08:36 27 Luty 2021
Piszą dla nas
Krótki link
Autor
35590
Subskrybuj nas na

Warszawa miała już prezydenta, który odmienił ją całkowicie na lepsze. To był Sokrates Starynkiewicz – człowiek, który cywilizował Warszawę. Było to półtora wieku temu. W domach popłynęła wtedy bieżąca czysta woda, skanalizował miasto, oświetlił, oczyścił i zazielenił Warszawę.

Obecny prezydent Rafał Trzaskowski potrafi ustawić kilka lampek na świąteczną iluminację, ale nie potrafi zatrzymać lejącego się do Wisły szamba.

Warszawiak, który nie był warszawiakiem

Warszawa dawno temu miała innego prezydenta, który dbał o jej rozwój i z poświęceniem ją cywilizował. To był Sokrates Starynkiewicz, największy warszawiak, który warszawiakiem tak do końca to nie był. Był Rosjaninem. Dwusetna rocznica jego urodzin minęła jednak niezauważona. O kim jak o kim, ale właśnie o nim w Warszawie nie można nigdy zapomnieć.

Strynkiewicz, rosyjski oficer, to jedyny generał carskiej armii, który ma w Warszawie swój pomnik. A zasłużył na niego jak mało kto. Na prezydenta Warszawy nie wybrali go mieszkańcy Warszawy. 145 lat temu, 1 grudnia 1875 roku został powołany na stanowisko „pełniącego obowiązki prezydenta Warszawy”. Do dziś wielu Warszawiaków z racji polskobrzmiącego nazwiska myśli, że to był Polak. Są pewnie i tacy, którzy z racji imienia myślą, że był Grekiem? A on Greka nawet nie udawał. Był rosyjskim patriotą, który zarządzał jednym z miast ówczesnego Rosyjskiego Imperium jakim była Warszawa. A to, co odróżniało go nie tylko od polskich , ale i ówczesnych rosyjskich urzędników, to niespotykana uczciwość i oddanie publicznej służbie.

Wśród urzędników carskiej Rosji dominował raczej typ, który przedstawił w komedii „Rewizor”, znakomity Nikołaj Gogol, niż krystalicznie uczciwy Sokrates Starynkiewicz. Kiedyś w rozmowie ze mną znany varsavianista Janusz Owsiany powiedział, że był on tak fantastyczny, że aż nierzeczywisty. O ile o Kazimierzu Wielkim mówi się, że zastał Polskę drewnianą, a zostawił murowaną, to o Starynkiewiczu można powiedzieć podobnie, ale w innej skali. W skali Warszawy.

Od kamienia łupanego do nowoczesnego miasta

Warszawa w połowie XIX wieku była bardzo zacofanym miastem. Starynkiewicz zastał ją z rynsztokami, którymi płynęły fekalia, pozbawionymi oświetlenia ulicami, które ulicami trudno nazwać, bo w większości nie było na nich nawet bruku, ale jedynie w bezładzie rozsypany kamienny tłuczeń.

Nie było wodociągów, a dostarczana beczkowozami woda z Wisły była powodem notorycznych epidemii. Miasto nie miało żadnego systemu kanalizacyjnego, nie było miejskiej komunikacji, na targowiskach panowały tragiczne warunki sanitarne. Zostawił zaś Warszawę, gdy odszedł na emeryturę, jako nowoczesne europejskie miasto.

Najpierw czysta woda

Do dziś korzystamy ze stacji filtrów, które zaprojektował na zlecenie Starynkiewicza, Lindley. Była to bardzo nowoczesna inwestycja w tamtych czasach. Takich filtrów w tym czasie nie miała ani Moskwa ani Petersburg. Mimo oporu Petersburga i tamtejszych urzędników, Starynkiewicz tak długo chodził koło tego, aż uzyskał zgodę i kredyty na modernizację tego w oczach carskich urzędników niezbyt ważnego prowincjonalnego miasta.

Dodajmy, że nie mniejszy, a może nawet większy opór przed budową sieci wodociągowo-kanalizacyjnej, stawiali polscy kapitaliści i kamienicznicy, czyli nasz rodzimy ciemnogród. Nie chcieli płacić za przyłączenie ich kamienic do sieci wodociągowej. Po co kanalizacja? Nieczystości z nocnika wylewało się przecież za okno. W Krakowie wydano nawet publikację, mającą ambicje naukowe, o szkodliwości dla zdrowia kanalizacji i czystej wody. W broszurze pod tytułem — „Kanalizacja Miasta Warszawy jako narzędzie judaizmu i szarlatanerii w celu zniszczenia rolnictwa polskiego oraz wytępienia ludności słowiańskiej nad Wisłą" — autor przytaczał wszelkie argumenty przeciw temu projektowi, który powodował, że nasze polskie odchody nie użyźniały już naszych polskich pól. Oczywiście za tym szatańskim wynalazkiem zdaniem autora stali Żydzi. Mimo to, po kilku latach budowy inwestycję ukończono, a w warszawskich domach popłynęła czysta woda. To wtedy też warszawiacy zaczęli się kąpać. Jak to pisał o Polakach Bolesław Prus, do tej pory „byliśmy narodem niemyjącym się… w polskich dworach łatwiej było znaleźć fortepian niż łazienkę”.

