Piszą dla nas
Krótki link
Autor
20322
Subskrybuj nas na

Jednym z pierwszych dekretów nowy prezydent USA Joe Biden zniósł zakaz służby w siłach zbrojnych osób transpłciowych, wprowadzony przez jego poprzednika Donalda Trumpa. Teraz Amerykanie, którzy zmienili płeć, na równi z innymi przedstawicielami mniejszości seksualnych, znów będą mogli swobodnie przywdziać mundury.

Stara historia

Problem mniejszości seksualnych pojawił się w armii amerykańskiej stosunkowo niedawno - w ostatnich dziesięcioleciach. Wcześniej tę delikatną kwestię rozwiązano w dość prosty sposób: podejrzewanych o homoseksualizm żołnierzy z reguły bez zbędnych ceregieli wysyłano do cywila bez odprawy i emerytury.

W połowie lat 60. Amerykanom o nietradycyjnej orientacji seksualnej stawiano diagnozę „zaburzenia zachowania”. Kategorycznie nie pozwalano im służyć w wojsku. Dla niektórych było to na rękę. Młodzi ludzie udawali homoseksualistów, co m.in. uważano za wygodny sposób uchylenia się od służby wojskowej podczas wojny w Wietnamie.

Niemniej jednak było dość dużo przedstawicieli społeczności LGBT, którzy chcieli nosić pagony na ramieniu. O zniesieniu zakazu poważnie myślała już administracja Billa Clintona. W 1993 roku uchwalono ustawę „Nie pytaj, nie mów” (Don’t ask, don’t tell; DADT), która umożliwiała homoseksualistom służenie w armii, jeśli otwarcie nie demonstrowali swoich skłonności seksualnych. Z kolei dowódcy wojskowi nie mogli zadawać pytań w kwestii seksualności swoim podwładnym.

W 2010 roku, już za Baracka Obamy, przyjęto ustawę znoszącą DADT. Wynikało to z faktu, że Pentagon przestał uważać homoseksualizm za zaburzenie psychiczne. Brak ograniczeń dla gejów i lesbijek. Nieco później dodano osoby transpłciowe, czyli takie, które z jakiegoś powodu zmieniły płeć na przeciwną.

Donald Trump w pierwszej kolejności zajął się osobami transpłciowymi: w 2017 roku zabronił im służyć w wojsku. W dekrecie wyjaśniono, że żołnierze, u których zdiagnozowano „dysforię płciową”, wymagają specjalnej opieki medycznej - leków i interwencji chirurgicznej, co negatywnie wpływa na zdolności obronne kraju.

Służące w armii osoby transpłciowe, których - według różnych szacunków - jest od półtora do sześciu tysięcy, nie zostały wydalone, ale nowych nie werbowano. Wywołało to gorące dyskusje i protesty. Działacze społeczni i aktywny personel wojskowy LGBT składali pozwy do sądów, inicjatywa Trumpa była blokowana, a Pentagon odroczył zakaz na czas nieokreślony.

Równocześnie zainicjowano cykl badań, zwołano komisje eksperckie i opracowano metody „bezbolesnego” wykluczania osób transpłciowych z wojska. W efekcie dekret wszedł w życie dopiero w 2019 roku. Trump powiedział wtedy, że decyzja została podjęta „po długich konsultacjach z dowództwem armii i ekspertami wojskowymi”.

„Rząd USA nie będzie rekrutował osób transpłciowych na żadne stanowiska w armii” - powiedział prezydent. „Nasza armia musi być skoncentrowana na miażdżących zwycięstwach i nie może być obciążona ogromnymi kosztami leczenia i zamieszaniem nieuniknionym w przypadku osób transpłciowych pełniących służbę wojskową” – podkreślił.

Gry polityczne

Jednak po wyborze na prezydenta USA Joe Bidena, wojskowe życie mniejszości, w tym osób transpłciowych, poprawia się. Zakaz Trumpa obowiązywał niecały rok - nowy szef Białego Domu podpisał niedawno dekret wykonawczy, w którym stwierdzono, że „każdy Amerykanin zdolny do służby w Siłach Zbrojnych USA ma do tego prawo”.

Waszyngton uważa, że przynależność płciowa nie powinna kolidować ze służbą wojskową, ponieważ siła Ameryki tkwi w różnorodności. Witalij Kabernik, wiodący ekspert w Centrum Studiów Wojskowo-Politycznych, twierdzi, że decyzja Bidena to przede wszystkim posunięcie wizerunkowe.

