02:23 08 Marzec 2021
Piszą dla nas
Krótki link
Autor
19118
Subskrybuj nas na

Coraz wyraźniej widać, że flagowy program PiS na dłuższą metę nie przyniósł oczekiwanych efektów w postaci wzrostu dzietności. Po ostatnich zmianach w prawie aborcyjnym kobiety wręcz deklarują, że coraz bardziej boją się rodzić. Rząd postanowił więc powołać Instytut na Rzecz Rodziny i Demografii.

Z początkiem marca PiS ma ogłosić nowy – oczywiście narodowy! – program demograficzny. Trwa opracowanie kompleksowego programu mającego zachęcić do powiększania rodziny. Okazuje się, że po 2016, kiedy rzeczywiście rodacy „zachłysnęli się” programem 500 plus, dzietność stanęła w miejscu i finansowe zachęty to za mało. W 2020 r. urodziło się 355 tys. dzieci – najmniej od 2004 r. Natomiast w okresie od kwietnia 2019 do marca 2020 poziom urodzeń wrócił do tego sprzed wprowadzenia flagowego programu PiS.

Prognozy są fatalne –  jak podaje GUS, współczynnik dzietności wynosi 1,42. Oznacza to, że 100 kobiet w wieku 15-49 lat rodzi 142 dzieci. Natomiast żeby zapewniona była zastępowalność pokoleń, czyli mówiąc wprost „żeby ludzi rodziło się niż umiera” i żeby „miał kto pracować na nasze emerytury” – musi on wynosić 2,10 do 2,15. Minimum!

Trzeba powołać nowy urząd!

Właśnie do takich wniosków doszli rządzący. Instytut na Rzecz Rodziny i Demografii ma być organem powołanym w ramach „nowego ładu” PiS. Co ciekawe, specjalne stanowisko dotyczące tematyki dzietności już funkcjonuje. To pełnomocnik do spraw polityki demograficznej. To Barbara Socha miała przygotować strategię demograficzną obliczoną na powiększanie „tradycyjnej rodziny” na najbliższe lata. Jak sobie radzi? Próbowała się tego dowiedzieć „Gazeta Wyborcza”, jednak dziennikarze dostali lakoniczną odpowiedź, że prace mad strategią wciąż trwają.

Czy kolejna instytucja analizująca brak dzietności pomoże? Sama z siebie raczej nie, konieczność systemowych zmian komentatorzy i eksperci postulują od dawna.

Wyższe 500 plus

Na pewno „liftingu” wymagać będzie świadczenie 500 plus, zjadane przez inflację. Z tego, co na razie nieoficjalnie wiadomo, rząd nie tylko nie zamierza z niego rezygnować, ale wręcz podwyższyć sumę wypłacaną co miesiąc. Świadczenie miałoby być albo waloryzowane co miesiąc (od 2023) o wskaźnik inflacji, albo corocznie podwyższane o jakąś sumę (rząd zapewnia, że pieniądze pozyska na to z uszczelniania VAT i opodatkowania „gigantów cyfrowych), pamiętać jednak należy, że mówimy o ogromnych sumach – już dziś wypłaca się do prywatnych kieszeni 40 mld zł.

Gdzie naprawdę leży problem

Te pytania eksperci zadają od lat – i od lat podają tę samą listę powodów, dla których Polki rodzą coraz mniej dzieci. Oprócz oczywistego trendu, jaki da się zaobserwować w krajach rozwiniętych (bogatsze społeczeństwa mają mniej dzieci), Instytut Badań Zmian Społecznych w lutym 2020 r. zbadał finansową sytuację polskich kobiet. Jest naprawdę niewesoła. Co trzecia Polka nie ma własnych dochodów, ¼ zarabia zaś mniej niż 1500 zł na rękę. Mimo wsparcia finansowego od rządu, po prostu nie stać nas na dzieci. „Kobiety w wieku 30-39 lat mają już dość stabilne zarobki (25 proc. zarabia 1500-2500 zł, 22 proc. między 2500 a 3500 zł, a 16 proc. zarabia 3500-4500 zł) - i obecnie to właśnie wtedy najwięcej Polek rodzi dzieci, więc jak widać, jest to ściśle powiązane” – czytamy. A więc liczy się nie tylko fakt posiadania jakiegokolwiek dochodu, ale też stabilność zatrudnienia – i, to kolejny punkt wyszczególniony w przywołanym badaniu – spełnienie zawodowe, które chce osiągnąć coraz więcej polskich kobiet. Polki obawiają się kilkuletnich przerw w karierze, boją się także, że po urodzeniu dzieci nie będą miały gdzie wrócić.

Kolejne powody to wysokie w stosunku do zarobków ceny mieszkań (zarówno kupna jak i najmu), a także niewystarczająca ilość przedszkoli i żłobków.

Eksperci: zacznijcie wreszcie słuchać kobiet

Na łamach „Przeglądu” na temat problemu dzietności wypowiedzieli się eksperci. Prof. Irena Kotowska, demografka, zwróciła uwagę na fakt, że w Polsce praktycznie zrezygnowano z leczenia niepłodności metodą in vitro. Rząd nie dofinansowuje już tej metody, wzięły to na siebie samorządy, Istnieje jednak obawa, że i one nie będą mogły realizować dopłat. Z nowego projektu rozporządzenia Narodowy Program Zdrowia na lata 2021–25 rząd usunął zapis o poprawie zdrowia prokreacyjnego. Możliwe jest, że według nowej strategii samorządowe programy medyczne będą musiały dostać pozwolenie „z gówr” – z Agencji Oceny Technologii Medycznych i Taryfikacji. Czyli samorządowy program in vitro może zniknąć.

Chciałabym, aby został usłyszany argument o czynniku zdrowia reprodukcyjnego – coraz więcej par ma problemy z poczęciem, dotyczy to również mających już jedno dziecko. Dlatego ważny jest dostęp do dobrej jakości diagnostyki i leczenia

– czytamy opinię prof. Kotowskiej.

Protest w Warszawie
© Sputnik . Alexey Vitvitsky
„Potencjalni rodzice funkcjonują w poczuciu zagrożenia, bo w wypadku niepełnosprawności dziecka nie dostaną adekwatnej pomocy” – pisze z kolei prof. Zbigniew Lew-Starowicz, zwracając uwagę na ostatnie działania rządu wokół prawa aborcyjnego.

„Najwyższą rozrodczość mają te kraje, w których kobiety mają pełne prawa reprodukcyjne, dostęp do aborcji, antykoncepcji i edukacji seksualnej” – podsumowuje prof. Magdalena Środa. – „A po drugie, mają pomoc socjalną, ale nie traktowaną jako działalność charytatywna”.

Poglądy i opinie zawarte w artykule mogą być niezgodne ze stanowiskiem redakcji.

Zobacz również:

Polacy chcą zmian w 500 plus
Serbia czeka na 500 tysięcy dawek „Sputnika V”, aby rozpocząć masowe szczepienia
500 plus już dla kobiet w ciąży? Poseł Lewicy: Zgodnie z decyzją TK prawa przysługują od poczęcia
Tagi:
katastrofa demograficzna, demografia, aborcja, ataki na kobiety, Strajk Kobiet, kobieta, kobiety, 500 plus, Polska, PiS
Standardy społecznościDyskusja
Komentarz przez SputnikKomentarz przez Facebook
  • Komentarz