Piszą dla nas
Krótki link
Autor
158717
Subskrybuj nas na

Kiedy trybunał mgr Przyłębskiej ogłosił swój wiekopomny wyrok i dziesiątki tysięcy ludzi wyszły na ulicę, dr Jacek Sokołowski z UJ zaproponował oryginalną tezę: protesty nie są reakcją na zmianę przepisów aborcyjnych, lecz na symboliczne odrzucenie przez władzę gry pozorów. Teraz, 3 miesiące później, okazuje się, że miał absolutną rację.

Jacek Sokołowski kieruje Centrum Badań Ilościowych nad Polityką Uniwersytetu Jagiellońskiego, toteż posiada spore instrumentarium do zrozumienia, o co chodzi w masowych zachowaniach Polaków. W swojej opublikowanej w „DGP” analizie proponował następującą interpretację obecnego aborcyjnego konfliktu między władzą i społeczeństwem: przez pierwsze 30 lat demokracji w Polsce panowała swoista zmowa.

Nie wolno czy nie można?

Udajemy, że jesteśmy konserwatywni i wierzący – zakazujemy aborcji, obchodzimy religijne święta, bierzemy kościelne śluby i chrzcimy dzieci – ale tak naprawdę żyjemy po swojemu. Młodzi zaczynali współżycie bardzo wcześnie i na pewno nie po ślubie, pary mieszkały ze sobą „na kocią łapę”, ludzie wielokrotnie w życiu zmieniali partnerów i stosowali antykoncepcję, a aborcja była – tak naprawdę – powszechnie dostępna: czy to w formie podziemia, czy turystyki, czy – najczęściej – prywatnego importu tabletek RU-486.

Istota „kompromisu aborcyjnego” polegała nie na tym, że ustawa dopuszczała trzy wyjątki od zakazu aborcji – ale na tym, że nielegalna aborcja nie była ścigana. Nieściganie kobiet było zapisane w samej ustawie („nie podlega karze matka dziecka poczętego”), a praktyka była taka, że, mimo możliwości prawnej płynącej z art. 152 KK – przerwanie ciąży za zgodą kobiety, z naruszeniem przepisów ustawy lub pomoc w takiej aborcji, do 3 lat więzienia – również pomagający nie byli nadmiernie narażeni na odpowiedzialność karną.

Ostatni ruch w kierunku zaostrzenia przepisów oznaczał, że „rządzący powiedzieli ludziom: dość tego udawania, teraz będziecie konserwatywni naprawdę” – pisał Sokołowski – „Wyrok TK potraktowano jak zapowiedź władzy, że właśnie zmieni się ta istota sprawy.

Ludzie odebrali go jako zagrożenie, że »nie wolno« zostanie przekształcone w »nie można«. Skoro więc nie chcecie pozwolić nam żyć w dwójmyśleniu (które nie jest dla nas wygodne, ale pozwala nam pogodzić przywiązanie do tradycji z naszym prawdziwym stylem życia), tylko chcecie nam przykręcić śrubę, to my wam teraz pokażemy”.

Wydany na tydzień przed publikacją orzeczenia TK wyrok sądu okręgowego w Koninie jest pierwszą jaskółką wskazującą, jak dalece trafna jest społeczna interpretacja ostatnich decyzji władzy w sprawie aborcji.

Więzienie za przyzwoitość

SO w Koninie skazał właśnie na pół roku bezwzględnego więzienia mężczyznę, który dał swojej dziewczynie 100 euro na tabletki aborcyjne.

Martyna W. z Orchowa w powiecie słupeckim miała 19 lat, kiedy wpadła ze swoim facetem, Robertem L., który miał lat 35. Jak zeznawała w sądzie, najpierw postanowiła urodzić, ale później zmądrzała i zarządziła internetowy zakup Mifepristonu i Misoprostolu – standardowego koktajlu aborcyjnego – za które Robert uczciwie zapłacił. Organizm dziewczyny zareagował nieco zbyt gwałtownie – a może ona sama okazała się nieco zbyt histeryczna – i wprawdzie skutecznie pozbyła się zarodka, ale z bólem brzucha trafiła do szpitala w Strzelnie, skąd jakaś nawiedzona lekarka doniosła na policję. Dziewczyna – zapewne nie za mądra i nieświadoma swoich praw – zamiast odmówić zeznań, wsypała partnera, który, znów uczciwie, przyznał się do zapłacenia za tabletki. Sąd wlepił mu pół roku bezwzględnego więzienia z z art. 152 KK.