„Próby flirtowania z elektoratem mają tutaj drugorzędne znaczenie” - powiedział ekspert. - Bardzo niewielu skorzysta z nowych możliwości i przeważnie nie w celu okazania patriotyzmu – chociaż, oczywiście, będzie to przedstawiane w ten sposób - ale jako dźwigi społecznej udostępnianej przez armię Stanów Zjednoczonych: dotacje na szkolnictwo wyższe lub uprzywilejowania w karierze publicznej – wyjaśnił.

Ekspert zaznaczył, że elektorat Bidena składa się głównie nie z tych, którzy popierają inkluzywność płciową i prawa LGBT, ale z tych, którzy głosują przeciwko Trumpowi, więc nowy dekret raczej nie zwiększy popularności nowego prezydenta.

Takie radykalne kroki nie przyczynią się do dużego poparcia, ale raczej też nie sprawią, że się od niego odwrócą – ocenił Kabernik. Ważniejszy jest tu efekt medialny i głośne słowa o równości, ryzyko wyborcze jest minimalne. Niewielu jest radykalnych konserwatystów wśród wyborców Bidena – dodał.

Według najnowszych badań przeprowadzonych przez amerykańskich analityków, w służbie czynnej i w rezerwie jest obecnie około 10 000 transpłciowych żołnierzy.

Jednocześnie mają oni minimalny wpływ na gotowość bojową i zgranie jednostek. Osoby transpłciowe nie kosztują budżetu dużo więcej, nawet biorąc pod uwagę to, że potrzebują one określonych leków i operacji chirurgicznych, które państwo jest zobowiązane im zapewnić.

Wstyd się przyznać

Prezes Towarzystwa Wojskowo-Technicznego Aleksiej Migalin z kolei uważa, że z wojskowego punktu widzenia dopuszczenie do służby osób transpłciowych jest krokiem absolutnie nieuzasadnionym, który generuje wiele problemów.

„Głównie chodzi o falę” - wyjaśnił ekspert. – Żołnierze obu płci często skarżyli się na przemoc seksualną. Im więcej osób transpłciowych i homoseksualnych w wojsku, tym większe prawdopodobieństwo takich incydentów – podkreślił.

Dowództwo amerykańskiej armii – jak powiedział Migalin – wielokrotnie było przyłapywane na próbie uznania zabójstw, będących rezultatem fali, za straty wojskowe. Żołnierze podczas konfliktów zbrojnych byli gwałceni, a następnie zabijani przez swoich towarzyszy broni. O wszystko obwiniano wroga.

„Osoba transpłciowa najprawdopodobniej będzie szykanowana” – powiedział Migalin. „Ważne jest, aby pamiętać, że kiedy mężczyzna lub kobieta zmienia płeć, przyjmuje leki hormonalne. Często prowadzi to do wypadania włosów, utraty zębów i innych problemów zdrowotnych, ale - co najważniejsze - do rozchwiania psychiki. W pewnym momencie osoba o nieokreślonej płci, po kolejnej kłótni z innymi żołnierzami i doświadczeniu stresu hormonalnego, po prostu rozstrzeliwuje swoich kolegów. Albo popełnia samobójstwo” – dodał.

Ekspert zakwestionował też skuteczność jednostek obsadzonych przez osoby transpłciowe w realnej walce, w której szczególnie ważna jest koordynacja działań i wzajemna pomoc. „Jest mało prawdopodobne, aby ktoś chciał pomóc komuś, kto nieustannie cię szykanował, lub - wręcz przeciwnie - skoordynować się z kimś, kogo nie uważasz za normalną osobę” - mówił Migalin.

Nie wykluczone, że z tych i innych powodów wielu przedstawicieli społeczności LGBT w armii Stanów Zjednoczonych nadal ukrywa swoją przynależność płciową. Często towarzysze broni nie zdają sobie sprawy z tego, że mężczyzna w mundurze wojskowym, który mieszkał z nimi przez długi czas w tych samych barakach, urodził się kobietą.

Część osób transpłciowych i homoseksualnych ujawniła się dopiero po przeniesieniu do rezerwy kilkadziesiąt lat później. Brali oni udział w dużych konfliktach zbrojnych - w Afganistanie, Iraku oraz w Zatoce Perskiej.

Poglądy i opinie zawarte w artykule mogą być niezgodne ze stanowiskiem redakcji.

Zobacz również:

W razie potrzeby zamieni się w okręt wojskowy. Co jeszcze potrafi atomowy lodołamacz „Lider”?
Kim są „czarne berety”: tajniki sukcesu rosyjskiej „piechoty morskiej” – foto
„Atakuje szybującymi pociskami”: co trafi do rosyjskich Wojsk Powietrznodesantowych?
Tagi:
homoseksualiści, armia, Joe Biden, Donald Trump, USA
Standardy społecznościDyskusja
Komentarz przez SputnikKomentarz przez Facebook
  • Komentarz