17:51 17 Kwiecień 2021
Piszą dla nas
Krótki link
Autor
4146
Subskrybuj nas na

W przedświątecznej atmosferze grupa polskich naukowców opublikowała wyniki eksperymentu naukowego, zatytułowanego „Modlitwa wstawiennicza, długowieczność i śmiertelność biskupów rzymskokatolickich: studium eksploracyjne”. Troje badaczy ze śmiertelną powagą pyta: czy modlitwa za biskupa wpływa na jego zdrowie. A może jednak pół żartem, pół serio?

Doktor Natalia Banasik-Jemielniak wraz ze swoim mężem, prof. Dariuszem Jemielniakiem i wikipedystą Wojciechem Pędzichem, w wywodzie, opublikowanym w dwumiesięczniku „Journal of Religion and Health” („Czasopismo zdrowia i religii”) zaczynają od wymienienia dotychczasowych badań w sprawie skuteczności „modlitwy wstawienniczej” – czyli wpływu modlenia się za kogoś na jego szczęście i zdrowie. Przedstawiają w tej mierze dość ambiwalentny obraz, zauważając, iż „w niektórych badaniach odnotowano pozytywne skutki uzdrawiania na odległość lub modlitwy wstawienniczej” – choć przyznają, że wyniki te były „krytykowane”.

Powołują się między innymi – z całkowitą powagą – na Francisa Galtona, który w 1872 r. zauważył, iż wszyscy mieszkańcy Wielkiej Brytanii co tydzień modlą się za „długie życie w zdrowiu” rodziny królewskiej, która wcale nie wyróżnia się ani zdrowiem, ani długowiecznością. Postanowił zatem powtórzyć eksperyment w warunkach kontrolowanych: podzielił kawałek ziemi na działki i losowo modlił się nad niektórymi z nich, żeby zobaczyć, czy zasiane tam rośliny szybciej rosną. Nie rosły.

Osobomsze na głowę biskupa

Wracając wszakże do wieku XXI i naszych wybitnych uczonych, rozpoczęli oni od obliczenia: skoro podczas cotygodniowej liturgii wierni gremialnie modlą się za lokalnego biskupa – ile modlitw przypada na głowę biskupa rocznie w 6 krajach z silną pozycją katolicyzmu: USA, Francji, Włoszech, Polsce, Brazylii i Meksyku. Posługując się danymi dotyczącymi liczby katolików w poszczególnych krajach i średniej frekwencji na nabożeństwach, obliczyli średnioroczne wartości „osobomszy”, które następnie podzielili przez liczbę biskupów w danym kraju. Okazało się, że np. w Polsce przeciętny biskup może liczyć na 3 miliony modlitw rocznie; w USA na 2, we Włoszech na milion, ale np. w Meksyku – na 12 milionów.

Najgorzej wypadała Francji, gdzie za zdrowie uśrednionego biskupa modliło się tylko 330 tysięcy osób rocznie. Następnie uczeni zestawili te liczby z danymi z bazy Wikidata, zawierających informacje biograficzne. Wydobyli z niej życiorysy 857 biskupów, 500 szeregowych księży i – w charakterze grupy kontrolnej – 3038 nauczycieli akademickich. Uznali bowiem, iż – podobnie jak dwie badane grupy kleru – akademicy posiadają wyższe wykształcenie, wysoki status społeczny oraz podobny do biskupów samoregulowany tryb pracy. Następnie, z żelazną dyscypliną naukową, wyeliminowali  biskupów spośród księży, księży i biskupów – oraz kobiety – spośród akademików, żeby powtarzające się dane nie zamazywały obrazu. Dalej – bo to nie koniec – wyselekcjonowali biskupów z największych i najmniejszych diecezji, żeby wyróżnić grupy, które otrzymują najwięcej i najmniej modlitw.

Teza: „Jeśli modlitwy i ofiary wstawiennicze za konkretną wymienioną osobę mają wpływ na długowieczność i jest on zależny od liczby osób modlących się – biskupi rzymskokatoliccy powinni żyć znacznie dłużej, ze względu na miliony modlitw o ich dobro i ochronę, które każdy z nich co roku otrzymuje.

Dodatkowo, jeśli skuteczność modlitwy rośnie proporcjonalnie do liczby modlących się, biskupi z większych diecezji powinni mieć większą długowieczność niż ich koledzy z mniejszych”.

Wyniki okazały się wprost niewyobrażalne. Okazało się, że powszechnie omodlani biskupi żyją mniej więcej dwa lata dłużej, niż zwykli księża (średnio 30489 w porównaniu do 29894 dni), natomiast akademicy, za których przecież nikt się nie modli, są gdzieś pośrodku: 30147 dni. Mało tego: biskupi z wielkich diecezji żyją tyle samo, co ci z malutkich.

