00:24 23 Kwiecień 2021
Piszą dla nas
Krótki link
Autor
8321
Subskrybuj nas na

Każdego roku, w ramach akcji oczyszczania terenów zielonych, leśnicy wywożą tysiące kontenerów śmieci. Od niedawna na drzewach zaczęto zakładać fotopułapki, które rejestrują obywateli wysypujących śmieci. Leśnicy odczytują numery rejestracyjne i wypisują mandat – 500 złotych. Ostatnio resort klimatu ogłosił, że czas skończyć z tą paranoją.

Herakles by się poddał

W lesie jest wszystko: spalone samochody, opony, hałdy gruzu, płyt eternitowych, zniszczone meble, pralki, lodówki, ale też sterty worków z odpadami z domów wiejskich i letniskowych. Turyści niby z obrzydzeniem oglądają te sterty przy wjazdach do lasów, a potem... sami zostawiają tam swój „urobek”.

Kontenery na śmieci
© Depositphotos / Vichie81
W mediach można napotkać informacje o szlachetnych, samozwańczych sprzątaczach, którzy łączą odpoczynek wśród choinek ze zbieraniem porzuconych puszek, butelek, foliowych i papierowych toreb. Ale tu nawet Herakles by się poddał.

Od niedawna leśnicy zakładają na drzewach przemyślne fotopułapki. W założeniu – dla obserwacji zwierząt. Coraz częściej na zdjęciach objawiają się jednak zdziczeni obywatele, wysypujący sterty śmieci przywożone nawet sporymi przyczepkami. Leśnicy odczytują numery rejestracyjne, a po długiej procedurze wypisują mandat – 500 złotych. Ostatnio resort klimatu ogłosił, że czas skończyć z tą paranoją.

Grzywna, areszt, więzienie

Ogólnie mówiąc, chodzi o zaostrzenie kar za przestępstwa środowiskowe. Oczywiście w zamyśle chodzi o sprawy poważnego kalibru, ale można mieć nadzieję, że obywatel wyrzucający między choinki kilka zużytych opon też zostanie surowo potraktowany. Bo jak to mówią: od rzemyczka do koniczka... Albo jak Jaś nie uszanował czystego lasu, to Jan zrobi nielegalne składowisko odpadów czy śmieci.

Resort opisuje to tak: dotąd mieliśmy sytuację, że ktoś za przestępstwa przeciw środowisku otrzymywał grzywnę lub karę w zawieszeniu. Czyli wylewanie szamba, czasem rakotwórczych substancji albo składowanie w stodole niebezpiecznych odpadów na dłuższą metę mogło być opłacalne. Podobnie jak porzucanie tymczasowych składowisk i zacieranie za sobą śladów.

Sugerowane teraz kary zaczynają się od 10 tysięcy złotych, ale mogą sięgnąć nawet 10 milionów. Także bezmyślne wypalanie łąk ma grozić aresztem lub grzywną do 30 tysięcy. Jeżeli składowisko jest bardzo toksyczne to resort sugeruje podniesienie kary z pięciu do dziesięciu lat więzienia. I wreszcie domaga się wyroku 25 lat, gdy składowanie niebezpiecznych odpadów doprowadziło kogoś do ciężkiego uszczerbku na zdrowiu lub śmierci.

Kary mogą wydawać się drakońskie, ale warto zapytać, co o nich sądzą strażacy. W ostatnich miesiącach, wielokrotnie przez kilka dni walczyli z pożarami gigantycznych składowisk śmieci, opon czy pojemników z chemikaliami – nie zawsze wiedząc, jak groźnymi. A właściciele składowisk pozbywali się kłopotu i … ulatniali się wraz z dymem.

Zmora wysypisk

Aby zrozumieć determinację resortu klimatu, w tym przypadku chyba popieraną przez większość społeczeństwa, warto zapoznać się ze statystykami. Dzikie wysypiska można z grubsza podzielić na te, na których ktoś zarabia i na te rosnące z głupoty i niechlujstwa.

