00:49 23 Kwiecień 2021
Piszą dla nas
Krótki link
Autor
64778
Subskrybuj nas na

Administracja Bidena powróciła do kwestii wcześniejszego wycofania lotniskowca USS Harry S. Truman. Okręt powinien służyć co najmniej kolejne 25 lat, jednak najprawdopodobniej zostanie pocięty na żyletki znacznie wcześniej.

Jednak nie jest to pierwszy raz, kiedy doszło do zażartych dyskusji wokół floty amerykańskich lotniskowców. Jak rozstrzygają się losy „symboli demokracji” - w materiale Sputnika.

Zamach na świętość

Za Donalda Trumpa również zaproponowano wycofanie USS Harry S. Trumana z floty w celu zaoszczędzenia środków budżetowych, ale on natychmiast odrzucił tę propozycję. Przecież okręt został zwodowany w 1998 roku i nadal ma być w służbie.

Ale inicjatywę poparli wysocy rangą urzędnicy Departamentu Obrony i Marynarki Wojennej. Jeśli Truman zostanie wycofany 25 lat przed terminem, zostaną uwolnione miliardy, przeznaczone na konserwację i tankowanie reaktora paliwem jądrowym.

Środki te mogą zostać przeznaczone na rozwój i zakup obiecujących rodzajów uzbrojenia - dronów podwodnych i nawodnych, precyzyjnej broni uderzeniowej, a także na budowę lotniskowców nowej klasy „Ford”.

Kongres przyjął ten pomysł z wrogością. Jeden z argumentów brzmi: jeśli wycofamy „Harry’ego Trumana” w połowie lat 20., to do 2050 roku Marynarka Wojenna będzie miała tylko dziewięć okrętów tej klasy, a flota potrzebuje 11. Większość kongresmenów jest przekonana: „pływające lotniska” są strategiczną przewagą Stanów Zjednoczonych nad potencjalnymi przeciwnikami, z ich pomocą można kontrolować cały światowy ocean.

Wcześniej w 2014 roku za Baracka Obamy zaproponowano wycofanie USS George Washington. Wtedy również inicjatywa spaliła na panewce.

Niemniej jednak niektórzy eksperci wojskowi nadal skłaniają się ku opinii, że lotniskowce szybko tracą na znaczeniu w czasie, gdy potencjalni przeciwnicy Stanów Zjednoczonych przyjmują na zbrojenie coraz bardziej precyzyjne systemy rakietowe, w tym naddźwiękowe. W szczególności Amerykanie są zaniepokojeni pojawieniem się w Chinach pocisków przeciwokrętowych dalekiego zasięgu o zasięgu 1000 mil morskich.

Stary problem

Spory o los lotniskowca „Harry Truman” trwały również po zmianie administracji. Wiele osób nadal jest przeciwnych przedwczesnemu wycofaniu. Kongres powiedział, że zbyt dużo zainwestowano w ten okręt, aby został wycofany z eksploatacji w połowie jego cyklu życiowego.

Ponadto parlamentarzyści zwracają uwagę, że jest to sprzeczne z programem rozwoju Marynarki Wojennej USA i zwiększeniem liczby okrętów o kilkaset jednostek. Chodzi o to, że były sekretarz obrony Mark Esper tuż przed dymisją zdołał przedłożyć zaktualizowany plan do 2045 roku, zgodnie z którym flota do tego czasu powinna liczyć co najmniej 500 okrętów.

„Każda próba odroczenia zakupu lotniskowców klasy Ford lub harmonogramu konserwacji lotniskowców klasy Nimitz jest strategicznie i finansowo nieodpowiedzialna i bez wątpienia spotka się z takim samym oporem, jak w 2014 roku” - napisał w artykule członek Izby Reprezentantów Rob Wittman.

W rzeczywistości strategia Battle Force 2045 zakłada zwiększenie tempa budowy przede wszystkim nowych szturmowych okrętów podwodnych klasy Virginia. Przewiduje się, że będzie ich 80. Ponadto kładzie się nacisk na różnego rodzaju drony, które częściowo zastąpią niszczyciele rakietowe i okręty zwiadowcze.

Bolączka Pentagonu

Kongresmeni opowiadają się nawet za zwiększeniem liczby lotniskowców. I powołują się na „chińskie zagrożenie”. Senator Roger Wicker podczas przesłuchań zastanawiał się, czy 11 lotniskowców wystarczyłoby do powstrzymania ChRL na Oceanie Spokojnym, jednocześnie operując na Bliskim Wschodzie i innych regionach Oceanu Światowego.

Wojskowi uspokajają parlamentarzystów. Dowódca operacji USA w rejonie Pacyfiku admirał John Aquilino zapewnił, że lotniskowce poradzą sobie, jeśli oczywiście nie będzie dodatkowych trudności.

Flota lotniskowców składająca się z 11 jednostek została zatwierdzona jako część strategii morskiej z 2007 roku. Założono, że okręty te będą potrzebne tylko w dwóch głównych teatrach: na zachodnim Pacyfiku i w Zatoce Perskiej. Teraz Stany Zjednoczone martwią się gwałtownym wzrostem Marynarki Wojennej Rosji na Morzu Śródziemnym i Północnym Atlantyku.

Jednocześnie admirałowie coraz częściej zgłaszają poważne problemy techniczne z lotniskowcami i rosnące koszty ich utrzymania. Na przykład w 2019 roku na wschodnim wybrzeżu Stanów Zjednoczonych tylko USS Dwight D.Eisenhower był zdolny do walki. Reszta była na różnych etapach modernizacji i remontu, a na Harrym Trumanie doszło do awarii systemu zasilania.

Nie najlepiej idzie również z uruchamianiem nowych „pływających lotnisk”. Pierwszego lotniskowca następnej generacji USS Gerald R. Ford nie są w stanie doprowadzić do gotowości od ponad 15 lat. Budowę okrętu rozpoczęto w 2005 roku, zwodowano w 2013 roku, a pełną eksploatację planowano rozpocząć w ciągu roku. Jednak natychmiast zidentyfikowano liczne wady projektowe. Na tyle poważne, że do tej pory nie udało się ich wyeliminować.

Poglądy i opinie zawarte w artykule mogą być niezgodne ze stanowiskiem redakcji.

Zobacz również:

Jak Ukraina sprzedała Chińczykom lotniskowiec na pływające kasyno i co z tego wyszło
Manewry na nieistniejącym lotnisku
Amerykański lotniskowiec pozostanie na Bliskim Wschodzie: będzie „miał na oku” Iran
Tagi:
lotniskowiec, USA
Standardy społecznościDyskusja
Komentarz przez SputnikKomentarz przez Facebook
  • Komentarz