04:34 25 Luty 2021
Piszą dla nas
Krótki link
Autor
42914
Subskrybuj nas na

Wyobraźmy sobie hipotetyczną sytuację: agresor planuje zniszczyć rosyjskie statki na Morzu Czarnym. Planom tym może przeszkodzić wywiad radiowy i kosmiczny, a także trzystopniowy system obrony. Opowiemy, jak można to zrobić (chociaż tak się nie stanie).

Marynarka Wojenna Stanów Zjednoczonych przygotowuje się do przetestowania pocisku przeciwokrętowego dalekiego zasięgu AGM-158C (LRASM) w wersji 1.1 w rzeczywistych warunkach bojowych. Taka informacja pojawiła się w niedawno opublikowanym rocznym raporcie Biura Testów Operacyjnych i Oceny Pentagonu. 

Ten pocisk o zasięgu do 950 kilometrów jest w niektórych miejscach nazywany „zabójcą” rosyjskiej Floty Czarnomorskiej. 

Moim zdaniem to bardzo buńczuczne stwierdzenie. Aby spróbować przeanalizować realizm takiej oceny, konieczne jest ustalenie, o jakim rodzaju pocisku mówimy i jaki jest jego prawdziwy potencjał.

„Inteligentny” pocisk do pracy zespołowej na celach

Pociski przeciwokrętowe LRASM AGM-158C zostały przyjęte przez flotę lotniczą USA i nadal są produkowane w małych seriach, a także testowane na samolotach B-1B i F/A-18 i są dopracowywane na podstawie wyników testów. Uważa się, że B-1B będzie w stanie przenosić 24 pociski LRASM, a dodatkowo ich użycie będzie możliwe z innych strategicznych lotniskowców Sił Powietrznych USA: B-52 i B-2.

Pociski są wyposażone w wystarczająco potężną, penetrującą, silnie wybuchową głowicę odłamkową o wadze 454 kg, która w przypadku udanego trafienia może zniszczyć dowolny niewielki statek klasy korwety lub mniejszy, a przynajmniej go unieruchomić. W przypadku większych okrętów klasy fregaty lub krążownika wszystko będzie raczej zależało od szczęścia, ale z dużym prawdopodobieństwem okręt nie będzie już pełnowartościową jednostką bojową.

Zatem w przypadku udanego ataku z powietrza para strategicznych lotniskowców rzeczywiście będzie w stanie uderzyć w praktycznie wszystkie okręty rosyjskiej Floty Czarnomorskiej, których jest obecnie około pięćdziesięciu.

Pocisk AGM-158C jest „inteligentny” i ma dość zaawansowany system naprowadzania, który łączy w sobie precyzyjnego autopilota i podsystem niezależnego wyszukiwania, identyfikacji i grupowego nakierowania pocisków na cel. Pociski AGM-158C, podobnie jak radzieckie pociski przeciwokrętowe „Granit”, mogą „porozumiewać się” między sobą, w jaki sposób i jaki cel zaatakować. Mogą również rozdzielać cele między sobą w grupie statków, aby zagwarantować zniszczenie najważniejszych obiektów. Ponadto „inteligentny” pocisk może zakłócać działanie systemów obrony powietrznej i wykonywać manewry przeciwrakietowe.

Do gry wchodzą S-300 i S-400

Oczywiście przeciwdziałanie nowoczesnym wyrafinowanym systemom niszczenia musi być złożone. Jak zorganizować obronę powietrzną nowoczesnej floty? Najlepszą obroną jest zapobieganie atakom z dużej odległości. Idealnie byłoby uderzyć w samoloty niosące pociski AGM-158C przed ich odpaleniem, ale w warunkach czarnomorskich długie podejścia są nad terytorium innych krajów i poza strefami obrony powietrznej rosyjskiej floty.

W związku z tym konieczne jest zapobieganie nalotowi grupowemu stosunkowo dyskretnych aparatów loticzych - pocisków AGM-158C. Łatwiej będzie odeprzeć potężne uderzenie z zaskoczenia, jeśli wie się o nim z wyprzedzeniem - w związku z tym trzeba zapewnić wywiad radiowy i kosmiczny oraz, jeśli to możliwe, nie przegapić przygotowania operacji uderzeniowej.

