiesznie by to nie brzmiało musimy jednak pamiętać, że obecnym liderem tego, co chodzi w Polsce za prawicę – jest wszak centrowy wychowanek socjalistów, wcześniej znany z radykalnie… antyprawicowych poglądów, patronem obozu jest zmarły prezydent opowiadający o sobie jako „radykalnym feminiście”, do panteonu świętych należy także najbardziej nieudolny premier III RP, też z tradycji socjalistycznej, za to poglądów liberalno-wolnomularskich. Czemu więc i nie Ziobro?

Kolejny koniec historii

Zmiana to tym bardziej spodziewana, gdy uzmysłowimy sobie, że politykę w III RP grają wciąż te same nazwiska, co na początku tzw. transformacji, w roku 1989. Gdyby ktoś zainteresowany politycznie zasnąwszy wówczas obudził się dzisiaj – doskonale wiedziałby kim jest Jarosław Kaczyński (naczelny „Tygodnika Solidarność”, prawa ręka Lecha Wałęsy), mógłby słyszeć o Donaldzie Tusku (kręcący się koło Wałęsy liberał udający Kaszebę), za to na pewno najlepiej kojarzyłby Janusza Korwin-Mikkego („znowu gdzieś kandyduje?”).

Mimo kaszlnięć, zaparć, zwrotów – polityka w Polsce od dekad kręci się wokół tych samych twarzy, tych samych nazwisk odbierających takie same telefony z tych samych ambasad. Teraz zaś tworzy się wrażenie ruchu, by rzekomo nowe pokolenie partyjniaków – utrzymało status quo, Polaków w pułapce średniego wzrostu, a Polskę na zadupiu zadup Zachodu.

Rok 2020 znakomicie proces tej zmiany bez żadnych zmian ułatwił i umożliwił – po nadchodzącym zaś możemy spodziewać się jedynie przyspieszenia procesów dokręcania śruby, tak w świecie realnym, jak jeszcze bardziej od niego rzeczywistym wirtualu. W gospodarce, polityce, życiu codziennym, w Polsce i na całym globie.

Poglądy i opinie zawarte w artykule mogą być niezgodne ze stanowiskiem redakcji.

Tematy:
Świat zmaga się z pandemią koronawirusa (197)

Zobacz również:

2020: Ukraina na marginesie
Jak przywitać 2021 rok, aby był bardziej udany niż rok 2020
2020: 5 rzeczy, które nie są covidem
Tagi:
Zbigniew Ziobro, Donald Trump, Joe Biden, Andrzej Duda, Brexit, wybory prezydenckie, wybory prezydenckie, koronawirus, pandemia, Polska
Standardy społecznościDyskusja
Komentarz przez SputnikKomentarz przez Facebook
  • Komentarz