Piszą dla nas
Krótki link
Autor
7661
Subskrybuj nas na

Wyjście z aresztu byłego ministra transportu i ważnego niegdyś polityka Platformy Obywatelskiej powoduje, że znów zastanawiamy się nad charakterem polskiego wymiaru sprawiedliwości, który w różny sposób traktuje różnych ludzi. Zastanawia też polityczne tło całej sprawy.

Bez znaczenia są tu sympatie i antypatie polityczne. Warto spróbować zastanowić się nad istotą systemu.

Czy na Ukrainie biorą?

Odpowiedź na pytanie o to, czy Sławomir Nowak w czasach swej błyskotliwej, acz krótkiej kariery na Ukrainie mógł narazić się na uzasadnione zarzuty korupcyjne, jest dość oczywista. Mógł. Nie dlatego, że jest chciwy, skorumpowany i z gruntu zły, lecz z uwagi na specyfikę ukraińskiego systemu. Należy wręcz sądzić, że – gdyby Nowak działał zgodnie z prawem i przejrzyście – pewnie straciłby swoją funkcję szefa Ukrawtodoru już po kilku dniach. Wytrzymał nieco dłużej. I to oznacza, że musiał być częścią jakiegoś układu

Ukraina jest bowiem przypadkiem korupcji endemicznej, będącej częścią tamtejszej tradycji. Ludzie jej się sprzeciwiający uznawani są albo za wariatów, albo za skrajnie niekompetentnych, czyli bezużytecznych, wywołujących tylko niepotrzebne zgrzyty w naoliwionym łapówkami mechanizmie ukraińskiego parapaństwa.

Nie ma zatem sensu pytanie o uczciwość Nowaka podczas jego menedżerskiej kariery na Ukrainie. Polski sąd nie ma do tego żadnych kompetencji, najprawdopodobniej nie mając najmniejszego pojęcia o funkcjonowaniu tamtejszego systemu. To mniej więcej tak, jakby warszawskiej Temidzie przyszło rozpatrywać sprawę honorowego zabójstwa w którymś z mikronezyjskich plemion. Mamy zatem sytuację dość absurdalną, która jednak wynikła z określonych przyczyn.

Polskie organy na posyłkach SBU i NABU

Sprawa Nowaka nie po raz pierwszy dowiodła, że polskie służby, prokuratura i ich polityczni nadzorcy są w istocie chłopcami na posyłki służb ukraińskich, przede wszystkim Służby Bezpieczeństwa Ukrainy (SBU) oraz Narodowego Biura Antykorupcyjnego Ukrainy (NABU). Za czyny popełnione na terytorium Ukrainy, będące przestępstwem w tym kraju, lecz już niekoniecznie w Polsce, za rzekome działanie wbrew interesom obcego z polskiego punktu widzenia państwa, obywatele polscy (choć Nowak ma podwójne obywatelstwo) zatrzymywani są i aresztowani w swoim kraju. Sam ten fakt świadczy o głębokiej patologii organów państwa polskiego, gotowych grillować Polaków za rzekome przewiny na szkodę kijowskich władz.

W związku z tym, Sławomir Nowak w ogóle nie powinien opuszczać aresztu z prostej przyczyny. Na podstawie zarzutów ukraińskich służb nigdy nie powinien tam trafić. I trzeba o tym głośno mówić, niezależnie od politycznej, etycznej i profesjonalnej oceny polskiego desantu menedżersko-politycznego, który wylądował w Kijowie po przewrocie w 2014 roku.

Nowak niepolityczny

Nowak był ofiarą patologii polegającej na faktycznej podległości służb polskim już nie tylko amerykańskim, ale nawet ukraińskim. Służby i prokuratury na Ukrainie są zapewne tak samo skorumpowane i niekompetetne, jak inne organy tego upadłego już dawno temu państwa. Nie był jednak, jak twierdzi Donald Tusk i inni jego przyjaciele z PO, więźniem politycznym. Co najwyżej, więźniem partyjnym.

Kategoria więźnia politycznego, zgodnie z międzynarodowo uznaną terminologią, dotyczy tych, którzy represjonowani są w związku z głoszeniem określonych przekonań. Trudno zauważyć, by Sławomir Nowak miał jakiekolwiek poglądy, poza tym, że nie lubił PiS. PiS nie lubiło go z wzajemnością. Ich konflikt nie miał jednak charakteru politycznego, nie był sporem o poglądy i wizje rozwoju. Był raczej walką dwóch koterii /plemion/ gangów o kontrolę nad zasobami. Dlatego, mając pewne doświadczenie w tym zakresie za sobą, mogę uznać Nowaka wyłącznie za więźnia partyjnego. Więźnia, przeciwko któremu państwo autorytarne wykorzystało – sądząc po opowieściach jego obrońców – metody zastraszania, łamania psychicznego i poniżania. Metody bardzo dla obecnie rządzącej formacji typowe.

Czy poznamy tajniki ukraińskiej kuchni?

Minister sprawiedliwości i prokurator generalny Zbigniew Ziobro, wypowiadając się na temat Nowaka, po raz kolejny w swojej karierze naruszył wszelkie możliwe standardy obowiązujące funkcjonariuszy państwowych. Nie ma w tym nic zaskakującego, przywykliśmy do tego, choć w żadnym poważnym państwie ktoś taki nie mógłby sprawować nawet stanowiska prokuratora rejonowego. Przy okazji polskich wojenek podjazdowych Ziobro oddać może jednak niedźwiedzią przysługę Ukraińcom.

Minister zapowiedział wszakże odtajnienie akt sprawy, w tym – jak można domniemywać – tych dotyczących działalności Nowaka w Kijowie. A to oznaczać może po pierwsze obnażenie mechanizmów funkcjonowania polityki i biznesu w tym kraju, zapewne w niezbyt korzystnym świetle pokazujące osiągnięcia pomajdanowej Ukrainy. Po drugie zaś, ujawniony może zostać rzeczywisty poziom „fachowości” SBU i NABU, które – mimo kurateli amerykańskich specjalistów i doradców – są strukturami potrafiącymi w najbardziej nawet absurdalny i amatorski sposób fabrykować dowody „winy” dowolnej wskazanej im osoby.

Ujawnienie ich skrajnej niekompetencji byłoby korzystne z punktu widzenia publicznego pokazania, ile warte są pozostałe, formułowane przez nie oskarżenia, w tym te dotyczące już spraw czysto politycznych. I to właśnie może być największą korzyścią z dość żenującej generalnie rozgrywki wokół byłego polskiego ministra.

Poglądy i opinie zawarte w artykule mogą być niezgodne ze stanowiskiem redakcji.

Zobacz również:

Zapadła decyzja w sprawie Sławomira Nowaka. Opuści areszt
Sławomir Nowak: skala korupcji większa niż przypuszczano
Kolejne osoby zatrzymane w sprawie Sławomira Nowaka
Gigantyczne łapówki dla Sławomira Nowaka od ukraińskiego biznesmena: nowe dane z Ukrainy
Sławomir Nowak aresztowany na trzy miesiące
Tagi:
korupcja, Donald Tusk, polityka, PiS, PO, Ukraina, areszt, sąd, łapówkarstwo, Sławomir Nowak, Polska
Standardy społecznościDyskusja
Komentarz przez SputnikKomentarz przez Facebook
  • Komentarz