Piszą dla nas
Krótki link
Autor
2562
Subskrybuj nas na

Pojawienie się nowego koronawirusa SARS-CoV-2 sparaliżowało w 2020 roku świat jaki znaliśmy do tej pory. Może nie tyle sam wirus go zmienił, ile reakcje na niego większości państw świata, które wprowadziły i dalej wprowadzają różne restrykcje w naszym życiu.

Nie chcę tu pisać o tym, czy te restrykcje są potrzebne, adekwatne do zagrożeń i czy skutkują ograniczeniem rozprzestrzeniania się infekcji. To odrębny temat. Zastanówmy się raczej jak, być może na trwałe, zmienia się nasze życie społeczno-gospodarcze, nie na skutek wirusa, ale na skutek wprowadzania tych ograniczeń, których przyczyną jest wirus lub tylko może być dla nich pretekstem.

Gdy jedni tracą, inni zyskują

Zamykanie gospodarki wymusiło zmiany w wielu obszarach naszego życia. Wzrosły koszty życia. Wszystko idzie w górę. Dlaczego? Bo pandemia. To słowo wystarcza, by uzasadnić wszystko. Pandemia wielu z nas zamknęła w domach na kilka miesięcy. Wszystko co tylko mogło stało się zdalne. Co nie mogło - albo upadło, albo ledwo dyszy.

Wydaje się, że pewne rzeczy zmienią się już na zawsze. Dlaczego? Bo dzięki tym zmianom wielkie firmy mają jeszcze większe zyski niż wcześniej. Takie firmy jak Amazon osiągnęły w minionym roku gigantyczne dochody. Tacy ludzie jak Jeff Bezos, prezes Amazona, stają się najbogatszymi ludźmi świata. Gigantycznie wzrosły też obroty innych firm przewozowych. Widać to gołym okiem. Np. przy paczkomatach InPost stale już stoi ciężarówka, z której można odebrać zamówiony towar, bo paczkomaty są notorycznie przepełnione. Ludzie przez ten rok zmienili swoje zwyczaje zakupowe. Nawet, gdy latem wirus osłabł i stał się mniej niebezpieczny (chyba z szacunku dla demokracji i naszych wyborów prezydenckich), gdy w związku z tym zniesiono wiele ograniczeń, pod paczkomatami nic się nie zmieniło.

To wszystko wiemy. Wiemy też, że jest dużo branż, które pandemiczne posunięcia władzy po prostu niszczą i doprowadzają do bankructwa.

Produkcja odzieży, tekstyliów i wyrobów ze skóry, fabryki samochodów oraz maszyn i urządzeń, a także firmy świadczące usługi ochroniarskie i sprzątające – to branże, które najmocniej tną zatrudnienie. To samo w firmach związanych ze sportem i rekreacją. Tu też jest dramat. Zdesperowani ludzie imają się różnych prób, które pozwolą im zachować swoje interesy i dochody.

Sposób, by obejść zakaz

Ludzie w maseczkach
© Sputnik . Сергей Пятаков
Oto na przykład gdzieś w Szczecinie pewien człowiek otworzył wbrew zakazom lodowisko. To duży obiekt, który kosztował go duże pieniądze i kredyty, które z tego powodu spłaca. Lodowisko otworzył we współpracy z kwiaciarnią. Rządowy zakaz zabrania m.in. jazdy na łyżwach w celach rekreacyjnych. Właściciel zakaz obszedł tak, że w kasie przed lodowiskiem sprzedawał kwiaty, które odebrać można było dopiero na środku tego obiektu. Odwiedzający lodowisko nie zakładali więc łyżew w celach rekreacyjnych, ale po to, by odebrać swój zakup. Nic mu to nie pomogło, przyszedł sanepid i wlepił mu mandat w wysokości 30 000 zł.

Liczba pracujących w tego typu przedsiębiorstwach okazuje się aż o 4–9 proc. niższa niż w sierpniu ub.r., podczas gdy ogółem w sektorze przedsiębiorstw spadek wyniósł 0,8 proc. – wynika z ostatnich danych GUS. Najtrudniejsza sytuacja jest jednak w transporcie lotniczym, branży nastawionej na turystykę biznesową, czy tzw. branży eventowej. Te już w ogóle się nie odbywają.

