04:15 19 Kwiecień 2021
Piszą dla nas
Krótki link
Autor
191144
Subskrybuj nas na

Niezaplanowana, pilna i niecierpiąca zwłoki – w takich słowach określano błyskawiczną wizytę szefa polskiego MSZ Zbigniewa Raua w Kijowie. Jaki był rzeczywisty cel tego wyjazdu, poza określoną demonstracją – nie wiemy.

Wiemy natomiast, że wizyta ta jest elementem kampanii prowadzonej przez władze ukraińskie, być może mającej na celu przygotowanie się do działań zbrojnych na Donbasie.

Ekspres do Kijowa

Wizyta Zbigniewa Raua w Kijowie na zaproszenie szefa tamtejszego MSZ Dmitrija Kułeby była planowana w najbliższych miesiącach. Nikt jednak nie oczekiwał, że dojdzie do niej w tych dniach. Natychmiastowy tryb wyjazdu polskiego ministra wskazuje, że wystąpiły nadzwyczajne okoliczności. Tego, o jakie okoliczności chodzi, możemy dowiedzieć się z komunikatów resortów obu krajów, po raz kolejny podkreślających wspólny lęk przed mitycznym rosyjskim zagrożeniem.  

Wielu obserwatorów ma dość przykre skojarzenia z polską aktywnością na Wschodzie, w szczególności na Ukrainie. Niestety, powstaje od lat uzasadnione wrażenie, że każda próba ingerencji i „mediacji” podejmowana przez Warszawę w tym regionie świata, zwiastuje poważne problemy. Przypomnijmy tylko, że działania takich polityków, jak Radosław Sikorski (Ukraina, 2014 rok) czy Lech Kaczyński (Gruzja, 2008 rok) nie tylko nie przyniosły jakiejkolwiek stabilizacji w poszczególnych, będących przedmiotem ich zainteresowania krajach, ale doprowadziły do pogłębienia kryzysów.

Polska nie jest mediatorem, którego potrzeba w przypadku wzrostu napięcia grożącego konfliktem. Polska jest stroną popierającą najbardziej radykalnych jastrzębi dążących do wybuchu. Dlatego wizyta Raua w Kijowie w obecnych okolicznościach przypomina o tej fatalnej prawidłowości i jest jasnym sygnałem ostrzegawczym: na wschodzie Ukrainy może dojść do działań wojennych.

W poszukiwaniu wsparcia jastrzębi

Zbigniew Rau w Kijowie, 8 kwietnia 2021 r.
© REUTERS / Press service of the Ministry of Foreign Affairs of Ukraine
Potwierdzają to, wprawdzie dość skąpo relacjonowane, wypowiedzi szefa polskiego MSZ podczas wizyty w Kijowie. „Celem mojej wizyty było potwierdzenie naszej polityki, że Ukraina nie jest osamotniona w obronie suwerenności, integralności terytorialnej i nienaruszalności granic i Ukraina ma prawo się bronić” – mówił Rau. W tym stwierdzeniu kryje się wcale nieskrywane, fałszywe założenie, że Ukraina jest przez kogoś atakowana. Tymczasem Ukraina nie broni się, lecz narusza rozejm zawarty w lipcu 2020 roku, o czym mówią raporty misji obserwacyjnej OBWE. Nie ma też żadnych podstaw do stwierdzenia, że któraś ze stron konfliktu donbaskiego powinna być bliższa Polsce i Polakom. Co więcej, ewentualna próba wzmocnienia pozycji Polski na arenie międzynarodowej powinna wiązać się ze stanowiskiem umożliwiającym dialog ze wszystkimi stronami potencjalnego konfliktu.

Zaproszenie Raua, wcześniejsze rozmowy z Joe Bidenem oraz premierem Kanady Justinem Trudeau, wskazują, że Kijów nastawiony jest na konfrontację.

Gdyby było inaczej, tamtejsze władze podjęłyby rozmowy dyplomatyczne z państwami nastawionymi bardziej neutralnie wobec wydarzeń na Donbasie. Rozmowa z administracją amerykańską jest w tym kontekście czymś na kształt kierowania prośby o pomoc w gaszeniu pożaru do podpalacza i piromana. Niestety, wśród wspólników tego podpalacza wciąż znajduje się Polska.

