Piszą dla nas
Krótki link
Autor
4239
Subskrybuj nas na

Poniedziałkowe posiedzenie sejmowej komisji sprawiedliwości i praw człowieka, poświęcone przesłuchaniu kandydatów na RPO, odbyło się wedle dość przewidywalnego scenariusza. Kandydaci PiS i PO, Bartłomiej Wróblewski i Sławomir Patyra, głosili kazanie do chóru, a zgłoszony przez lewicę Piotr Ikonowicz – z braku chóru – głosił kazanie do ludu.

Było to nieco abstrakcyjne – zważywszy, iż transmisja posiedzenia odbywała się wyłącznie na stronie Sejmu w internecie – ale Piotr Ikonowicz wyznał szczerze, że od 20 lat nie miał okazji przemawiać w Sejmie, więc nieco sobie pofolgował.

Wróblewski: niekłopotliwy przeciwnik dyskryminacji horyzontalnej

Najbardziej oryginalny punkt widzenia na zadania rzecznika praw obywatelskich przedstawił kandydat władzy, poseł PiS, Bartłomiej Wróblewski, który w subtelny sposób dał swoim towarzyszom partyjnym do zrozumienia, że władza nie będzie miała z nim problemów. Zgodził się wprawdzie, że „ze strony władz płyną zagrożenia dla wolności” – ale dodał skwapliwie, iż rzecznik musi nie tylko stać na straży tych wolności, „ale też umieć współpracować”. Ponadto – nie omieszkał zaznaczyć – zagrożenia pojawiają się „nie tylko wertykalnie” – czyli z góry, ze strony rządzących – ale także „horyzontalnie”, czyli w relacjach międzyspołecznych, ze strony podmiotów prywatnych; wymienił tu czyścicieli kamienic i lichwę. Niby zgoda – ale od tego typu zagrożeń obywateli powinna chronić właśnie władza: od ustawodawcy po policję. A zadaniem RPO jest dopiero karcenie władzy, która tego nie czyni.

Ponure rozbawienie w części sali wzbudziła zapowiedź, że poseł Wróblewski – autor wniosku do TK, który doprowadził do zmuszenia kobiet do rodzenia dzieci bez główek i wyprowadził na ulicę dziesiątki tysięcy kobiet – będzie działał „na rzecz praw kobiet”. Co doprecyzował jako walkę o „ich prawa ekonomiczne, w tym prawo do zabezpieczenia społecznego, równość praw, w tym znoszenie barier dotyczących awansów zawodowych”. Obiecał także, że będzie „monitorował przepisy dotyczące zwalczania przemocy domowej”. Znacznie więcej przekonania poseł PiS włożył w opowieść o tym, że będzie bronił „klasycznych liberalnych wolności, w tym wolności nauczania na uczelniach i prowadzeni badań naukowych” – których to, jego zdaniem, „teraz widzimy ograniczenia”. To w PiSomowie oznacza ochronę poglądów jawnie rasistowskich i homofobicznych, które rzeczywiście nie spotykają się ze zrozumieniem na większości wyższych uczelni.

Na koniec kandydat PiS jeszcze raz obiecał „budować mosty” – co oznacza współpracę z „władzą europejską, a także krajową: ustawodawczą, wykonawczą i sądowniczą”, albowiem „więcej można zrobić angażując się we współpracę, niż angażując się w konflikty”, które są „czasami konieczne, ale często też po prostu destrukcyjne”... Poseł Wróblewski konfliktem się najwyraźniej brzydzi: „powinniśmy raczej harmonizować racje różnych stron, a nie antagonizować”. Czego najlepszym dowodem jest on sam: „spotykałem się z wieloma z państwa i w Sejmie i na uczelni, i ta rozmowa i dyskusja zawsze była kulturalna; nie wiem, czy ktoś z państwa z mojej strony jakiejś przykrości kiedy doznał” – wypomniał Wróblewski krytykom. 

