23:01 19 Czerwiec 2021
Piszą dla nas
Krótki link
Autor
5463
Subskrybuj nas na

Materiał Anity Gargas, odgrzewający katastrofę smoleńską, wskazuje na pewną panikę w szeregach PiS, które od dłuższego czasu racjonalnie starało się wyciszać swój absurdalny mit założycielski. Z drugiej wszakże strony – jest to materiał miażdżący dla Donalda Tuska. Czy może to znaczyć, że źródłem paniki jest Tusk?

Obóz rządzący zdaje się być świadomy, że dla wizerunku poważnej formacji u władzy, wszelka asocjacja z Macierewiczem i jego szalonymi teoriami jest szkodliwa. Czego by nie mówić o premierze Morawieckim – ze swoim bankowym życiorysem, znajomością języków i nienagannie skrojonymi garniturami, jest on oddalony o lata świetlne od oszołomskiego wizerunku PiS, który uosabiał Macierewicz. W chwili, gdy najważniejszą twarzą rządu jest technokratycznie sprawny i politycznie dość neutralny minister Niedzielski – trudno zrozumieć, czemu, z punktu widzenia interesu władzy, ma służyć ożywienie smoleńskich upiorów.

A jednak ostatnio zaczynają one wypełzać z rozmaitych kątów.

Stankiewicz grozi, Gargas śledzi

Film Ewy Stankiewicz „Stan zagrożenia” – powielający najbardziej szaleńcze teorie spiskowe – miał był pokazany w TVP1 w styczniu, ale w ostatni momencie spadł z ramówki, zastąpiony jakimś meczem włoskiej ligi. Jak pisał w Onecie Andrzej Stankiewicz – odbyło się to na osobiste polecenie Jarosława Kaczyńskiego, który porzucił pisowski mit założycielski i stara się go wyciszać na wszystkie sposoby; łącznie z tym, że zakazał wytoczenia Rosji sprawy o wrak tupolewa przed Międzynarodowym Trybunałem Sprawiedliwości w Hadze. Teraz jednak dowiadujemy się, że film Stankiewicz zostanie pokazany w TVP1 w rocznicę katastrofy, chwilę po „Wiadomościach”. Oczywiście rodzi się pytanie: po co?

Są dwa możliwe do wyobrażenia powody. Po pierwsze: wzmożenie twardej bazy, ostatnio nieco zaniedbanej przez PiS w pogoni za nowym, bardziej uniwersalnym wizerunkiem; to jest ten proces, który stara się wykorzystywać Ziobro i jego hunwejbini, prezentujący linię totalnie twardogłowych. I drugi: reanimacja narracji smoleńskiej jest okazją do uderzenia w Tuska i Platformę, która – choć coraz mniej istotna – ciągle cieszy się nieprzejednaną nienawiścią prezesa i jego dworu.

„Magazyn śledczy Anity Gargas” – jeden ze sztandarowych programów telewizji Kurskiego – powrócił do tematu Smoleńska ewidentnie w tym drugim celu. Materiał opierał się na nagraniu z nocnej narady z 23 kwietnia 2010 roku, na którą Tusk wezwał Edmunda Klicha, akredytowanego przy badającym przyczyny wypadku rosyjskim komitecie MAK, oraz – w charakterze wsparcia – kilku ministrów. Do spotkania doszło po tym, jak Klich ogłosił w TVN24, że nie może się doprosić o pomoc rządu i audiencję u premiera.

We właściwym sobie gustownym stylu, red. Gargas zaczyna od sceny z taniego szpiegowskiego filmu: tajemnicza czarna sylwetka, wsiadająca do samochodu, człowiek bez twarzy, w tle niepokojąca muzyka. Głos lektora: „Jest zimowy zmierzch. Na jednym z warszawskich parkingów spotykamy się z osobą, która zastrzegła sobie pełną anonimowość. Tylko pod tym warunkiem zgodziła się udostępnić nam nagranie, o które staraliśmy się od bardzo długiego czasu”... Ekscytacja sięga zenitu.

Klich błaga, Tusk ironizuje

Uczciwie powiedziawszy: nie bez racji. To, co Klich mówi o wsparciu, jakie otrzymał – a właściwie nie otrzymał – od polskiego rządu i premiera osobiście, wystawia Tuskowi jak najgorsze świadectwo. Zaczyna od opowieści o swoim „błagalnym piśmie” i dalszych rozpaczliwych próbach kontaktu z szefem rządu, których daremność pchnęła go w końcu do wystąpienia w TVN24. Klich nie dostał od rządu nawet tłumacza z odpowiednimi uprawnieniami, musiał prosić stronę rosyjską o pomoc w postaci np. samochodu do Moskwy, działy się jakieś dziwaczne rzeczy w  rodzaju odebrania mu bezpiecznego łącza z Warszawą.

