06:11 19 Kwiecień 2021
Piszą dla nas
Krótki link
Autor
8538
Subskrybuj nas na

Podkomisja Antoniego Macierewicza, mająca ustalić przyczyny katastrofy smoleńskiej z 2010 roku znajduje się w stanie wewnętrznego konfliktu – widać to w medialnej wymianie polemik pomiędzy ekspertami.

Kością niezgody miał być między innymi kosztowny eksperyment, zakładający zakupienie żywej brzozy w Polsce lub Rosji oraz przetransportowanie jej do USA.

Ostatnia wymiana miała miejsce w minioną środę na łamach „Gazety Polskiej” (tam swoich racji dowodzą eksperci z USA Maciej Rusiński oraz Tadeusz Antoniak) i „Sieci”/ wPolityce.pl – mediach braci Karnowskich, gdzie odpowiada im z kolei Glenn Jorgensen, były członek podkomisji, a prywatnie mąż dziennikarki Ewy Stankiewicz (wyreżyserowała m.in. dokument „Solidarni 2010”).

Gdzie ten raport?

Duński ekspert otwarcie krytykuje działania kolegów pracujących w podkomisji, z którymi pracował w latach 2016-2019, później został z podkomisji wyrzucony. „Do dziś, po 5 latach pełnej władzy Antoniego Macierewicza w podkomisji, nie został opublikowany Raport Końcowy o wartości prawnej, którą uznałyby międzynarodowe sądy” – pisał, domagając się także rezygnacji Antoniego Macierewicza, który jego zdaniem nie pomaga sprawie.

Na łamach prawicowych mediów eksperci wymieniają się zarzutami. Według Rusińskiego i Antoniaka Jorgensen miał między innymi naciskać na przeprowadzenie kosztownego eksperymentu z udziałem żywego drzewa. Miało być nabyte w Rosji lub w Polsce, a następnie przetransportowane do USA, gdzie odtworzone miało zostać uderzenie skrzydłem samolotu, tak jak miało to miejsce 10 kwietnia 2010 roku.

Tu brzoza, tu brzoza

Na łamach „GP” eksperci z USA tak motywują rozluźnienie współpracy z Jorgensenem:

Odmowa nabycia w Polsce lub w Rosji egzemplarzy brzozy, przetransportowania do NIAR [National Institute for Aviation Research/Narodowy Instytut Badań Lotniczych na Uniwersytecie Wichita] w celu przeprowadzenia eksperymentów, podjęta została przez Prezydium Podkomisji ze względu na wysokie koszty (2,5 mln zł), a przede wszystkim ograniczoną konieczność tego typu działań.

On jednak broni się, twierdząc, że wcale nie proponował poniesienia aż takich kosztów – ponieważ brzozę potrzebną do eksperymentów można nabyć znacznie taniej na miejscu, a sam pomysł nie jest nowy, takie propozycje pojawiały się już wcześniej w toku prac komisji. Rozważano je jeszcze za czasów, gdy komisją kierował Wacław Berczyński. Odrzucono je jednak głównie ze względów bezpieczeństwa, a także ze względu na wysokie koszty.

„Brzoza do wykonania koniecznego eksperymentu w USA, którą z powodzeniem można było kupić na terenie Stanów jak wszystkie poprzednie drzewa za niewielką sumę pieniędzy nagle u panów Antoniaka i Rusińskiego kosztuje 2,5 mln złotych i to miałoby tłumaczyć brak przeprowadzenia kluczowego eksperymentu związanego z ustosunkowaniem się do błędnej hipotezy przyczyny katastrofy podniesionej w raportach MAK i Millera” – odpisał im Duńczyk.

„Wszystkie poprzednie drzewa”

Dziennikarze „Gazety Wyborczej” podchwycili to sformułowanie, które padło w polemice – i postanowili zadzwonić do Antoniego Macierewicza, aby zapytać o to, ile podobnych „brzozowych” eksperymentów już przeprowadzono, za ile i z jakim skutkiem. Szef podkomisji jednak rozłączył się, nie udzialelając odpowiedzi. Na temat tej metody chętnie wypowiedział się jednak Maciej Lasek, były wiceprzewodniczący komisji rządowej (tzw. komisji Millera), dziś poseł KO.

– Lepiej by się sprawdził pomysł, by zamiast brzozy sprowadzić z Rosji prawdziwych międzynarodowych ekspertów. Wyszłoby taniej i nie narazilibyśmy Polski na śmieszność – powiedział. Dodał, że według ustaleń komisji Millera tupolew „zahaczył skrzydłem o brzozę, stracił sterowność, obrócił się i uderzył w ziemię grzbietem”, natomiast Antoni Macierewicz nie chce uznać tego faktu i forsuje tezę o wybuchu na pokładzie, a później – spreparowaniu uderzenia w drzewo poprzez powbijanie w skrzydło samolotu kawałków drewna.

Wzajemne oskarżenia

Eksperci z USA mają wiele zastrzeżeń do Jorgensena. Według nich pracując w podkomisji, m.in. „naruszył przepisy prawa lotniczego” i „w listopadzie 2017 r,, bez zgody kierownictwa podkomisji, wysłał do USA fotele z tupolewa do ekspertyzy”, a także miał przekazywać swojej żonie materiały podkomisji (pamiętajmy, że ostatni dokument Stankiewicz, „Stan zagrożenia” został zdjęty z anteny po interwencji właśnie Antoniego Macierewicza). Duńczyk szczegółowo odnosi się do tych oskarżeń w tym tekście).

Sam zaś twierdzi, że to Antoni Macierewicz blokuje wyjaśnienie przyczyn katastrofy: „Były szef MON nie wykazał rzeczywistego, efektywnego wysiłku organizacyjnego, aby zidentyfikować wszystkie bezpośrednie i podstawowe przyczyny systemowe oraz czynniki przyczyniające się do katastrofy”. Chce, aby zastąpił go prof. Wiesław Binienda.

Poglądy i opinie zawarte w artykule mogą być niezgodne ze stanowiskiem redakcji.

Zobacz również:

Podkomisja smoleńska broni Macierewicza: „To działanie na szkodę Państwa Polskiego”
Macierewicz o „zbrodni smoleńskiej”: Teza jest taka, że samolot został zniszczony w eksplozji
Rodziny ofiar o działaniu podkomisji smoleńskiej: To, co robi Macierewicz, nosi znamiona sabotażu
Tagi:
konflikt, Antoni Macierewicz, polityka, władza, Polska
Standardy społecznościDyskusja
Komentarz przez SputnikKomentarz przez Facebook
  • Komentarz