Home office rujnuje gospodarkę

Firmy zaciskają pasa i tną koszty gdzie tylko jest to możliwe. Wypowiadają powierzchnie biurowe, bo pracownicy pracują zdalnie. Wypowiadają umowy o pracę lub zmniejszają wymiar godzin. Ta tendencja, jak się wydaje, nie minie szybko. Firmy, które zdecydowały się na pracę w trybie zdalnym w związku z pandemią COVID-19, często zapowiadają przejście na tzw. home office na stałe, nawet po zakończeniu pandemii. Na opuszczaniu biur przez firmy najbardziej ucierpią deweloperzy, ale także przedsiębiorstwa z sektora modowego oraz transportowego. Puste biura to też puste stołówki ale i restauracje w dzielnicach biurowych.

W scenariuszu „home office” są też rzadsze wyjazdy służbowe, które zostały zastąpione przez wideokonferencje. Jeśli ten trend się utrzyma, to odbije się to jeszcze bardziej na hotelach, restauracjach, pociągach ale też i na …zapotrzebowaniu na odzież biurową, taką jak garnitury, krawaty czy kostiumy.

Pandemia COVID-19 i praca z domu to mniejsze wykorzystanie samochodów, czyli też spadek zakupu benzyny ale też z tej racji mniej wizyt w warsztatach samochodowych. Cała gospodarka jest jakoś jest połączona i im dłużej duszenie gospodarki trwa tym więcej klocków domina pada.

Sektor IT, edukacja, teleporady lekarzy: radzą sobie nieźle

Na drugim biegunie są za to takie branże, jak informacja i telekomunikacja, transport lądowy, magazyny, produkcja wyrobów tytoniowych czy gospodarka odpadami. Tu zwolnień raczej nie ma, a liczba pracowników nawet się zwiększa. Przykładowo w sektorze ICT zatrudnienie wzrosło o 3,3 proc. rok do roku, a w firmach zajmujących się odpadami – o 4,1 proc.

Najlepiej w warunkach izolacji społecznej radzi sobie sektor usług informatycznych. Przychody firmom z sektora informatycznego rosną nawet trzykrotnie.

Nagła zmiana stylu życia ludzi oraz praca w trybie home-office przyspieszyła rozwój nowych technologii. Wzrosło zapotrzebowanie na specjalistów w obszarach typu mobile oraz potrafiących współpracować z firmami na całym świecie.

Mali przedsiębiorcy z tej branży (zwłaszcza freelancerzy) deklarują wzrost obrotów od 60 proc. do nawet 300 proc.

Nie może też narzekać edukacja, a zwłaszcza sektor prywatny w tej branży. O ile nauczanie zdalne może rodzić wiele problemów związanych z celami edukacji, to od strony biznesowej na pewno jest lepiej niż było. Szkół nie trzeba ogrzewać i płacić rachunków za elektryczność. Nauczyciel rano zrzuca nogi z łóżka i nawet nic na siebie zakładać nie musi tylko od razu włącza komputer.

W medycynie z powodu pandemii rozpowszechniły się też teleporady. Są całe strony internetowe poświęcone zdalnym wizytom u lekarza. Po drugiej stronie komputera lekarz niczym Kaszpirowski w naszej TV na początku lat 90-tych, „leczy” ludzi. Wizyta u takiego Kaszpirowskiego kosztuje od kilkudziesięciu złotych po złotych kilkaset.