A co ważniejsze – Klich, jako specjalista ds. lotnictwa cywilnego, nie miał kompetencji do zdecydowania o procedurach badania katastrofy samolotu wojskowego. Z rozmowy wynika, że decyzja o zastosowaniu załącznika 13 do konwencji chicagowskiej – co uczyniło Rosję gospodarzem śledztwa – zapadła metodą inercji; że tę formułę zaproponował przedstawiciel Rosji, a w Polsce nikt nie wymyślił alternatywnego rozwiązania.

Mało tego: że nikt nawet nad takim rozwiązaniem nie pracował; nie było żadnego zespołu prawników, którzy przeanalizowali tę propozycję, zaakceptowali lub odrzucili i ewentualnie zgłosili inną. 

Jest w dialogu między Tuskiem i Klichem bardzo intrygujący moment, który dużo i niedobrze mówi o idolu PO. Klich pyta – trochę, powiedziałabym, płaczliwym tonem: „Czy nie stać jakiegokolwiek członka rządu na kontakt z człowiekiem, który pracuje tam w stresie, walczy” – po czym w dość nieskładny sposób wyjaśnia, o co walczy: że „prezydent Miedwiediew przeprosił za Katyń” i że „jest szansa, żeby te wszystkie złe chwile przeszły w niepamięć, żeby była odnowa tych stosunków”... Na co Tusk – który przecież musiał zdawać sobie sprawę z tego, po jak cienkim lodzie poruszał się w Rosji emerytowany pilot niebędący zawodowym dyplomatą – pyta z lodowatą ironią; „A to było pańskie zadanie, pan uważa?”. „Nie, nie – odpowiada szybko Klich – ale ja nie mogłem ich psuć”. Trudno nie dostrzec słuszności tej konstatacji. A co na to Tusk? „Jeśli dyskomfort, że nie miał pan kontaktu z premierem w sprawach polityki międzynarodowej, jest powodem, dla którego pan postępuje tak, jak w ostatnich kilkudziesięciu godzinach  – to rzeczywiście mamy różną ocenę tego, jak powinien się urzędnik państwowy w danej sytuacji zachować”...

„Prawda o Smoleńsku” znowu straszy

Ten rodzaj pogardliwej nagany wobec człowieka, który został rzucony na pierwszą linię stosunków z sąsiednim mocarstwem w najtrudniejszym możliwym momencie współczesnej historii – mówi o Tusku i jego priorytetach bardzo dużo. Przede wszystkim to, że jego obrażone wystąpieniem Klicha w mediach ego jest dla niego ważniejsze niż dobre wykonanie zadań, które zostały przed Klichem postawione. To naprawdę nie jest pozytywny wizerunek.

Ale oczywiście przodowniczka pracy na odcinku pisowskiego agitpropu musiała pójść dalej. Największą zbrodnią Tuska nie było zostawienie Edmunda Klicha bez wsparcia – tylko obawa przed rozsiewaniem bzdur zrodzonych w głowie Antoniego Macierewicza.

„To co jest najgroźniejsze: obawiam się, że to wystąpienie nam utrudni, a nie ułatwi wyjaśnianie tej sprawy od strony obalania różnych spiskowych teorii” – mówi Tusk na wybranym przez Gargas fragmencie nagrania. I drugi raz: „Prawdziwe źródło niepokoju w Polsce to jest: czy to zrobili Rosjanie. To są te najgroźniejsze spekulacje”.

To akurat, zachowując odrobinę zdrowego rozsądku, trudno mieć mu za złe.

Podobne wnioski – jestem gotowa się założyć – będą płynąć z filmu Ewy Stankiewicz. Tam także Tusk będzie szwarccharakterem w kontekście ukrywania „prawdy o Smoleńsku”; z tym, że owa „prawda” – „Putin nam zamordował prezydenta” – wybrzmi z całą pewnością znacznie dosłowniej.

Pytanie brzmi: czy walnięcie w Tuska opłaca się PiS na tyle, że warto dla niego powrócić do upiornej smoleńskiej narracji, którą przez ostatnie lata władza tak konsekwentnie wyciszała?

Miejmy nadzieję, że ten rachunek nie wyjdzie dla partii rządzącej na plus.

Poglądy i opinie zawarte w artykule mogą być niezgodne ze stanowiskiem redakcji.

Zobacz również:

Rosyjski deputowany o raporcie Macierewicza ws. katastrofy Tu-154: Próby upolitycznienia tragedii
MSZ Rosji: Polskie żądania zwrotu fragmentów prezydenckiego Tu-154 są nieuzasadnione
Rosyjski senator: Ten krok Polski potwierdza, że na pokładzie Tu-154 nie było wybuchu
Tu-154 został wycofany z eksploatacji w rosyjskim lotnictwie cywilnym
Tagi:
Donald Tusk, katastrofa Tu-154, samolot, polityk, PiS, Jarosław Kaczyński, Lech Kaczyński, katastrofa smoleńska
Standardy społecznościDyskusja
Komentarz przez SputnikKomentarz przez Facebook
  • Komentarz