Pierwsze to oczywisty kryminał: ktoś oferuje swój teren, magazyn, szopę i za pieniądze składuje tam odpady. Najczęściej bez wiedzy lokalnych władz i bez zamiaru ich utylizacji. Tylko znawcy tematu domyślają się ile śmieci, gruzu, ale i niebezpiecznych beczek z chemikaliami zniknęło w wyczerpanych kopalniach piasku czy żwiru. Kiedyś te świństwa przenikną do wód gruntowych. A przestępstwo trudno udowodnić, bo to wymaga kosztownych badań i dochodzeń.

Drugie to zwykła pazerność: po co płacić za odbiór śmieci skoro można je wywieźć do okolicznego lasu, albo nawet podrzucić w okolice niezamieszkałego domostwa (najczęściej w mieście). Główny Urząd Statystyczny publikuje na ten temat informacje. Od 2009 roku aż do 2017 obszar dzikich wysypisk kurczył się. Jakby wśród obywateli rosła przyzwoitość i świadomość ekologiczna. Doliczono się trochę ponad tysiąca sześciuset takich wysypisk na powierzchni niespełna półtora miliona metrów kwadratowych. To cztery razy mniej niż wcześniej.

I nagle w 2019 roku liczba dzikich wysypisk wzrosła o prawie 30 procent. To średnia krajowa, ale w województwie śląskim zanotowano wzrost aż o 400 procent; w świętokrzyskim – o 70, a w lubelskim – o 67. Władze samorządowe wiążą to ze zdecydowaną podwyżką cen za odbiór śmieci z gospodarstw domowych.

Na temat podwyżek kosztów zabierania śmieci od ich wytwórców trwa dyskusja w całym kraju. Fachowcy najczęściej wskazują na problem skąpej wiedzy władz samorządowych o sensownej gospodarce zbiórką, utylizacją i przerobem odpadów. Przywołują tu różne przykłady z Europy, a nawet odleglejszych państw. Wszystkie mają jedną cechę: aby dobrze i bez zbędnych obciążeń odbierać śmieci, trzeba najpierw zrobić szereg badań i analiz. To kosztuje, i kto za to zapłaci...

Warszawa z wyrokiem

Ta bieżąca informacja nie ma dużego związku z tym, co powyżej. Ale daje do myślenia – ze śmieciami problem jest większy niż niejednemu się wydaje. W dużym skrócie. Pod koniec 2019 roku samorządowcy stolicy uchwalili, że za odbiór śmieci z mieszkania w bloku będzie się należało 65 zł miesięcznie, a z domku jednorodzinnego – 94. Oczywiście spotkało się to z protestami, bo dlaczego jeden mieszkający pod swoim adresem ma płacić tyle samo, co pięć obok mieszkających osób. Tylko jak sprawdzić, ile faktycznie osób „produkuje” śmieci w lokalu.

A firmy odbierające śmieci mocno podniosły stawki tłumacząc się wzrostem płac i większą liczbą kursów samochodów związaną z koniecznością segregacji odpadów. To pójście „na skróty” zaskarżyli do sądu radni z kilku stołecznych dzielnic.

Wojewódzki Sąd Administracyjny nie czepiał się wysokości opłat tylko ich zróżnicowania - nie może być tu podziału na lepszych i gorszych. Więc teoretycznie władze miasta będą musiałaby zwracać pieniądze pokrzywdzonym. Oczywiście będzie apelacja do sądu wyższej instancji. Ale to i tak przestaje być ważne – zaraz wejdzie przeliczenie: ile zużyjesz wody tyle zapłacisz za wywóz śmieci. Więc jak chcesz oszczędzić, to żyj w brudzie...

O śmieciach można w nieskończoność. Restrykcje resortu klimatu raczej nie dotkną przeciętnego Kowalskiego, chyba że „złapie go” fotopułapka. Może jednak warto pomyśleć, że worek śmieci wyrzucony w lesie podczas powrotu z wakacji (bo to łatwiejsze) to niszczenie czegoś, do czego wszyscy tęsknimy...

Poglądy i opinie zawarte w artykule mogą być niezgodne ze stanowiskiem redakcji.

Tagi:
Ministerstwo Klimatu, kryzys klimatyczny, zmiany klimatu, zanieczyszczenie środowiska, ochrona środowiska, ekologia, śmieci, Polska
Standardy społecznościDyskusja
Komentarz przez SputnikKomentarz przez Facebook
  • Komentarz