Piszą dla nas
Krótki link
Autor
101821
Subskrybuj nas na

To były naprawdę przygnębiające relacje telewizyjne. Setki starszych osób w całym kraju stało na mrozie, od świtu (jeszcze szarego) pod przychodniami. Co bardziej zapobiegliwi zjawili się tam poprzedniego popołudnia aby „zapisać się na społeczną listę kolejkową”. A potem odchodzili z niczym, bo terminy szczepień „już się wyczerpały”.

Takie obrazki mogą pamiętać tylko dorośli z lat PRL-u. Kolejki po meble, pralki, cytryny... Jak to się kiedyś mówiło: przecież człowiek wylądował już na księżycu a my tu wrastamy w ziemię...

Kampania z tajemnicą w tle

Rządzący od tygodni prowadzili kampanię zachęcającą do szczepienia przeciw Covid-19. Czasami straszyli opornych jakimiś wykluczeniami w życiu publicznym. A prezydent opowiadał, że u najważniejszego prezydenta załatwił dodatkowe szczepionki.

Propagandowa histeria zacięła się za chwilę, gdy ogłoszono, że prokuratorzy i pracownicy skarbówki będą w kolejce lepsi od starców, medyków, podopiecznych domów opieki – faktycznej wylęgarni pandemii. W końcu wyznaczono termin, podano numer infolinii i... wygoniono siedemdziesieciolatków z domów. Bo szybciej było podreptać do swojej przychodni niż gdziekolwiek się dodzwonić.

Daremny trud. Szczęśliwcy (oczywiście znający się na internecie – czyli wnuki tych, którzy mieli się załapać na termin) łączyli się z terminalami zapisów już po czwartej rano, choć oficjalną godziną rozpoczęcia akcji miała być 6 rano. Jak to było możliwe – minister z kancelarii premiera publicznie nie potrafił wyjaśnić.

Tymczasem jak ustalił portal Onet, już 19 lutego, szpitale węzłowe, prowadzące punkty szczepień, otrzymały taki komunikat z Ministerstwa Zdrowia: „Z uwagi na ograniczenie dostaw szczepionek przez Pfizer uprzejmie proszę o usunięcie do jutra (20.01), do godz. 12.00, z systemu e-Rejestracji wszystkich wolnych terminów w Państwa grafikach w pierwszych 2 tygodniach szczepień populacyjnych tj. za okres 25.01 – 7.02”. Czy można dopuścić myśl, że rządowi propagandyści robili z ludzi idiotów? Na portalu lekarze pytają: skąd rząd wie, że w następnych podawanych terminach szczepionek już będzie pod dostatkiem? Mamy wrażenie, że za tymi datami nie stoi jakaś konkretna wiedza, tylko są to zupełnie przypadkowo rzucone terminy. A jeżeli dalej będą problemy ze szczepionkami, to się zrobi kolejną konferencję i przesunie się wszystko na kolejne daty...

Zdaniem medyków to jest chaos organizacyjny. Rząd chce wszystko robić sam (oczywiście dla słupków wyborczych) zamiast oddać to samorządom, a najlepiej lekarzom podstawowej opieki. Każdy z nich ma maksymalnie dwa tysiące pacjentów, bo ustawowo więcej mieć nie może. Ilu z nich to ludzie w wieku 70-80 lat? Kilkudziesięciu? Zadzwonienie do nich i umówienie na wizytę w ich własnej przychodni uprościłoby sprawę i ludzie nie musieliby jeździć do innych miast, by się zaszczepić. Taką propozycję, przykładowo, złożyła operatorka mieszkańcowi Bydgoszczy – zapraszała do najbliższego miejsca z zapasami medykamentu – 300 kilometrów od domu. Racje medyków potwierdzają doświadczenia sprzed lat.

Pandemia we Wrocławiu

Czarną ospę przywiózł do Wrocławia latem 1963 roku oficer wywiadu po podróży służbowej do Indii. Cztery dni po wylądowaniu zaczął się skarżyć na dreszcze, wysoką gorączkę i wykwity skórne podobne do trądziku.

Wrocławski lekarz stwierdził malarię, ale dla pewności skierował go do gdańskiego Zakładu Medycyny Tropikalnej. Niestety, tamtejsi specjaliści ograniczyli się do potwierdzenia rozpoznania i nie dostrzegli, że pacjent oprócz malarii choruje na znacznie groźniejszą ospę. Stan alarmowy we Wrocławiu ogłoszono 47 dni po pierwszym zachorowaniu. Śmiercionośne wirusy zostały już rozwleczone po całym Wrocławiu i województwie.

Pojedyncze przypadki zdiagnozowano wkrótce także w Opolu, Gdańsku i województwie łódzkim.

