Piszą dla nas
Krótki link
Autor
6816
Subskrybuj nas na

Organ państwowy w formie Rzecznika Praw Obywatelskich z chwilą pojawienia się w strukturze polskiego państwa rozbudził wiele nadziei wśród Polaków, którzy cokolwiek wiedzieli na temat podobnych instytucji w innych krajach.

Choć ta wiedza, nawet dla wtajemniczonych, ograniczała się do szwedzkiego Ombudsman’a, to prof. Ewa Łętowska, swoją wiedzą, powagą, znajomością prawa i wrażliwością społeczną nadała temu stanowisku wystarczająco dużo powagi i społecznego szacunku, który niestety przez kolejne lata został skutecznie roztrwoniony.

Polityczne uwarunkowania przy powoływaniu kolejnych osób permanentnie podważały powagę urzędu. Obecnie PiS nie robi niczego innego, niż czynili to poprzednicy. Gdyby arytmetyka sejmowo-senacka była korzystna dla pomysłów Jarosława Kaczyńskiego, już cztery miesiące temu sprawa następcy Adama Bodnar byłaby rozstrzygnięta.

Choć wiele krytycznych uwag pod adresem Prawa i Sprawiedliwości ma uzasadnienie, to obiektywnie rzecz ujmując, pierwszym i ostatnim Rzecznikiem Praw Obywatelskich, najbliższym szwedzkiemu pierwowzorowi, była prof. Ewa Łętowska.

Nic więcej poza trzymaniem kciuków

Prezydent Rosji Władimir Putin na corocznej konferencji prasowej
© Sputnik . Mihaił Klimentiejew
Obecny Adam Bodnar jest najbardziej politycznie neutralną postacią spośród wszystkich następców profesor Łętowskiej, a od czasu, kiedy jego kadencja zakończyła się, można było odnieść wrażenie, że zdewaluowane stanowisko interesuje tylko Zuzannę Rudzińską-Bluszcz, która pracowała w biurze RPO i poczuła wenę, że dałaby radę pokierować tą instytucją.

Ma wiele niewątpliwych zalet, jest ideowa, ma doświadczenie w tej pracy, potrafi angażować się w sprawy, jest wrażliwa na niesprawiedliwość społeczną, ale brak jej podstawowego składnika tzn. poparcia partii politycznej.

To, co otrzymuje od Koalicji Obywatelskiej i Lewicy, to nic więcej poza trzymaniem kciuków, ale z pomocą takich gestów trudno prowadzić polityczną walkę.

„Stratedzy” z PSL-u

Dla odmiany PiS jest za słaby, aby wybrać swojego człowieka w miejsce Bodnara, ale za mocny, aby pozwolić opozycji wybrać swojego, dlatego aktywność w procesie wyborczym Rudzińskiej-Bluszcz przypomina bardziej walenie głową w mur, niż przejaw rzeczowej politycznej konkurencji.

Zawieszenie, jak każdy tego rodzaju stan, nie może trwać wiecznie. Upór PiS-u przyniósł już skutek, ponieważ PSL postanowił wycofać się z poparcia Zuzanny Rudzińskiej-Bluszcz i zgłosił własnego kandydata, którego jakość, kolejny raz definiuje, jakość tej partii, dla której pozostawanie poza strukturą władzy, jest mitręgą Syzyfa.

Pomimo, że peeselowski pomysł z Robertem Gwiazdowskim i wsparcie idei przez Konfederację jest tak samo kuriozalne jak istnienie tych dwóch ugrupowań, to niesie pewne niebezpieczeństwo dla istnienia większości w Senacie. „Stratedzy” z PSL-u wiedzą, że do wyborów daleko, a romans z PiS-em w kwestii Rzecznika Praw Obywatelskich to żadna strata wizerunkowa, którą, mimo wszystko, może zamienić w realną korzyć doczesną.

Trzeci start Zuzanny Rudzińskiej-Bluszcz to wymuszona rutyna, i dowód impotencji politycznej Koalicji Obywatelskiej i Lewicy. Wiedząc, że ich człowiek nie ma szans, za swoją uznali Rudzińską-Bluszcz.

Kaczyński stara się wypełnić wakat

Zaś Jarosław Kaczyński, wydając polecenie zgłaszenia swojego pretorianina, stara się bardziej wypełnić wakat niż zadbać o godną reprezentację na tym urzędzie.

Kandydat Gwiazdowski, kiedy jeszcze nie wiedział, że będzie ubiegał się o tę godność, całkiem poważnie mówił, że jest ona zbędna w polskim systemie politycznym. Godząc się na kandydowanie, zapewne wyszedł z tego samego założenia, co Janusz Korwin-Mikke startując do Parlamentu Europejskiego. Kowin-Mikke jechał do Brukseli „rozwalać Unię Europejską od środka”, a Robert Gwiazdowski startuje z zamiarem rozwalania instytucji Rzecznika Praw Obywatelskich.

Byłoby barwniej

Na tym tle mogłoby się wydawać, że prezydent Andrzej Duda, wyskoczył z kandydaturą Jana Marii Rokity na stanowisko RPO jak przysłowiowy Filip z konopi.

Polski polityk Jan Rokita
© AFP 2021 / Janek Skarzynski
Polski polityk Jan Rokita

Prezydent ma wiele przymiotów Filipa, ale urzeczywistnienie pomysłu z Rokitą, choć w sferze merytorycznej jest kuriozalne, to wizerunkowo jest najbardziej znośne. Nie byłoby lepiej, bo lepiej być nie może, ale byłoby barwniej. Gdyby Rokita potrafił wznieść się na wyżyny intelektu, wyzbył się groteskowości, którą tak wcześniej pielęgnował, to w przypadku wyboru, miałby swego rodzaju „trybunę” do głoszenia wartości i okazję stania na straży wolności, praw człowieka i obywatela określonych w Konstytucji.

Możliwości wykazania się na tym stanowisku w polskich warunkach są wręcz nieograniczone, a człowiek z politycznym zacięciem mógłby za pięć lat powalczyć o najwyższy urząd w państwie.

Jest tylko jeden podstawowy problem, za Jana Marie Rokitę całą pracę „u podstaw” musiałby ktoś wykonać, bo niedoszły „premier z Krakowa” do pracy chodzić nie lubi.

Poglądy i opinie zawarte w artykule mogą być niezgodne ze stanowiskiem redakcji.

Zobacz również:

Mateusz Piskorski dla Sputnika: Zawsze mówię to, co uważam za słuszne
„Dumna” Warszawa. Wszyscy jesteśmy Swiridowami
Bo nie ma elit
Najmłodsi wracają do szkół, rząd utrzymuje obostrzenia
Żuliki z Platformy Obywatelskiej
Tagi:
Jarosław Kaczyński, Sejm Rzeczypospolitej Polskiej, ABW, polityka, Platforma Obywatelska, Jan Maria Rokita, Unia Europejska, Andrzej Duda, PiS, Polska, Aleksandr Kwaśniewski
Standardy społecznościDyskusja
Komentarz przez SputnikKomentarz przez Facebook
  • Komentarz