Sędzia Robert Kwieciński ogłosił, iż „wina oskarżonego nie budzi wątpliwości” ponieważ „jest 16 lat starszy od Martyny W., miał większe doświadczenie życiowe i wpływ na decyzję”, a „ponadto był sześciokrotnie karany”.

Tymczasem to wszystko są rzeczy, które – w opinii większości społeczeństwa – dobrze świadczą o mężczyźnie. Jeśli rzeczywiście namówił młodą dziewczynę, nastolatkę, żeby nie niszczyła sobie życia nieplanowaną ciąża, zanim znajdzie pracę, mieszkanie, jakiś pomysł na siebie – to wyświadczył przysługę jej i ludzkości. A jeśli do tego był już kilka razy karany – to doprawdy rzadki dowód na skuteczność resocjalizacji naszego systemu karnego.

Facet – jak można wnioskować z sześciu wyroków, nieszczególnie poważny życiowo – zachował się jak dorosły człowiek, wziął odpowiedzialność za swoje czyny, pomógł partnerce, która potrzebowała pomocy. I uczciwie – mimo, iż w procedurze karnej nie był nowicjuszem – przyznał się do tego, co zrobił.

Morał z tej historii, dla wszystkich mężczyzn w wieku rozrodczym, którzy niechcący zrobią dziecko kobiecie niebędącej ich żoną, jest następujący: oddalcie się prędziutko, nie oglądając się za siebie. Obecnie w Polsce jest ponad 300 tysięcy dłużników alimentacyjnych, więc nawet jak kobieta wywalczy w sądzie alimenty – i tak niewiele z tego wynika. Ale jeśli uczciwie zapłacicie za jedyne sensowne rozwiązanie problemu – grozi wam więzienie.

Koszty lotu prezesa

Zmiana przepisów antyaborcyjnych dokonana przez trybunał mgr Przyłębskiej ma więc zasięg znacznie szerszy, niż wyeliminowanie tysiąca przypadków legalnej aborcji rocznie. Oznacza wypowiedzenie umowy społecznej, stwierdzającej, że zakaz aborcji jest umowny; rzeczywiste pozbawienie kobiet możliwości decydowania o własnym macierzyństwie – w zgodzie z prawem, czy też wbrew niemu.

Rządzący Polską starzec, zahibernowany w ukształtowanej pół wieku temu koncepcji, iż „Kościół katolicki jest depozytariuszem i głosicielem powszechnie znanej w Polsce nauki moralnej; nie ma ona w szerszym społecznym zakresie żadnej konkurencji” kompletnie odleciał.

Za ten odlot zapłacą młode kobiety, ich partnerzy, całe społeczeństwo.

Jedyna nadzieja w tym, że pokolenie, którego świadomość kształtuje się dziś na ulicach – skutecznie odwróci się od Kościoła kat., który trafnie oskarża o odpowiedzialność za nowe nieludzkie prawo.

Wypisze się z religii, nie będzie chodzić do Kościoła nawet „koło Wielkiejnocy”, nie będzie brać ślubów kościelnych i nie ochrzci swoich dzieci, jeśli zechce je mieć. I już nigdy nie zagłosuje na służalczych wobec Kościoła bigotów.
Trochę to potrwa – ale owoce szaleństwa Kaczyńskiego zbiorą jego ideowi następcy.

Poglądy i opinie zawarte w artykule mogą być niezgodne ze stanowiskiem redakcji.

Tagi:
PiS, Jarosław Kaczyński, Rząd RP, protesty, aborcja, Trybunał Konstytucyjny, kościół, Polska
Standardy społecznościDyskusja
Komentarz przez SputnikKomentarz przez Facebook
  • Komentarz