21:37 05 Marzec 2021
Piszą dla nas
Krótki link
Autor
0 141
Subskrybuj nas na

Rząd przyjął właśnie uchwałę w sprawie „Polityki energetycznej Polski do 2040 r.". Ma ona opierać się na trzech filarach: sprawiedliwej transformacji, zeroemisyjnym systemie energetycznym oraz dobrej jakości powietrza – cokolwiek to znaczy.

Jednocześnie ogłoszono, że dwaj ministrowie tego rządu nie poparli uchwały. W normalnej pragmatyce demokratycznej tacy ministrowie podają się do dymisji, a premier ją przyjmuje. Ale nie tym razem. W kuluarach mówi się, że posłowie (i ministrowie) z partnerskiego ugrupowania protestują przeciw przyspieszniu, ustalonemu na forum UE, likwidacji kopalń. Ten protest zbiega się z różnymi informacjami o próbach... uruchamiania nowych kopalń węgla kamiennego i brunatnego.

Czyżby w rządzie powstawało lobby na rzecz ratowania węgla wbrew obrońcom klimatu, sensowi ekonomicznemu i wcześniejszym podpisom w Brukseli?

Taka mała z dobrym paliwem

W czasach, gdy w europejskiej i światowej energetyce dominują dyskusje o odchodzeniu od węgla, w Polsce wydana została nowa koncesja, zezwalająca na wydobycie tego surowca. Dostała ją w listopadzie 2020 roku spółka „Brzezinka”, która planuje budowę kopalni w Mysłowicach. Harmonogram zakłada, że prace projektowe i budowa kopalni mogą być prowadzone nawet przez dziewięć lat, a wydobycie ruszy najpóźniej w 2029 roku.

Właściciele szacują, że kopalnia będzie działała maksymalnie 20 lat, po czym w ciągu kolejnych pięciu lat zostanie przeprowadzona jej likwidacja. Zasoby węgla do wydobycia firma szacuje na 26 mln ton. „Brzezinka” ma wydobywać 1,5-3 mln ton węgla rocznie. Ciekawostką jest zamierzenie, aby wydobywać tylko na zamówienie – bez składowania węgla na zwałach. To może być niezła gimnastyka logistyczna.

Koszt budowy zakładu wydobywczego „Brzezinka” szacuje na ok. 2 mld zł, a przez ostatnie dziewięć lat na prace poszukiwawcze i przygotowawcze spółka wydała kilkadziesiąt milionów złotych. Oczywiście ktoś musiał wspierać przedsięwzięcie, tropy wiodą do inwetorów amerykańskich. Jak mówią właściciele spółki – są na świecie instytucje międzynarodowe „skłonne płynąć pod prąd” i finansować mało popularne projekty.

Śmiałe założenia znajdują odbiorcę węgla tu wydobywanego w prowincjonalnych gospodarstwach domowych. Paliwo ma być najwyższej jakości, spełniające obowiązujące normy kaloryczności, zawartości siarki i popiołu. Węgiel takiej jakości wykorzystywany jest w Polsce (choć przecież nie wszędzie) do ogrzewania domów indywidualnych. To niemały rynek – 10-11 mln ton rocznie, z czego ok. 60 procent zapewniają kopalnie krajowe, a 40 procent dostawcy zza granicy, głównie z Rosji, Kolumbii i Kazachstanu – wyjaśniają pomysłodawcy. Do wielu miejsc gaz ziemny nie dotrze, a ogrzewanie elektryczne jest drogie i zawodne podczas srogiej zimy. Pozostają piece węglowe – oczywiście te nowoczesne.

Na razie brak sygnałów okolicznych mieszkańców – co myślą o takiej inwestycji. Są za to protesty w innych miejscach, gdzie planowane są budowy kopalń.

Groźne szkody

Polska Grupa Górnicza chce uruchomienia wydobycia w złożu Imielin-Północ, niedaleko Bierunia (teoretycznie oddział kopalni Piast-Ziemowit, ale w praktyce nowa kopalnia). Kilka lat temu aktywiści chcący chronić ten teren mówili tak: w Imielinie od 2000 roku powstały dwie nowe hale, biblioteka, nowe drogi i wiele domów. To jest ładne i zielone, dziewięciotysięczne miasto na Śląsku i chcieliśmy, żeby zostało utrzymane w takim stanie; nie chcemy być drugim Bytomiem (symbolem ogromnych zniszczeń przez szkody górnicze – zapadanie się domów i jezdni). Wtedy zapewniano, że tu nie będzie kopalni.

Dziś pomysł fedrowania w tym miejscu jest mocno forsowany przez państwową spółkę.