Flaga Polski w Warszawie
© AP Photo / Alik Keplicz
Dosłownie z dnia na dzień rozpoczęto akcję powszechnego (początkowo dobrowolnego) szczepienia w przychodniach, a potem także w zakładowych ambulatoriach w całym województwie wrocławskim. Szczepiono od godz. 9 do 20. Zachęcano zwłaszcza osoby, które nigdy nie szczepiły się przeciwko ospie. W ciągu dwóch pierwszych dni zaszczepiło się aż 100 tysięcy mieszkańców Wrocławia. Ponieważ nie wszyscy chcieli się zaszczepić, wprowadzono w mieście przymus. Kierownictwa zakładów pracy oraz administracje domów mieszkalnych musiały sporządzać imienne listy osób, które od szczepienia się uchylały. A niezaszczepionym nie wolno było korzystać z transportu zbiorowego ani indywidualnego. Posterunki MO rozstawione przy drogach wylotowych z Wrocławia kierowały niezaszczepionych podróżnych od razu do polowych punktów szczepień.

Uchylającym się od obowiązku groziła kara do trzech miesięcy aresztu lub grzywna - do 4,5 tys. zł (dobra pensja), a w przypadku zachorowania i zakażenia kolejnej osoby - 15 lat więzienia!

W szczycie epidemii punkty szczepień codziennie obsługiwały do 8 tysięcy osób. Gdy w pewnym momencie szczepionek zabrakło, ściągnęło ponad milion dawek ze Związku Radzieckiego. W efekcie zaszczepiono 98 proc. mieszkańców Wrocławia. Jednocześnie wprowadzono obowiązkowe szczepienia przeciw ospie w całej Polsce, W sumie zaszczepiono osiem milionów Polaków w niecałe dwa miesiące, a masowa akcja poskromiła wirusa.

Pamiętajmy – bez telefonów komórkowych (a i „drucianych” było niewiele), internetu i przy dość marnym stanie służby zdrowia. W ocenach niewątpliwego sukcesu podkreśla się, że było to zasługą władz lokalnych, które nie czekając na odgórne dyrektywy (wtedy modne i obowiązkowe) robiły swoje. I nie liczyły na głosy wyborców...

To można było policzyć

Dziennikarze portalu OKO.press wykonali robotę za rządzących i dokładnie policzyli jak to ze szczepionkami jest. Już na początku miesiąca sugerowali, że szczepionek dla siedemdziesięciolatków zabraknie. Choćby dlatego, że medyków (którzy powinni być kłóci w pierszej kolejności) jest o 300 tysięcy więcej niż obliczał rząd.

A już dużą dezynwolturą decydentów było zaproszenie ponad 3 milionów osób w wieku 70-79 lat do zapisów na szczepienia, choć wiedzieli, że w I kwartale dla tej grupy zostało jedynie 1,2 mln szczepionek. Na dodatek nie doszacowali liczby uprawnionych (jak to możliwe w dobie komputerowej?).

Gdyby wzięli liczydła to by wyszło, że szczepiąc rocznik po roczniku – od stulatków, których żyje w Polsce ponad trzy tysiące – można by objąć akcją tylko ludzi, którzy już skończyli 74 lata. I to przy założeniu, że raptem 60 procent z nich zechce się zaszczepić. Propaganda (teoretycznie słuszna) spowodowała dużo większy napływ chętnych i gigantyczne poniżenie seniorów. 22 stycznia zdołało zarejestrować się 1,05 mln osób w wieku 70-79 lat. Na samym początku pierwszego dnia rejestracji zostało jedynie 150 tys. miejsc dla pozostałych 2,1 mln uprawnionych, jedno miejsce na 14 osób. A pamiętajmy, że rejestracja wciąż była otwarta dla osób 80 plus. Wszyscy ci muszą poczekać do następnego kwartału. Życzymy zdrowia.

Apelujemy do seniorów, aby nie szli do przychodni. Rozdysponowane zostały już wszystkie szczepionki do 31 marca – szcerze wyznał w telewizji minister, szef kancelarii premiera.

Poglądy i opinie zawarte w artykule mogą być niezgodne ze stanowiskiem redakcji.

Zobacz również:

Dostawa szczepionki Moderna do Polski została odwołana
Ukraiński polityk krytykuje władze za stanowisko wobec rosyjskiej szczepionki „Sputnik V”
Norweski dziennikarz opowiedział o swoim szczepieniu preparatem „Sputnik V”
Tagi:
Polska, szczepionka
Standardy społecznościDyskusja
Komentarz przez SputnikKomentarz przez Facebook
  • Komentarz