Mowa o kontroli intensywności łączności radiowej, monitorowaniu działalności amerykańskich baz lotnictwa strategicznego i samolotów-cystern, a także o wykrywaniu innych pośrednich oznak zbliżającej się operacji strategicznych sił powietrznych. W tym celu należy zaangażować centrum wywiadu radiotechnicznego Floty Czarnomorskiej znajdujące się na Krymie.

Kolejnym najważniejszym zadaniem będzie pokonanie atakujących pocisków rakietowych w odległości 200-500 kilometrów od baz rosyjskiej floty. Zostanie ono rozwiązane przy pomocy myśliwców Su-35 i Su-30 rozmieszczonych na Krymie i w Kraju Krasnodarskim, a także przy pomocy systemów obrony powietrznej S-400. Pomimo ich niewidzialności, duża liczba pocisków z pewnością zostanie zniszczona w drodze do głównych sił floty, które w czasie pokoju znajdują się w swoich bazach lub kursują między bazami.

W odległości mniejszej niż 150 kilometrów do gry wejdą systemy obronne okrętów floty. We Flocie Czarnomorskiej znajduje się krążownik rakietowy „Moskwa” z systemem obrony powietrznej S-300F o zasięgu do 150 kilometrów i trzy najnowsze fregaty projektu 11356R z przeciwlotniczymi zestawami rakietowymi „Sztil-1” o zasięgu 50 km. Na tej linii pewna liczba atakujących pocisków prawdopodobnie również zostanie zniszczona.

Na ostatniej linii rosyjskiej obrony na agresora czekać będą przeciwlotnicze systemy samoobrony okrętów oraz szybkie wielolufowe karabiny szturmowe AK-630, "Pancyr-M", "Pałasz" i "Kortik". AGM-158C to pociski poddźwiękowe o prędkości lotu 700-1000 km/h, a zatem należą do dość przystępnych celów dla systemów obronnych ostatniej linii.

Oczywiście statki muszą być gotowe do obrony. Współczesna walka rozgrywa się błyskawicznie: przy prędkości lotu 1000 km/h ostatnie trzy kilometry do chronionego statku pocisk doleci w ciągu 11 sekund, a jeśli systemy obrony bojowej nie będą w gotowości bojowej, jest ryzyko, że „prześpią wojnę", dlatego systemy walki bliskiej linii muszą oczekiwać wroga.

Rosjanie „schowają” swoje statki

Ważną rolę mogą odegrać systemy walki elektronicznej i kamuflażu statków z wykorzystaniem systemów zagłuszających, takich jak „Diwnomorie”, „Moskwa-1” czy mobilne kompleksy „Krasucha”, które w razie potrzeby zostaną rozmieszczone w dowolnym miejscu. Organizacja takiej obrony prawdopodobnie pozwoli „ukryć” okręty floty przed systemami naprowadzania rakiet. Być może uda się zakłócić nawigację rakietową, jeśli rakiety zostaną skorygowane zgodnie z danymi nawigacji satelitarnej - uważa się, że Rosja również ma takie systemy i oczywiście można je wykorzystać do ochrony floty.

Oczywiście rozważamy sytuację całkowicie hipotetyczną, toteż nie wychodzimy poza teatr działań wojennych nad Morzem Czarnym. Oczywiste jest, że w rzeczywistości taki atak z zaskoczenia jest prawie niemożliwy, jeśli nie jest to początek wielkiej wojny z gwarantowanym użyciem broni jądrowej. Z tego powodu wszystkie rozmowy o „zabójcach” tej czy innej floty to dobry sposób na zwrócenie uwagi na tekst i nic więcej. Mam nadzieję, że nam też się to udało.

Poglądy i opinie zawarte w artykule mogą być niezgodne ze stanowiskiem redakcji.

Zobacz również:

Rosyjski statek towarowy zatonął na Morzu Czarnym u wybrzeży Turcji
Katastrofa statku na Morzu Czarnym: ocalony Rosjanin mówi o możliwych przyczynach
Tagi:
Marynarka Wojenna, pociski, USA, technologie, sprzęt wojskowy, Rosja, Flota Czarnomorska, Morze Czarne, flota
Standardy społecznościDyskusja
Komentarz przez SputnikKomentarz przez Facebook
  • Komentarz