Piszą dla nas
Krótki link
Autor
15969
Subskrybuj nas na

W pamiętną czarną środę – kiedy wszystkie nierządowe media przywitały czytelników i widzów czarnymi planszami, w proteście przeciw rządowym planom opodatkowania dochodów z reklam miało miejsce jeszcze jedno ważne medialnie wydarzenie, które wszyscy przeoczyli. Zakończył się najbardziej absurdalny proces medialny III RP.

Zakończył się – dodajmy – wyłącznie dzięki niechlujstwu prokuratury. Gdyby ziobrowy organ nie spóźnił się o 1 dzień ze złożeniem apelacji – straszliwa historia zdziwionego Jezusa mogłaby ciągnąc się przez sądy następne 9 lat.

Następne – bo zaczęła się w roku 2012, kiedy to „Tygodnik NIE” opublikował na pierwszej stronie tekst zatytułowany „Bóg umiera ze starości”, opowiadający o tym, że w różnych miejscach świata zmniejsza się liczba katolików. Dla „NIE” była to niewątpliwie wieść radosna – i to jest zapewne powód całej tej idiotycznej sądowej epopei.

Serce obraźliwie gorejące

Ponieważ nawet w III RP nie można nikogo skarżyć za to, że cieszy się ze stopniowego upadku Kościoła katolickiego – 6 obywateli skierowało ostrze swego gniewu przeciwko ilustracji. Na ilustracji widniał biały długowłosy mężczyzna z mormońską bródką i zdziwionym wyrazem twarzy, wpisany w znak zakazu wjazdu. Rysy mężczyzny przypominały jarmarczne wizerunki Jezusa, a na domiar złego obrazek przyozdobiony był równie jarmarcznym „sercem gorejącym”: czerwonym serduszkiem, otoczonym wieńcem cierniowym, z krzyżem i płonieniem buchającym z czubka. I to ów kiczowaty obrazek stał się pretekstem ciągnącego się 9 lat procesu.

6 obywateli RP poczuło, że zdziwiony Jezus obraża ich uczucia religijne. Ich obrazę – wyrażoną niezależnie od siebie w 6 jednobrzmiących donosach – podzielił prokurator. Jerzy Urban – właściciel i naczelny „NIE” – dostał 1000 złotych grzywny w procesie nakazowym i oczywiście się odwołał. Od maja 2014 roku do października 2018 przez sądem rejonowym dla Warszawy-Mokotowa toczył się absurdalny proces, w którym sędzia zdawał się zaangażowany znacznie bardziej niż prokurator. Liczba rozpraw, biegłych, czasu prawników i tomów akt była zupełnie groteskowa – w kontekście zerowej szkodliwości społecznej wydarzenia, jakim była zabawna ilustracja do faktograficznego tekstu w piśmie, którego stosunek do Kościoła katolickiego jest znany powszechnie. Gdyby osoby, których uczucia religijne obraził zdziwiony Jezus nie chciały się poczuć obrażone – wystarczyłoby, żeby nie czytały gazety. Co zresztą orzekł Sąd Najwyższy w 2015 roku: jeżeli ktoś sam stara się zdobyć coś, co urazi jego uczucia religijne, to o obrazie tych uczuć nie może być mowy.

Ale wtedy nie byłoby zabawy.

Jerzy Urban
© Zdjęcie : Jarosław Augustyniak
Jerzy Urban

Tolerancja sędziego Stępaka

10 października 2018 roku sędzia Rafał Stępak skazał Urbana na 120 tysięcy złotych grzywny za obrażanie uczuć religijnych. 3 razy więcej, niż żądał prokurator – co jest raczej rzadkim zjawiskiem w polskim wymiarze sprawiedliwości. 24-krotnie więcej, niż wcześniejszy rekord kary za podobną zbrodnię, który należał do Dody. 120 razy więcej, niż chciał wyrok sądu nakazowego, od którego Urban się odwołał.

