Piszą dla nas
Krótki link
Autor
0 101
Subskrybuj nas na

Pomysł zbudowania „osiedla bez dzieci” na Śląsku wywołał w Internecie narodową batalię. To może być jeden z lepszych momentów do rozpoczęcia dyskusji o tym, czy faktycznie społeczna izolacja jest naszym świętym prawem, czy też prostą drogą do atomizacji i świadczy o egoizmie.

W mediach społecznościowych burzę wywołał projekt pracowni Ekotektura – o tym, że na Śląsku powstaje osiedle szeregowców według wizji inwestora nieprzewidującej tam miejsca dla rodzin z dziećmi jako pierwszy napisał portal Noizz.

Niestety nie wiemy, kto dokładnie stoi za inwestycją, ponieważ projektanci zasłonili się tym, iż „inwestor nie jest chętny do rozmowy”, zaś oni sami nie mają pojęcia, w jaki sposób zamierzony „zakaz dzieci” na osiedlu ma zostać wyegzekwowany prawnie. Odnosili się wyłącznie do kwestii udogodnień – 50-metrowe szeregowce mają być nieprzystosowane dla rodzin z pociechami, niemniej projekt nie przewiduje żadnych innych rozwiązań, które by wskazywały na to, że domy mają być kierowane do wąskiej grupy.

Co na to prawo?

Wiadomo, że powyższe osiedle należeć ma do dewelopera – i to właśnie on zarządzać ma mieszkaniami na wynajem. Sprzedaż nie jest przewidziana. Pojawiają się oczywiście pytania o to, jak wygląda to od strony prawnej. Z pewnością w Polsce nie można eksmitować z lokalu kobiety w ciąży lub z małym dzieckiem. Z drugiej strony deweloper ma prawo informować o tym, dla jakiej grupy przeznaczona jest nieruchomość (aż do momentu sprzedaży), najemca zaś ma prawo decydować, z kim podpisze bądź przedłuży umowę. W zasadzie tylko w ten sposób jest w stanie egzekwować swoje założenia.

Nie można powiedzieć, by był to pomysł z kategorii nowych. Osiedla dla seniorów z twardo określonymi regulaminem godzinami wizyt, opieką pielęgniarek i szeregiem udogodnień, funkcjonują w USA.

W całym zachodnim świecie od Londynu przez Holandię do Kanady da się również spotkać mieszkania i osiedla na wynajem dla bezdzietnych, wierzących czy zakazujące posiadania zwierząt. Najskuteczniejszym gwarantem przestrzegania „przeznaczenia” osiedla okazuje się sama społeczność, która tam zamieszka. Wakacje w hotelach „no kids” to również standard, podobnie jak przyjazne dzieciom miejsca, które obfitują w infrastrukturę do zabawy.

Moskiewskie międzynarodowe centum biznesowe Moscow City
© Fotolia / Mariavetrova
Kilka lat temu powstała nawet strona z mapą i wyszukiwarką miejsc „bezdzietnych” w Polsce.

Znacznie ciekawszy jest jednak wątek sporu o granice naszych społecznych przestrzeni. W mediach społecznościowych pojawiło się mnóstwo komentarzy, które entuzjastycznie odnoszą się do pomysłu. Wiele par zadeklarowało chęć zamieszkania w takim miejscu. Z drugiej strony padły zarzuty o społeczny egoizm. I tak jest od kilku lat – schemat ten powtarza się za każdym razem, gdy w Internecie padnie informacja o nowej restauracji czy klubie tylko dla dorosłych.

„Rozpłodowcy” vs. „lambadziarze”

W Internecie dyskusja w ciągu kilku dni zdążyła już wejść na poziom wyzwisk. Tym, którzy popierają zamknięte, dedykowane określonej grupie osiedla, oddać trzeba, że faktycznie ci, dla których dolegliwe jest sąsiedztwo dzieci, nie mają gdzie przed nim uciec. Słyszą: „Jeśli przeszkadza ci przedszkole pod oknami, wyprowadź się tam, gdzie nie ma dzieci”. Gdy takie osiedle jest planowane – ci sami ludzie słyszą, że są egoistami, ponieważ zamiast nauczyć się żyć w społeczeństwie, chcą uprawiać eskapizm.

Nie zawsze niechęć do przebywania w sąsiedztwie dzieci powodowana jest fobiami, uprzedzeniami czy nieumiejętnością życia w społeczeństwie, czasem wynika z problemów zdrowotnych, obniżonego progu tolerancji na bodźce, charakteru wykonywanej pracy. Nierzadko winowajcą okazuje się po prostu źle zaprojektowana przestrzeń, gdzie wszyscy wszystkim przeszkadzają: jest tak ciasno, że zaglądamy sobie w okna, za ścianą słychać każde kaszlnięcie sąsiada, dzieci krzyczą podczas pobytu na placyku zabaw wciśniętym w środek niewielkiego podwórka. W efekcie nikt nie czuje się tam swobodnie. To problemy dotyczące głównie nowszego budownictwa, oszczędności inwestorów.

Z drugiej strony trudno zlekceważyć fakt, że aby nowe pokolenia wychowywały się w zdrowym poczuciu wspólnoty, od dzieciństwa muszą uczyć się egzystować w społeczeństwie i poznawać różne sytuacje, również sąsiedzkie. A to, czy wpajamy naszym dzieciom kulturę osobistą i szacunek do innych, to już zupełnie inna kwestia.

Poglądy i opinie zawarte w artykule mogą być niezgodne ze stanowiskiem redakcji.

Zobacz również:

Rezydenci znów strajkują. Minister: „Teraz skoncentrujcie się na wirusie”
Zakaz palenia na balkonie – czy to realne?
Formularz Niedzielskiego: pierwsze komentarze
Nie daj się nabrać. Nowa metoda „na niezapłacony mandat”
Tagi:
rodzina, dom, mieszkanie, Polska
Standardy społecznościDyskusja
Komentarz przez SputnikKomentarz przez Facebook
  • Komentarz