18:23 05 Marzec 2021
Piszą dla nas
Krótki link
Autor
12552
Subskrybuj nas na

Timothy Snyder jest ulubieńcem polskich mediów, jako iż jest amerykańskim profesorem, który bardzo przyzwoicie mówi po polsku – co wielu polskim dziennikarzom zdaje się jakoś schlebiać. Może schlebiałoby im mniej, gdyby wiedzieli, że Snyder mówi w 5 europejskich językach, a czyta w 10, więc Polska nie jest w jego życiu taka strasznie wyjątkowa.

I, co gorsza, wykazuje rozumienie polskiej historii na poziomie Ronalda Reagana. Co jest pewnym problemem w przypadku historyka specjalizującego się w Europie Wschodniej.

Prawda czasu i prawda Snydera

We wtorek Snyder przeleciał przez TVN24 i Polsat News opowiadając o swojej nowej książce, w której, na podstawie własnego doświadczenia z chorowaniem, tłumaczy Amerykanom, że niezdrowo jest, kiedy zdrowie jest towarem – z czym trudno się nie zgodzić.

Ale przy okazji podzielił się swoimi refleksjami na temat Trumpa – i trudno to uznać za refleksje historyka. Raczej entuzjasty jednej z partii, który gwałtownie pożąda pognębienia drugiej.

Snyder z bezrefleksyjnym entuzjazmem odnosi się nie tylko do koncepcji impeachmentu przegranego prezydenta, ale w ogóle do ścigania, karania i zwalczania Trumpa, co przecież – co do tego nie ma żadnej wątpliwości – zostanie odebrane jako upokorzenie i prowokacja przez dziesiątki milionów jego zwolenników. Snyder zachęca demokratów do pogłębiania podziałów w Amerykańskim społeczeństwie w ramach tego, że „są wartości obiektywne na świecie, i kluczową wartością jest prawda”.

Na ostrożnie sformułowane, acz dość oczywiste stwierdzenie red. Mikruty z Polsatu – „dla jednych będzie to proces sprawiedliwości, ale dla bardzo wielu innych będzie to po prostu akt zemsty” – wybitny historyk odpowiada dziarsko, że „nie ma cudownych leków na wszystkie podziały”, ale „bardzo nam potrzebna jest prawda” – i zaraz dodaje ilustrację: „To jest trochę jak dylemat Polaków wobec komunizmu: musimy mieć prawdę o tym, co się stało. Jeżeli jest prawda, to potem mogą być dyskusje społeczne o tym, jak możemy budować znowu naród”... I jeszcze uzupełnia stwierdzeniem, że proces impeachmentu Trumpa „jest jak najbardziej niezbędny, bo to jest zdrada narodowa na skalę Jaruzelskiego, stanu wojennego”.

Republikanie jak ZOMO

Dyskusja na temat tego, czy stan wojenny był „zdradą narodową” – czy też przeciwnie, ochronił naród przed straszliwą hekatombą bratniej interwencji – toczy się w Polsce od 40 lat, i ciągle jeszcze więcej Polaków przychyla się do tej drugiej wersji. Mimo prostackiej propagandy, uprawianej przez ideologów z IPN, a także, jak widać, wybitnych amerykańskich historyków, ukształtowanych przez schyłkową epokę zimnej wojny.

I doprawdy, trudno wskazać lepszy przykład na to, jak nie należy „budować znowu narodu”, niż ta właśnie jednostronna historyczna propaganda, wykluczająca tę połowę społeczeństwa, która dziś ma o PRL dobre zdanie (44 proc. – wobec 46 proc. ocen negatywnych wg badań CBOS).

Doskonała większość Polaków żyjących w latach 1945-1989 uznawała Polskę Ludową za swoją ojczyznę, uczyła się, pracowała, miała rodziny i nie siedziała w kazamatach – a dziś słyszy, że powinna się tego wstydzić, bo inaczej będzie stała tam, gdzie stało ZOMO. To zaiste świetnie robi na budowanie narodu od nowa.

To, że ktoś mówi po polsku – to wcale nie znaczy, że po polsku rozumie. 

Poglądy i opinie zawarte w artykule mogą być niezgodne ze stanowiskiem redakcji.

Zobacz również:

Trump o impeachmencie: Polowanie na czarownice, nie chcemy przemocy
Trump zakazuje transakcji z chińskimi firmami wojskowymi
Trump nie ułaskawił Assange’a i Snowdena
Standardy społecznościDyskusja
Komentarz przez SputnikKomentarz przez Facebook
  • Komentarz