02:47 11 Kwiecień 2021
Piszą dla nas
Krótki link
Autor
341058
Subskrybuj nas na

Coraz wyraźniejszy staje się obraz kolejnej wersji polskiego planu „parcia na wschód”. Co prawda, powtarzające się wydarzenia historyczne, jak zauważył Karol Marks, prawie zawsze przekształcają się w farsę. Tym razem parodia polega na tym, że w owym „parciu na wschód” rozpisano także role dla narodów wschodu, i nie są to role statystów.

Podbijanie Białorusi przypadło w udziale Polakom, „zachodzenie” Rosji wzięli na siebie Ukraińcy, a że jedni i drudzy nurzają się w kompleksach, to nawrócenie ich na nową wiarę nie stanowiło najmniejszego problemu. Wziąwszy pod uwagę to, czym jest gorliwość neofity, nie trudno przewidzieć, do czego zdolny jest taki osobnik uwiedziony nową wiarą.

Przed Covid-19 możesz zaszczepić się Sputnikiem V, schronić się przed neofitą - niemożliwe.

„Złote dno”. Nadając z Polski

Jestem jedną z osób, które składają się na „licznik” pod filmem „Złote dno” na YouTube.

Choć zaprezentowany tam poziom i sposób komunikowania się ze społeczeństwem zupełnie mi nie odpowiada, to jednak trudno zamykać oczy na rzeczywistość. Uważam też, że ten film bardziej obraża poczucie białoruskiej dumy niż głównego bohatera. Prymitywne odwoływanie się do najniższych instynktów więcej mówi o nadawcy niż odbiorcy.

Zdaję sobie sprawę, że pięknoduchostwo w rodzaju etyka, dziennikarska solidność – to ostanie rzeczy, jakie bierze się przy tego typu akcjach. Nie jestem naiwny, naiwni są młodzi Białorusini z Nexta, bo wierzą, że wynajmując się, służą swojemu narodowi.

Być może to, w co zaangażowali się z takim zapałem, jest przygodą ich życia, ale nie jest to dzieło ich życia. Nadając z Polski, nie wiedzą, że taki film nie mógłby powstać w Polsce, o polskim podmiocie politycznym.

Treść żadna, przekaz nijaki

Białoruś, nawet bez Prezydenta Łukaszenki, to odrębny temat do głębokich analiz, a Białoruś z prezydentem Łukaszenką, to ciekawy przykład państwa, które po upadku bloku socjalistycznego jakby zatrzymało się i nie zdążyło zrobić wielu błędów, które stały się udziałem innych „demoludów”.

Wiem, że w Białorusi nie jest tak, jak chciałby widzieć to Prezydent Łukaszenka i na pewno nie jest tak, jak obrazuje to filmidło Nexty. 

Spędzając czas przed ekranem, można było zgrzytać zębami, bo jakość tego ustępowała nawet amatorskim standardom. Treść żadna, przekaz nijaki, a tracąc czas, nie dowiadujemy się niczego odkrywczego.

Filmidełko o Łukaszence przygotowała Nexta, a scenariusz napisał sam Łukaszenka, który politykę informacyjną urzędu prezydenta i rządu prowadzi sam. Lata sprawowania urzędu sprawiły, że prezydent Łukaszenka nabył pewnej swobody w formułowaniu myśli i sformułowań, które to wyrażenia - przy niewielkiej pracy i przy odpowiedniej aplikacji czy filmowym stole montażowym - mogłyby stanowić treść aktu oskarżenia.

Widząc otwór w ścianie...

Widać to bardzo jasno w treści całego filmu, który jest niczym innym jak składanką kronik filmowych państwowej telewizji białoruskiej. Kilka konfidencjonalnych zajawek w stylu zasłonięta twarz, zmieniony głos, to nic innego, jak gadżety współczesnego dziennikarstwa śledczego.

Prawda, że powszechny odbiorca zgłupiał od pogoni za konsumpcyjnymi błyskotkami i zaczyna gonić swój ogon. Smutną prawdą jest, że ów odbiorca, mając zadatki na smakosza, przekształcił się w maszynkę do przemielania dowolnego g***na.

Funkcjonariusze organów ścigania podczas zatrzymań w Mińsku
© Sputnik . Viktor Tolochko
Zdajemy sobie sprawę, że w tego typu przekazie, nie chodzi o poziom, ale o szarpnięcie struny, która rozbudzi najniższe ludzkie instynkty. Zawiść i zazdrość – to najlepsze paliwo do rozniecenia ślepej nienawiści.

Łatwo to osiągnąć, bo większość z nas widząc otwór w ścianie, przykłada doń oko, aby podglądać.