Zapytany o swoje największe poselskie osiągnięcie – zmuszenie kobiet do rodzenia dzieci skazanych na śmierć – poseł PiS poinformował z jasnym czołem, że jego wniosek „nie był motywowany względami religijnymi, ani ideologicznymi, tylko konstytucyjnymi” – co mogłoby wzbudzić pewną radość, gdyby nie było tak tragicznie ponure. Zapytany, czy nie odczuwa choćby odrobiny empatii wobec kobiet, które skazał na tortury – bo tak Komitet ONZ Przeciwko Torturom definiuje uniemożliwienie przerwania ciąży, której kontynuacja wiąże się z cierpieniem fizycznym i psychicznym – powiedział, że oczywiście współczuje cierpiącym kobietom, ale to nie powód, żeby zabijały człowieka... Na koniec jeszcze, zapytany o głośny przypadek z Głogowa, gdzie policjant przyłożył drobnej dziewczynie pałą, po czym chwyciwszy ją za szyję rzucił na ziemię, bo ponoć mu ubliżała – kandydat władzy na rzecznika praw obywatelskich zauważył, że „nie jest dobrym pomysłem, żebyśmy prowokowali policję”.

Patyra: kontynuacja we wszystkich dotychczasowych kierunkach

Jego czołowy kontrkandydat – popierany przez Platformę i PSL, nieznany szerzej Sławomir Patyra – ma w tych akurat sprawach racjonalne poglądy, co dowodzi, że Strajk Kobiet przyniósł jednak pewne efekty wychowawcze wobec klasy politycznej. Kłopot polega na tym, że Patyra ma racjonalne, centrowe poglądy w każdej sprawie – co nie czyni go bojownikiem, jaki w prawacko oszalałym państwie PiS jest na tym stanowisku potrzebny.

Sławomir Patyra ma niewątpliwie wszelkie kompetencje merytoryczne do pełnienia tej funkcji: jest doktorem habilitowanym nauk prawnych, profesorem UMCS – ma też absolutną rację, kiedy mówi, iż rzecznik musi być niezależny od władzy, bo w przeciwnym razie będzie albo uległy, albo w najlepszym razie milczący, a to nie są cechy pożądane u ombudsmana. Z drugiej strony – jest to wszakże banał, który niewiele wnosi do wyobrażenia o tym, co właściwie prof. Patyra chciałby robić na stanowisku RPO.

Z konkretów Patyra odnotował, że godności ludzkiej nie można różnicować, niezależnie od tego, kogo ona dotyczy, a władza publiczna często o tym zapomina i wówczas zadaniem m.in. RPO jest o tym przypomnieć...

Prof. Patyra deklaruje zuniwersalizowany szacunek i chęć kontynuacji wobec wszystkich dotychczasowych rzeczników – począwszy od niedoścignionej prof. Łętowskiej, poprzez bardzo kontrowersyjnego dr. Kochanowskiego i słabą, pozbawioną charakteru posłankę Unii Wolności dr hab. Lipowicz, aż do znakomitego Adama Bodnara. To niewiele mówi o kierunku, w którym chce podążać. Poza tym, że oczywiście obiecuje troszczyć się o przedsiębiorców.

Ta ostatnia deklaracja oczywiście okazała się świetną przygrywką dla Piotra Ikonowicza, który zaczął od zauważenia, że o przedsiębiorców troszczą się wszyscy – ale co z ludźmi pracy, o których nikt dziś nie pamięta?

Ikonowicz: ludu gniew 

Piotr Ikonowicz – jakże by mogło być inaczej – całkowicie różnił się od swoich dwóch konkurentów, zarówno pod względem stylu, jak i treści przekazu.

W odróżnieniu od prof. Patyry i dr. Wróblewskiego, Ikonowicz jest zaledwie magistrem prawa – ale jest, jak sam mówi, prawa tego praktykiem, przez to, iż regularnie występuje w sądach jako pełnomocnik społeczny, w obronie ludzi, których nie stać na adwokata: w sprawach lokatorskich, konfliktach z nieuczciwymi pracodawcami, sporach z bezwzględnymi urzędnikami. Jego ogląd kluczowych zadań dla biura RPO jest więc inny niż jego kontrkandydatów: i są to interwencje w sprawach społecznych. Stworzona przez Ikonowicza Kancelaria Sprawiedliwości Społecznej zajmuje się przede wszystkim sprawami lokatorskimi: walką z czyścicielami kamienic i urzędniczą bezdusznością, wymuszaniem na samorządach pomocy dla ludzi zagrożonych bezdomnością, niejednokrotnie wyrywaniem im z gardła mieszkań socjalnych. Z właściwą sobie obrazowością Ikonowicz przedstawił przykład Łodzi, która w ramach walki z bezdomnością rozdaje ludziom bez dachu na głową mydło. Ale – dodał nie bez pewnego entuzjazmu – odkąd został kandydatem na RPO, towarzyszy mu zainteresowanie mediów, które z kolei budzi w urzędnikach samorządowych trwogę na tyle znaczną, że wiele rzeczy udaje mu się załatwić.