Symbole pokazują intencję

Podczas każdej wizyty zagranicznej oficjalnego urzędnika państwowego istotną rolę odgrywają też symbole. To one stanowią otoczkę mającą nadać oficjalnym spotkaniom, których treść często pozostaje niejawna, określoną wymowę. Zbigniew Rau podczas wizyty w Kijowie wykonał dwa znaczące gesty tego rodzaju. Pierwszy polegał na złożeniu wieńców przed ścianą pod Michajłowskim Soborem, na której umieszczono zdjęcia „ofiar rosyjskiej agresji”. Warto przypomnieć, że wśród tych „ofiar” reprezentowani są w dużej liczbie bojownicy tzw. batalionów ochotniczych, często nieukrywających w najmniejszym stopniu swojego nie tylko neobanderowskiego, ale i neonazistowskiego charakteru. Będąc kilkukrotnie na Donbasie po roku 2014 widziałem na własne oczy dorobek tych „bohaterów Ukrainy” – zabitych i rannych cywilnych, bezbronnych mieszkańców regionu.

Kolejnym akordem było oddanie przez ministra hołdu Annie Walentynowicz, której popiersie odsłonił jakiś czas temu w Kijowie sam Andrzej Duda. Tutaj wymowa była potrójna: po pierwsze, Walentynowicz to ikona fałszowanej przez PiS wizji historii „Solidarności”, w której ta zwolenniczka braci Kaczyńskich zastąpić miała Lecha Wałęsę; po drugie, to działaczka o poglądach wyraźnie antyrosyjskich, zwana zresztą przez amerykańskie Radio Swoboda „Ukrainką, która zmieniła Polskę” ze względu na swoje, wstydliwie przez lata ukrywane, ukraińskie korzenie; po trzecie, Walentynowicz zginęła w katastrofie smoleńskiej, która do dziś pozostaje jedną z fundamentalnych dla partii rządzącej antyrosyjskich teorii spiskowych.

​Niezależnie od treści rozmów Raua z Kułebą, przekaz wizyty jest jednoznaczny: Polska opowiada się po stronie Kijowa w toczącym się na Ukrainie od roku 2014 konflikcie zbrojnym o rysach wojny domowej, uznając, że nie jest to wojna domowa, lecz „rosyjska agresja”. Współgrał z tym jasnym komunikatem i dobór rozmówców ministra w Kijowie. Oprócz Kułeby, byli to Aleksiej Reznikow, wicepremier i minister ds. terytoriów tymczasowo okupowanych oraz były prezydent Leonid Krawczuk, 87-letni dziś przewodniczący grupy kontaktowej ds. uregulowania sytuacji na Donbasie, który wsławił się ostatnio następującą brawurową deklaracją: „Broń mam wyczyszczoną i przygotowaną… Wprawdzie niedowidzę, ale dobrze strzelam… Będę do ostatniego naboju… Ja ich, sukinsynów, do siebie nie zapraszałem. Sami przyszli”.

​Jakich rozmówców mogą mieć jednak polskie elity polityczne w sytuacji, gdy z niezachwianym przekonaniem o „ofiarach agresji Putina” mówi nawet, komentując niespodziewaną wycieczkę Raua, Łukasz Adamski, zastępca dyrektora …Polsko-Rosyjskiego Centrum Dialogu i Porozumienia?

Poglądy i opinie zawarte w artykule mogą być niezgodne ze stanowiskiem redakcji.

Zobacz również:

Rzecznik Putina: Ukraina w NATO? Głęboko wątpimy, że to pomoże Donbasowi
Ukraina nakłada sankcje na firmy z Polski
Były prezydent Ukrainy: Białoruś jest sługusem Rosji, a Ukraina jest jej wrogiem
Rau w Kijowie: Ukraina ma prawo się bronić! Nie jest osamotniona
Zacharowa: Ukraina używa historycznych fejków
Tagi:
Kiev, Zbigniew Rau, PiS, polityka, współpraca, Donbas, MSZ Polski, Ukraina, Polska
Standardy społecznościDyskusja
Komentarz przez SputnikKomentarz przez Facebook
  • Komentarz