Niech stanie się jasność

Wodociągi i kanalizacje to tylko najbardziej znane jego dokonanie. Zrobił dużo więcej. Na Warszawskiej Wolistoją do dziś i niszczeją dwie zabytkowe rotundy gazowni, którą wybudował. Obecnie w posiadaniu jakiegoś prywaciarza. On sam w miejsce prywatyzacji, jakich dokonywał każdy prezydent Warszawy w czasach III RP, dbał o to co wspólne, co służyło temu miastu i do tego miasta należy. Majątek miasta powiększał, a nie go trwonił.

Oświetlenie gazowe w bardzo ograniczonym zakresie istniało już przed Starynkiewiczem. Gaz, który dostarczała prywatna firma z Desau, był drogi, a lamp w mieście niewiele. W wielu miejscach panowały egipskie ciemności. Starynkiewicz najpierw podjął walkę z firmą, która była monopolistą i szantażowała Warszawę i wynegocjował u niej lepsze ceny gazu. Chcąc jednak zapewnić miastu więcej i to taniego gazu, myślał perspektywicznie. Wybudował miejską gazownię i ustawił 3000 nowych lamp gazowych. Warszawa nocą zaczęła wyglądać jak miasto.

Posprzątał, zazielenił, skomunikował… ucywilizował

Tworzył nowe i rewitalizował stare parki. Całkowicie od nowa zbudował np. park Ujazdowski. Warszawa za jego czasów zazieleniła się. Posadził kilkanaście tysięcy nowych drzew w mieście. Do dziś wielką wartością Warszawy jest fakt, że ma ona tak dużo zielonych terenów, co jest niespotykane w większości europejskich stolic. Na ulicach pojawił się zamiast tłucznia i drewnianych kostek brukowych, prawdziwy bruk. Zaczął też wprowadzać pierwsze betonowe nawierzchnie.

W mieście przestało nie tylko śmierdzieć fekaliami, które do tej pory płynęły ulicami, ale i zrobiło się czysto. Powołał Towarzystwo Asenizacyjne, zajmujące się wywozem z miasta wszelkich nieczystości, a z brukowanych ulic także błota i śniegu.

W 1881 roku uruchomił pierwszą linię tramwaju konnego, która przewoziła pasażerów między Dworcem Petersburskim i Dworcem Wiedeńskim. Kilka lat później było już tych linii 17.

Mając na uwadze dramatyczny pod względem sanitarnym stan handlu w Warszawie, przenosił ten handel pod dachy. W tym celu za jego czasów wybudowano w Warszawie Hale Mirowskie i Koszyki. W końcu handel nie odbywał się już w błocie pod gołym niebem, ale w nowoczesnych halach, w których była bieżąca woda.

W tym czasie także ze względów sanitarnych zaczęto likwidować cmentarze przy kościołach, które często znajdowały się u źródeł ujęć wody pitnej i też były powodem różnych epidemii. Wykupił ziemie i powiększył Cmentarz Powązkowski. Ale patrzył dalej do przodu. Wykupił więc po prawej stronie Wisły setki hektarów i ulokował tam jeden z największych cmentarzy w Europie, Cmentarz Bródnowski.

To za czasów Starynkiewicza wybudowano też w Warszawie pierwszą centralę telefoniczną.

Szacunek dla miejscowej kultury

Dbał również o nasze warszawskie zabytki, dziedzictwo naszej polskiej kultury. Wyremontował kilka kościołów i Kolumnę Zygmunta. Nie przyszło mu pewnie nawet do głowy, by burzyć pomniki, które pozostały po upadku I Rzeczpospolitej. On je remontował. Ten szacunek dla naszej przeszłości, tradycji i kultury rozumiał rosyjski generał, a nie rozumieją dzisiejsi włodarze naszego kraju, którzy z zapałem hunwejbinów niszczą, co zostało po Związku Radzieckim. Szanował naszą kulturę i o nią dbał.