Będąc po seansie z produkcją Nawalnego, miałem skalę porównawczą i pozwoliło mi to wysnuć wniosek, że obie produkcje są bliźniaczo podobne, z tym że nie są to bliźniaki jednojajowe.

Nigdzie na świecie zegarki nie są takim afrodyzjakiem, jak w Polsce

Kolonia karna nr 3 „Kolczugino” w obwodzie włodzimierskim
© Sputnik . Kirill Kallinikov
Film Nawalnego odzwierciedlał większy rozmach, zapewne wynikający z większych możliwości zleceniodawców. U Nawalnego, można było dostrzec większy profesjonalizm i dlatego zdemaskowanie półprawd, przeinaczeń i zwykłych kłamstw wymagało większego wysiłku. Film „Złote dno” ma polski ślad, a znajdujemy go w braku profesjonalizmu i w … zegarku, bo nigdzie indziej na świecie zegarki nie są takim afrodyzjakiem, jak w Polsce.

Na szczególną uwagę zasługują młodzi ludzi, którzy występują w roli „objaśniaczy”. Widać, że bardziej uskrzydla ich możliwość udziału w przedsięwzięciu niż samo bogactwo Łukaszenki, którym próbują epatować widza. Cieszą się zapewne z wyników oglądalności, podobnie jak Nawalny, z tym tylko, że ich sukces poparty stanem licznika oglądalności jest światłem fajerwerku.

Tematy leżą na ulicy

Wszystko wskazuje na to, że trend politycznego filmu demaskatorskiego trafił na urodzajne podglebie, więc zasadna byłaby organizacja jakiegoś festiwalu dla tego rodzaju prac. Zaistnienie takiego wydarzenia festiwalowego jeszcze bardziej spopularyzowałoby gatunek, wyzwało zapotrzebowanie, przyciągnęło nowych adeptów sztuki filmowej nowego typu. Podglądanie stałoby się cnotą, a podglądacz - nową profesją.

Dodam, że w ubiegłym wieku, film Krzysztofa Kieślowskiego „Amator” sprawił, że Polacy zaczęli filmować wszystko wkoło. Z półek sklepowych zniknęły kamery, a liczba reżyserów filmowych poszybowała w górę. Czasy były inne, nie było YouTuba, więc dzieła zapewne do dziś leżą w zakurzonych pudełkach.

Dziś cały warsztat filmowy każdy ma w swoim telefonie, a tematy, jak zawsze, leżą na ulicy, dokładniej na białoruskiej ulicy.

Polska misja wyzwalania wschodu

Powyborcze niepokoje w Białorusi jakoś zaczęły tracić tempo i potrzebne było nowe paliwo.

Odprawianie świętowania „żołnierzy wyklętych” na białoruskiej ziemi i „kaziuki” w konsulacie polskim w Grodnie okazały się wystarczającą prowokacją.

Coraz wyraźniej widać, że choć aktywność polska w „parciu na wschód” zapoczątkowana pomarańczową rewolucją na Ukrainie nie jest imponująca, to potencjał kotłowania ma.

Ukraińskie doświadczenia utwierdziły polskich polityków w ich wielkiej mocy sprawczej w Europie Środkowej. Wszyscy, poczynając od Aleksandra Kwaśniewskiego, a kończąc na Komorowskim, Kaczyńskim czy Tusku poczuli misję wyzwalania wschodu. Ich megalomańska psychika, połechtana pomarańczową rewolucją, ciągle wymaga nowych bodźców, a jak wiadomo, nie ma megalomana, który wyznaczyłby sobie granice.

Czy jednostka Grom odbije Andżelikę Borys?

Dziś pałeczkę przejął Mateusz Morawiecki i wypada zadać pytanie: czy jednostka Grom odbije Andżelikę Borys?

Pytanie nie jest bezzasadne, zważywszy na to, jak groźną tyradę o zakładnikach wygłosił ów premier.

Poglądy i opinie zawarte w artykule mogą być niezgodne ze stanowiskiem redakcji.

Zobacz również:

Białoruś: 17 września „Dniem Jedności Narodowej”?
„Nie bądź przystanią dla aferzystów politycznych!”: protesty przed polskimi konsulatami na Białorusi
Białoruś jest zaniepokojona rosnącą liczbą zachorowań na COVID-19 w Polsce
Szef MSZ poinformował NATO, OBWE i UE o aresztowaniu polskiej działaczki na Białorusi
Polski dziennikarz na Białorusi Andrzej Poczobut zatrzymany
Tagi:
MSZ RP, Rząd RP, Mateusz Morawiecki, polityka, Alaksandr Łukaszenka, ABW, Karol Marks, Marks, wsparcie, opozycja, Białoruś, Polska
Standardy społecznościDyskusja
Komentarz przez SputnikKomentarz przez Facebook
  • Komentarz