03:13 23 Styczeń 2021
Piszą dla nas
Krótki link
Autor
Szczepionka na koronawirusa dla Polski (94)
2291
Subskrybuj nas na

Na początku tygodnia szef resortu zdrowia ogłosił, że na czas ferii (co potem, nie wiadomo) rząd znosi nakaz wychodzenia dzieci i młodzieży z domów w godzinach od 8 do 16 tylko pod opieką niańki. Czy termin ferii chroni przed zarazą?

Intrygująca informacja, bo nie wiadomo czym wytłumaczyć tę decyzję. Podobnie jak poprzednią, że dzieciary nie mają prawa włóczyć się po parkach i ulicach w godzinach pracy rodziców. A może resort wycofał się z pomysłu pod wpływem słów marszałka senatu: zamykanie dzieci i młodzieży w domach w ciągu dnia jest okrutne i równie niemądre jak swego czasu zamykanie lasów; pozwólcie młodym ludziom wyjść na powietrze z zachowaniem zasad bezpieczeństwa.

Zmęczenie ludzi i brak wiary w sensowność działania władz

Jeszcze kilkadziesiąt godzin wcześniej szefa wspomnianego resortu mocno denerwowały zdjęcia, które w noworoczny weekend pojawiły się w mediach społecznościowych. Widać na nich, że ludzie tłumnie pojawili się na stokach. Nie jeździli na nartach, gdyż wyciągi są od 28 grudnia do 17 stycznia nieczynne, lecz na sankach.

Minister przekonywał, że skoro stoki są zamknięte, to sanki – niby nie narty – ale też zabronione. A wyciągi są czynne tylko dla obsługi ruchu pieszego. Trochę w tym schizofrenii, więc setki ludzi olały zakazy i przyjechały na świąteczny wypoczynek kamperami – ustawiając je obok zamkniętych hoteli.

Policja tu nie dojechała, ale już na ślizgawkę w Szczecinie – tak. Od samego rana dwa oznakowane radiowozy i czterech funkcjonariuszy. Później patrol cywilny. Tak wyglądało sprawdzanie, czy „kwiaciarnia na lodzie” nie łamie rządowych obostrzeń. Część klientów została wylegitymowana. Zamysł był prosty. Zamiast rekreacyjnego lodowiska stworzyć kwiaciarnię na lodzie, w której klienci (z łyżwami lub bez) mogą sami wybrać swoje kwiaty ze stojaków ustawionych na środku tafli. Sanepid zagroził zamknięciem interesu, ale musi mieć czas na przygotowanie pisemnej decyzji.

Przykłady walki obywateli z rządową paranoją (nie mylić z pandemią) można znaleźć w całym kraju. Wydaje się, że zmęczenie ludzi i brak wiary w sensowność działania władz osiąga już szczyt. Trudno się dziwić jeżeli prześledzić niemal roczną akcję walki z COVID-19; określaną przez wielu socjologów i ekonomistów miotaniem się od ściany do ściany.

Wy się ludzie nie bójta

Luty. Premier uspokaja: koronawirus nie dotarł do Polski. Minister zdrowia: maseczki nie zabezpieczają przed wirusem, nie wiem, po co ludzie je noszą. A szef sanepidu wygłasza słynną radę: wielu polityków, którzy posługują się koronawirusem jako elementem gry politycznej, powinno sobie włożyć lód do majtek...
Marzec. Premier zapewniał, że Agencja Rezerw Materiałowych dokonała dodatkowych zakupów masek, maseczek i sprzętów potrzebnych dla szpitali.

Okazało się, że to była nieprawda, a sprzęt miał dotrzeć do kraju w... listopadzie. Posadę stracił szef Agencji. Jednocześnie zanotowano pierwszy przypadek zakażenia, opisywany przez ministra zdrowia jako trochę groźniejszy od grypy. Ale rząd odwołuje wszystkie imprezy masowe, zamyka szkoły i uczelnie, galerie handlowe, placówki gastronomiczne, połączenia lotnicze i kolejowe; wreszcie ogłasza kordon sanitarny na granicach. Potem pojawia się nieznane prawnikom pojęcie „stanu epidemii”, a jednocześnie prezydent wyjaśnia: nie ma w tej chwili potrzeby, by ogłaszać stan klęski żywiołowej lub stan wyjątkowy.

Jeżeli są warunki do tego, żeby chodzić normalnie do sklepu, to są i warunki do tego, żeby pójść [10 maja] do lokalu wyborczego. Ale jednocześnie, pod koniec miesiąca PiS znienacka wciska do ustawy o „tarczy antykryzysowej” zapisy zmieniające kodeks wyborczy: wpisuje wybory korespondencyjne dla osób w kwarantannie i starszych, powyżej 60 lat.

Bratysławska ulica, Słowacja
© Sputnik . Alexander Vilf
Kwiecień. Prezes z Żoliborza nie daje zgody na przełożenie wyborów prezydenckich, a premier przedłuża wszystkie poprzednie zamknięcia. Jednocześnie nakazuje noszenie maseczek ochronnych w miejscach publicznych. Do Warszawy przylatuje największy samolot transportowy An-225 ze sprzętem ochronnym, w tym ponad milionem maseczek i niedziałającymi respiratorami.

Szybko okazało się, że chińskie wyroby nie mają certyfikatu, a zapłacono za nie kilka razy więcej niż na rynku. Rząd urządza fetę na lotnisku, a prokuratura do dziś nie może znaleźć winnych przekrętu.