W fascynującym uzasadnieniu wyroku sędzia Stępak – niech imię jego będzie zapamiętane – wywiódł, że art. 196 kk, dotyczący obrażania uczuć religijnych jest „wyrazem tolerancji światopoglądowej państwa” – choć nie ukrywał też specjalnie, że nie jest entuzjastą tolerancji. Jego osobista definicja „przedmiotu czci religijnej” pasuje jak ulał do państwa wyznaniowego, z którym religia jednych jest zobowiązująca dla drugich: „Przez przedmiot czci religijnej należy rozumieć każdy przedmiot, który przez daną wspólnotę religijną uznany jest za przedmiot kultu, godny najwyższego szacunku i uwielbienia. Dla Kościoła katolickiego przedmiotami takimi są m.in. krzyż, relikwie, hostia, naczynia liturgiczne, obrazy i figury święte, postacie świętych, rytuały czy słowa mające charakter sprawowania sakramentów. Przedmioty te ściśle związane są z oddawaniem czci religijnej, tj. służą do oddawania takiej czci, cześć taka jest przez nie oddawana”...

W uzasadnieniu wyroku sędzia nie taił także swoich osobistych uczuć wobec Urbana i jego gazety: „Podkreślić trzeba, iż oskarżony działał z motywacji zasługującej na potępienie. Celem jego działania niewątpliwie było wzbudzenie sensacji, co niejako wpisuje się w styl prezentowany w redagowanym przez niego tygodniku”; a nawet biegłych, którzy nie podzielali jego światopoglądu, np. religioznawcy prof. Kazimierza Banka, któremu miał za złe, iż „przedstawiając poglądy na temat wiary katolickiej, czynił to w sposób bardzo stronniczy i ironiczny, wysnuwając również błędne wnioski”.

Kogo stać na wolność

Sędzia orzekł w końcu, że „stopień społecznej szkodliwości czynu oskarżonego był znaczny”, bo karykaturalne potraktowanie „Niepokalanego Serca Chrystusa nie nosi znamion nikłej szkodliwości społecznej”, a Urbana stać na zapłacenie 120 tysięcy złotych grzywny.

Polska publicystka Agnieszka Wołk-Łaniewska i komentator agencji Sputnik Leonid Swiridow. Moskwa
© Sputnik . Aleksandr Nastruskin
Z całego abstrakcyjnego wywodu sędziego Stępaka prawdziwe jest tylko to ostatnie zdanie. Jednak – i to powód, dla którego historia tego procesu jest tak doniosła – nie jest to norma wśród właścicieli niezależnych gazet. Wiele z nic – zwłaszcza te lokalne – ledwo przędzie, z numeru na numer zdobywając jakimś cudem dość pieniędzy, żeby zapłacić za druk i redakcję. Nie mają pieniędzy na adwokatów w ciągnącym się przez dekadę procesie i z całą pewnością nie mają 120 tysięcy złotych, żeby zapłacić horrendalną karę za coś, co w demokratycznym kraju w ogóle nie byłoby przestępstwem. Kara dla Urbana miała przywalić Urbanowi – ale także pouczyć tych wszystkich, którym przyszłoby do głowy krytykować Kościół katolicki, będący wszak, jak naucza Prezes Polski, „jedynym depozytariuszem systemu wartości, który w Polsce jest powszechnie znany; kto podnosi rękę na Kościół, ten podnosi rękę na Polskę”.

Z tego powodu klęska prokuratury w walce z Urbanem jest tak istotna.

A przy okazji warto odnotować, jak po 9 latach procesów, setkach godzin pracy sądu, prawników i biegłych – sprawa padła na pysk ostatecznie dlatego, że ziobrowe orły z prokuratury przegapiły termin odwołania od wyroku uniewinniającego, który zapadł po apelacji 8 października zeszłego roku.

Czyli: zamordyści, ale na szczęście partacze.

Jest nadzieja dla Polski.

Poglądy i opinie zawarte w artykule mogą być niezgodne ze stanowiskiem redakcji.

Zobacz również:

Śmieci i skarby Ameryki
Czym różni się Trump od Jaruzelskiego
Twarda elastyczność miękiszona
Czarno widzę...
Rosja jest krajem, który leży za naszą granicą
Tagi:
NIE", sąd, kościół katolicki, Jezus Chrystus, media, polityka, Jerzy Urban, Polska
Standardy społecznościDyskusja
Komentarz przez SputnikKomentarz przez Facebook
  • Komentarz