Otyłość i celibat

Wprawdzie uczeni uczynili zastrzeżenie, iż niewykluczone, iż wymodlona długowieczność purpuratów jest skracana przez celibat: „wykazano, że wspierające relacje osobiste, takie jak z małżonkami lub dziećmi, wpływają na subiektywną spodziewaną długość życia, która, jak udowodniono, pozwala przewidzieć rzeczywistą śmiertelność. Można postawić hipotezę, że nawet jeśli modlitwy przedłużają życie badanych, brak bliskich więzi rodzinnych może znacznie skrócić oczekiwaną długość życia duchownych, a wydłużyć ją dla nauczycieli akademickich”...

Badacze stwierdzają także, iż dobrostan, w jakim z zasady żyją biskupi, może być samoistną przyczyną ich przewagi nad zwykłymi księżmi; oraz, że samo dożycie do wieku, w którym otrzymuje się sakrę biskupią, może wywoływać w tej próbie nadreprezentację osób predestynowanych do dłuższego życia. W omówieniu badania w ramach projektu ScienceX prof. Jemielniak stwierdza też odważnie, że biskupi są grubi, co może niwelować działanie modlitwy: „O ile zamożność i status społeczny biskupów powinny jeszcze bardziej przyczyniać się do ich długowieczności, czynniki takie jak większa otyłość mogą mieć niekorzystny wpływ na zdrowie, ale nie jesteśmy w stanie tego zweryfikować”...

Tym niemniej – stwierdzają odważnie uczeni – „brak różnicy w długości życia biskupów z największych i najmniejszych diecezji oznacza, że nie stwierdziliśmy wpływu liczby otrzymywanych modlitw na długość życia. Stąd hipoteza o wpływie modlitwy na długość życia nie została potwierdzona”.

To, powiedzmy sobie szczerze, nie było wielką zagadką.

Punktoza

Prawdziwa zagadka brzmi: dlaczego poważni naukowcy wygłupiają się publikując tak absurdalne badanie? Dariusz Jemielniak specjalizuje się – uwaga – w ruchach antynaukowych i dezinformacji w sieci, jest kierownikiem katedry w uznanej Akademii Leona Koźmińskiego, tytuł profesora uzyskał w wieku 39 lat i jest najmłodszym w historii humanistą wśród członków PAN. Jego żona zrobiła doktorat z psychologii na UW, ma za sobą staż na Harvardzie, zajmuje się psychologią humoru, co jest wszak zajęciem, wbrew pozorom, poważnym i wymagającym dystansu. Wojciech Pędzich jest jednym z guru polskiej Wikipedii. Żadne z nich nie jest znane z żarliwej religijności ani powiązane z katolicką uczelnią.

Atoli, rozporządzeniem ministra Czarnka, „Journal of Religion and Health” – w którym ukazało się to wiekopomne dzieło – w trzylatce 2019-2021 daje autorowi i uczelni 200 punktów. Punkty zaś decydują o zatrudnieniu naukowca i finansowaniu uczelni – i są tematem powszechnej w środowisku naukowym obsesji. 200 punktów to wycena maksymalna – tyle samo, co najbardziej prestiżowe pisma naukowe na świecie, takie jak „Lancet” czy „Nature”. Przed Czarnkiem wycena „Journal of Religion and Health” wahała się od 13 do 20 punktów.

Autorzy zresztą zdają się mieć świadomość, ile warta jest ich praca.

Mamy nadzieję, że nasze badanie wywoła nie tylko uśmiech, ale także refleksję i otworzy nową dziedzinę teologii obliczeniowej – pisze prof. Jemielniak w swoim omówieniu tego dzieła badawczego.

Osobiście proponowałabym refleksję nad moralnymi efektami punktozy i podatnością uczonych na ideologiczną korupcję. Bez uśmiechu.

Poglądy i opinie zawarte w artykule mogą być niezgodne ze stanowiskiem redakcji.

Zobacz również:

Polscy biskupi nie poparli inicjatywy Kijowa
Attaché francuskiej konferencji biskupów: państwo powinno odbudować katedrę Notre Dame
Komisja ds. Pedofilii prosi biskupów o pomoc w badaniu spraw molestowania dzieci przez duchownych
Tagi:
wpływ, modlitwa, kościół, naukowcy, biskup
Standardy społecznościDyskusja
Komentarz przez SputnikKomentarz przez Facebook
  • Komentarz