Wydobycie miałoby być prowadzone na trzech pokładach, jeden z nich przebiega 180 metrów pod ziemią, czyli bardzo płytko. Górnicy pracowaliby pod dwoma zbiornikami wody pitnej oraz domami, które nie są odpowiednio zabezpieczone przed szkodami górniczymi. Zagrożony byłby także gazociąg. Szkody mogłyby objąć prawie połowę powierzchni miasta. Tym większe, że technologia wydobycia ma być „na zawał” – górnicy zabiorą cały węgiel, potem maszyny, a potem korytarze będą się zapadać. Podobnie jak ziemia na powierzchni ... Na razie urzędnicy od ochrony środowiska zablokowali pomysł. Ale przecież to tylko lokalni urzędnicy ...

Zniszczenie unikatowej przyrody

Prawie 500 kilometrów dalej, na Lubelszczyźnie, o wydobycie węgla ze złoża „Sawin” stara się inwestor rodem z Australii. Złoże ma 137 km kw, do wydobycia jest 288 mln ton węgla, a kopalnia mogłaby działać przez 51 lat. To trochę zaskakujące biorąć pod uwagę ustalenia unijne i naszego rządu o wcześniejszym zakończeniu w Polsce wydobycia czarnego złota. „Kangurom” nikt nie broni inwestować w Polsce, ale próby niszczenia Poleskiego Parku Narodowego to już trochę za dużo.

Przyroda tu żyjąca jest unikalna na skalę europejską i światową ( co zapisano w stosownych dokumentach ONZ). To tereny bagienne i torfowiskowe. Jeżeli zaczną fedrować woda opadnie i już nigdy nie powróci do poprzedniego stanu. Odlecą ptaszki, które tylko tu można obserwować, a zagrożone wyginięciem żółwie błotne (jedyne tak duże skupisko w kraju) zakończą życie.

Wysuszony torf będzie emitował do atmosfery (podobnie jak na Sybierii – ale tam nic się nie da zrobić) dwutlenek węgla – którego mamy po gardło. I po co to, skoro podobno chcemy rezygnować z wydobywania węgla?

To się zapadnie

Na terenie Rybnika pewna firma chce zainwestować 8 miliardów złotych, i jak obiecuje dać pracę trzem tysiącom osób. A nawet wybudować średniej wielkości elektrownię. Aby to zrealizować trzeba dorwać się do złoża „Paruszowiec” czyli zbudować nową kopalnię. Początkowo niektórzy patrzyli nawet przyjaznym okiem na te pomysły, ale potem oczy przetarli. Inwestycja miałaby objąć kilka dzielnic Rybnika i gmin ościennych. Jak dzisiaj mówią protestujący – dopiero po poznaniu dokładnych planów górniczych wyszło, że straty dla tu żyjących będą ogromne. Nie dość, że dymiące kominy elektrowni, hałdy węgla obok to jeszcze najważniejsze: szkody górnicze. Według kopalnianych planów mają dotknąć kilkuset domów.

Ale my tu mieszkamy i nie chcemy patrzeć jak nasze domy zapadają się o kilkanaście metrów

– opowiadają lokalnej prasie.

O 10 metrów może zapaść się teren, po którym biegnie linia kolejowa Rybnik-Katowice. Zagrożony może być również pobliski park krajobrazowy. Kopalni sprzeciwiają się też lokalni przedsiębiorcy, którzy mają tutaj swoje firmy i małe fabryki, bo „grunt może im się usunąć spod nóg”.

Kto tu wygra

Na pytanie skąd dzisiaj biorą się pomysły na budowę nowych kopalń węgla kamiennego (także kolejnych odkrywek węgla brunatnego), kiedy zgodnie z dyrektywami unijnymi mamy zmniejszać używanie tego paliwa w energetyce i domach, odpowiada zapis we wspomnianej na początku uchwale. Mówi on o „ochronie udokumentowanych złóż kopalin oraz racjonalnej gospodarce eksploatowanych złóż, prowadzeniu prac poszukiwawczych i rozpoznawczych oraz udostępnianiu nowych obszarów wydobywczych, jeśli to uzasadnione ekonomicznie, społecznie i środowiskowo – wdrażanie innowacji wydobycia surowca”.

To chyba oznacza: wy tam sobie walczcie o lepszy klimat, a my będziemy robić swoje...

Poglądy i opinie zawarte w artykule mogą być niezgodne ze stanowiskiem redakcji.

Zobacz również:

12 kopalń na Śląsku wstrzymało wydobycie. Związkowcy przeciwni
Czy „Zielony Ład” zadecyduje, kiedy zamkną ostatnią kopalnię?
Jest porozumienie z górnikami. Koniec kopalń nastąpi w 2049 roku
Po Czechach Niemcy: kolejna skarga do KE na polską kopalnię odkrywkową Turów
Wirus absurdu szaleje
Tagi:
ONZ, Rosja, energetyka, UE, górnictwo, węgiel, kopalnia, Polska
Standardy społecznościDyskusja
Komentarz przez SputnikKomentarz przez Facebook
  • Komentarz