Może i nie z polskich patriotycznych pobudek, bo przecież był Rosjaninem, ale jako przyzwoity człowiek i dobry urzędnik służący swojemu państwu, ale i naszej Warszawie.

Nie mówił po polsku, ale nasz język dobrze rozumiał i prosił, by mówiono do niego po polsku. Wielkimi admiratorami tego wyjątkowego prezydenta byli Aleksander Świętochowski i Bolesław Prus, który swoim piórem na łamach warszawskiej prasy wspierał poczynania prezydenta.

Konsultacje społeczne? Były już za Starynkiewicza

Kiedy zakończył swoje urzędowanie nie wrócił do rodzinnego Taganrogu, ale pozostał w Warszawie. Mieszkał na ulicy Rysiej 5. Nawet będąc na emeryturze angażował się dalej w życie miasta i jego mieszkańców. Przedstawiciele Ratusza przychodzili do niego po rady. Zwykli mieszkańcy o pomoc.

Starynkiewicz to nie tylko doskonały gospodarz, ale człowiek, który wprowadził nowe zasady zarządzania miastem. Wszystkie ważne decyzje starał się podejmować po konsultacjach z mieszkańcami. Gdy budował wodociągi, a wiedział, że jest opór, zapraszał do siebie dziennikarzy, szczegółowo zaznajamiając ich z projektem i korzyściami z niego płynącymi, i tak długo z nimi rozmawiał, aż ich przekonał do swojej wizji. To on pierwszy stworzył coś takiego jak konsultacje społeczne. Znana jest historia jak to wdrapał się na strażacką wieżę i tam przekonywał pewnego strażaka, który wbrew rozsądkowi i wykonywanej pracy był wielkim przeciwnikiem tychże wodociągów, które przy gaszeniu pożarów były przecież niezastąpione. Tak długo siedział na tej wieży, aż zmęczony strażak przyrzekł, że nie będzie więcej buntował innych ludzi przeciw tej inwestycji.

Nowe standardy zarządzania

Starynkiewicz innym włodarzom miasta do dziś wyznacza standardy, do których ci nawet zbliżyć się nie potrafią. Oto przykład: gdy zakupił włoską pogłębiarkę rzeczną i ta okazała się ze względu na podłoże w Wiśle nieużyteczna, winę za błędny zakup wziął na siebie i kazał sobie przez lata odtrącać stratę na jaką naraził miasto za zakup tej pogłębiarki. Gdy z zapałem realizował jakieś inne inwestycje dla miasta, a w miejskiej kasie brakowało pieniędzy, wykładał na to własne środki. Kiedyś w takim celu zapożyczył się u własnej córki, płacąc jakieś miejskie rachunki jej posagiem. Dość powiedzieć, że dochody miasta, bez podnoszenia podatków, za jego czasów wzrosły ponad dwukrotnie. Sam Starynkiewicz, co nie zdarza się do dziś, zakończył swoje urzędowanie z majątkiem znacznie mniejszym, niż ten urząd obejmował. Dla innych to przecież okazja do dorobienia się kosztem miasta wielkich fortun.

Kochała i ceniła go cała Warszawa. Tchnął w mieszkańców nadzieję i optymizm na coraz lepsze jutro ich miasta. Gdy zmarł w 1902 roku jego pogrzeb stał się wielką manifestacją, w której uczestniczyło 100000 ludzi niezależnie od ich poglądów politycznych. Bo to był prezydent, którego szanowali wszyscy.

Żal może tylko, że Starynkiewicz nie zbudował nam oczyszczalni ścieków. Może ta, podobnie jak Filtry, służyłaby nam do dziś, a obecny prezydent Warszawy, nie potrafiąc sobie poradzić z awarią oczyszczalni ścieków „Czajka, nie musiałby „prosić” w prześmiewczych memach mieszkańców stolicy – proszę was, nie wypróżniajcie się? Na szczęście ma chwilę oddechu, bo przyszły mrozy i ekskrementów trochę mniej leje się do Wisły, bo i one zamarzają.

Poglądy i opinie zawarte w artykule mogą być niezgodne ze stanowiskiem redakcji.

Zobacz również:

Ambasador USA w Warszawie rezygnuje ze stanowiska, ale nie żegna się z Polską
Walka z COVID i perspektywy relacji Warszawy i Waszyngtonu: Grodzki rozmawiał z Mosbacher
Otworzył się pierwszy bar w Warszawie – wideo
Tagi:
Polska, Polak, Sokrates Starynkiewicz, Polska, Warszawa
Standardy społecznościDyskusja
Komentarz przez SputnikKomentarz przez Facebook
  • Komentarz