Raz zamknąć, raz otworzyć

Maj. Nie ma wyborów prezydenckich, bo w koalicji rządowej awantura. Ale w tajemnicy i z pominięciem wszelkich procedur władza wydrukowała 30 mln kopert, przygotowano specjalne urny, a do zbierania głosów wyznaczono pracowników poczty. Przygotowania kosztowały ponad 100 mln zł wydanych głównie przez Pocztę Polską. Największą kwotą w tych wydatkach było 70 mln na pakiety wyborcze, bez stosownych pieczęci. Premier ogłasza, że od 30 maja przestaje obowiązywać nakaz zakrywania ust i nosa, gdy przebywamy na świeżym powietrzu. W sklepach i kościołach zniesione zostają limity osób.

Od 6 czerwca można organizować wesela do 150 gości, a także zgromadzenia do 150 osób. Otwarte zostają kina, teatry, filharmonie oraz siłownie, kluby fitness i solaria. A szef sanepidu ogłasza: nikt nam sukcesu nie odbierze, bo przeszliśmy przez tę pandemię suchą stopą, nam po prostu zazdroszczą. Urzędnik nie przejmuje się rosnącą liczbą umierających i minimalną ilością testów wykonywanych w kraju. Specjalne szpitale są zamykane – idzie lato i następny termin wyborów prezydenckich.

Lipiec, sierpień. Nie ma się co bać wyborów, bo wirus jest już w odwrocie – głosi premier. Lecz nagle minister zdrowia traci posadę. A młodzież ma wrócić do szkół we wrześniu. Podobno nie są one rozsadnikiem pandemii.

Październik. Premier: druga fala covidowa do nas dotarła, apelujemy aby osoby starsze pozostały w domach. Minister zdrowia: pandemia przyspiesza.

Zwiększamy liczbę łóżek przeznaczonych na walkę z COVID-19, ale jednocześnie testujemy granice wydolności systemu. Jeżeli za słabo naciśniemy hamulec, scenariusze mogą być groźne. Szkoły są jednak rozsadnikiem epidemii, podobnie jak siłownie, kluby, restauracje. A także cmentarze, więc na Wszystkich Świętych będą zamknięte.

Listopad. Powstaje specjalny szpital na Stadionie Narodowym. Jak ma działać i jakim kosztem – to się okaże. Każdego dnia rośnie liczba zmarłych, przekracza pół tysiąca na dobę. Odchodzi szef sanepidu (ten od lodu w majtkach), a resort zdrowia prognozuje, że może dojść do trzeciej fali zachorowań.

Grudzień. Statystyki są okrutne, więc otwarcie większych sklepów tylko przed świętami. No a w Sylwestra – godzina policyjna – od godziny19 do 6 rano. Ogłoszono to 22 grudnia i nawet posłowie z PiS stwierdzili, że to gwałci Konstytucję. Więc pięć dni później premier się wycofał.

Złośliwi mówią, że przestraszył się informacji na FB – ponad 50 tysięcy ludzi zadeklarowało zebranie się na Sylwestra na warszawskim Żoliborzu, przed domem prezesa. A wtedy chyba tylko czołgi... Po świętach „kwarantanna narodowa” i „szczepienie narodowe” - kodeksy nie znają takich pojęć, ale brzmi patriotycznie...

Statystyki przykryją wszystko

Znaczna część społeczeństwa nie wierzy w podawane oficjalnie statystyki zakażeń, testów, zgonów. I mają dobry powód. Na jesieni w mediach ukazały się wywiady z Michałem Rogalskim, młodym pasjonatem zbierania i analizowania cyferek, który wraz z wolontariuszami stworzył projekt przedstawiający i aktualizujący różne zestawienia danych resortu zdrowia, władz miast, szpitali, uczelni. Potem tymi, bardzo szczegółowymi, zestawieniami posługują się... premier i ministrowie podczas swoich konferencji wmawiając, że to opracowania wysoce naukowe. Gdy sprawa się wysypała przestano korzystać z darmowych usług młodzieńca, a informacje mocno się skurczyły.

Wciąż wprowadzane i odwoływane restrykcje najbardziej dotykały i ogłupiały handlowców, gastronomików, właścicieli klubów czy siłowni. Wielu z nich niestety przegra te zawody w udowodnianiu: kto tu wie lepiej.

Podsumowaniem może być opinia profesora Marka Belki, byłego premiera i ministra finansów odpowiadającego na pytanie – czego zabrakło w tym bałaganie? - Jedno słowo: komunikacja. Między rządem a partnerami społecznymi nie było praktycznie dialogu.

Przede wszystkim z przedsiębiorcami z branż, którym przez pandemię z dnia na dzień osunął się grunt pod nogami. Ale można się było tego spodziewać. Nieufność i brak skłonności do współpracy ta władza ma w genach. Celem zawsze jest przejęcie kontroli. Do tej pory widzieliśmy to w parlamencie, teraz przeniosło się na relacje władza – społeczeństwo.

Poglądy i opinie zawarte w artykule mogą być niezgodne ze stanowiskiem redakcji.

Tematy:
Szczepionka na koronawirusa dla Polski (94)

Zobacz również:

Szczepienia na koronawirusa w Polsce od stycznia. Dworczyk: Także prywatnie
Koronawirus w Polsce: coraz mniej nowych zakażeń
Tagi:
handel, społeczeństwo, Poczta Polska, PiS, sanepid, media społecznościowe, rząd, polityka, Polska, kwarantanna, koronawirus
Standardy społecznościDyskusja
Komentarz przez SputnikKomentarz przez Facebook
  • Komentarz