Eksmisje na bruk – mówił kandydat lewicy na RPO – są w Polsce nielegalne, odkąd TK uznał, ze stanowią naruszenie konstytucyjnej zasady ochrony godności człowieka – ale nadal się odbywają. KSS współpracuje z Komendą Główną Policji i udało się nawet doprowadzić do wysłania do policjantów instrukcji, z której wynika, że mają chronić lokatorów przez właścicielami, dokonującymi nielegalnych eksmisji – acz oczywiście z realizacją tych instrukcji bywa różnie. Tu padł cokolwiek wstrząsający przykład: prywatnej firmy o nazwie Centralne Biuro Bezpieczeństwa Personalnego, która wynajmuje umundurowanych w bojowym rynsztunku zbirów do nielegalnych eksmisji. Działają także teraz, w czasie pandemii – kiedy wszelkie eksmisje są zgodnie z ustawą koronawirusową zabronione. I państwo na to pozwala.

Wizja Ikonowicza – to Rzecznik Praw Obywatelskich skupiony na walce z systemem w imieniu ludzi biednych, pokrzywdzonych, dyskryminowanych: takich, których walka o sprawiedliwość jest z góry przegrana. 80 procent Polaków nie ma żadnych oszczędności, po prostu dlatego, że mało zarabiają – mówił Ikonowicz – toteż nie są w stanie opłacić pomocy prawnej. Rzecznik jest ich ostatnią deską ratunku – i tak szef KSS widzi swoje zadanie w biurze RPO: jako jedyną instytucję równoważącą w jakimkolwiek stopniu szanse zwykłych obywateli w starciu z potęgą władzy. Ale nie tylko: kandydat lewicy powiedział także – co zabrzmiało trochę jak groźba – iż wyobraża sobie, że całą tę rzekę nieszczęść, która spływa do biura rzecznika, przekieruje do Sejmu tak, aby posłowie wreszcie zrozumieli, czym naprawdę żyją ludzie. „Zagonię was do roboty” – postraszył Ikonowicz posłów.

Długotrwała seria pytań i odpowiedzi wniosła do dyskusji, szczerze powiedziawszy, niewiele. Godna odnotowania zdała mi się tylko odpowiedź Piotra na zadane przez korwinistę, posła Berkowicza, pytanie o to, jak socjalista może bronić wolności.

– Panie Berkowicz – odrzekł Ikonowicz – nasz sztandar płynie ponad trony. To my, socjaliści, żeśmy wam tę wolność w 18 roku wywalczyli, żebyś mógł pan swoje niezbyt mądre poglądy głosić...

Zgodnie z parytetem, sejmowa komisja poparła kandydaturę Wróblewskiego, odrzuciła Ikonowicza i Patyrę. Zgodnie z tym samym parytetem, Sejm wybierze teraz Wróblewskiego, którego Senat, z tych samym powodów, odrzuci.

I zabawa zacznie się od nowa.

Poglądy i opinie zawarte w artykule mogą być niezgodne ze stanowiskiem redakcji.

Zobacz również:

Nel ze sztucerem i nieporadny Staś: MEiN wyjaśnia, co „boli Lewicę” w powieści Sienkiewicza
To ci nowina – z Lewicy do Gowina!
Posłanki Lewicy przyszły na kontrolę. Niewpuszczone do KPRM
Tagi:
lewica, Lewica, partia polityczna, Platforma Obywatelska, platforma, polityka, Polska
Standardy społecznościDyskusja
Komentarz przez SputnikKomentarz przez Facebook
  • Komentarz