Dla przykładu za taką „wizytę” u lekarza ginekologa, gdy kliknie się przycisk – „antykoncepcja awaryjna – kontynuacja” trzeba zapłacić 60 zł. Po drugiej stronie odzywa się lekarz, albo jakiś komputerowy bot, który podsyła nam do podpisu jakiś dokument i recepta gotowa. Czy jest to rzeczywiście kontynuacja, w ogóle nie jest sprawdzane. Płacisz 60 zł i masz to za co płacisz. Jeśli tak, byle komu, na podstawie jedynie deklaracji pacjenta o kontynuacji, wystawia się receptę, to warto zapytać – po co w ogóle ta recepta na środki antykoncepcyjne, skoro lekarz nie bada, nie utwierdza się w tym, że może są u pacjentki jakieś przeciwskazania do używania akurat tego środka itp. Odpowiedź jest oczywista – jak wtedy lekarz za nierobienie nic zarabiałby co chwile 60 zł? W zasadzie każdy mógłby takie recepty wystawiać, ale nie ma uprawnień do… pobierania 60 zł za nic. Jedna z pacjentek powiedziała mi, że raz się zdarzyło, że ginekolog nawet oddzwonił.

Pomyślałem, że pewnie chciał się upewnić, kto zamawia receptę, czy jest pełnoletni itd. Może chce przeprowadzić jakiś wywiad z pacjentką? Nic podobnego. Lekarz zadzwonił tylko po to, by poinformować moją znajomą, że jak poleci go pięciu swoim koleżankom (czyli, że on zarobi 300 zł), to może liczyć następnym razem na darmową „konsultację”.

Tak samo rzecz się ma w przypadku innych specjalności. Wystarczy zadzwonić czy wejść poprzez jedną z takich stron jak halodoctor.pl, by poprosić o L4, czyli o zwolnienie z pracy i je dostać bez żadnego badania. Na tej stronie znalazłem nawet za opłatą 300 zł, możliwość zrobienia sobie EKG. Nie wiem jak to wygląda. By się dowiedzieć musiałbym dać im 300 zł. Płaci się za wizytę z góry. Trzeba podłączyć się kablem do komputera i wziąć go do ust? Czy może z drugiej strony? Mam tylko nadzieję, że jeszcze kontynuacji morfiny w ten sposób nie da się zamówić?

Kto generuje zyski

Jedno jest pewne. Na pandemii zarabiają wielkie koncerny i korporacje. Nie tylko te od szczepionek. To dotyczy wszelakich biur. Kilkadziesiąt osób w biurze to kilkadziesiąt non stop włączonych komputerów i monitorów. To czajniki i ekspresy do kawy, które też chodzą na okrągło. Teraz, gdy pracownicy siedzą w domach, biura mniej kosztują i stają się zbędne. Nie tylko nie trzeba płacić za prąd jaki zmarnują pracownicy na zrobienie sobie herbaty czy zaparzenie kawy, ale i za samą kawę.

Wszystkie te koszty przerzucono na pracowników. I bynajmniej nie otrzymują oni jakichś zwrotów za zakupioną przez siebie kawę i zużytą przez komputery w ich domach, energię elektryczną. Na pracy zdalnej zyskują tylko właściciele tych biur, takie czy inne korporacje.

Nieźle radzą sobie w wielu dziedzinach specjaliści różnych branż. Najgorzej mają mali przedsiębiorcy i zatrudnieni w nich ludzie, faktycznie ci mikro, bo w polskim kapitalizmie tacy dominują. Ci zaczynają się jednak buntować uciekając się do takich forteli jak wspomniany właściciel lodowiska w Szczecinie. Polak potrafi, więc coraz więcej firm próbuje wznawiać swoją działalność w „zgodzie z prawem”.

Zachęca ich do tego niedawny wyrok sądu w Opolu. Wojewódzki Sąd Administracyjny stwierdził, że sanepid niesłusznie ukarał fryzjera z Prudnika 10 tysiącami złotych grzywny. W wielu branżach przedsiębiorcy się organizują i zachęceni tym wyrokiem szykują przeciw państwu pozwy zbiorowe na grube miliony. Kto za te odszkodowania zapłaci? Pan, pani, społeczeństwo.

Poglądy i opinie zawarte w artykule mogą być niezgodne ze stanowiskiem redakcji.

Zobacz również:

Polski przemysł mimo pandemii ma się dobrze
Prezydent Ukrainy podpisał ustawę budżetową: miliardy na walkę z pandemią
Naukowcy wyjaśnili, dlaczego nie można powstrzymać pandemii
Tagi:
Polska, pandemia
Standardy społecznościDyskusja
Komentarz przez SputnikKomentarz przez Facebook
  • Komentarz