Piszą dla nas
Krótki link
Autor
5392
Subskrybuj nas na

Ponad tydzień temu tygodnik „Sieci” odpalił prawdziwą dziennikarską bombę: włoscy eksperci ustalili, że na fotelach TU-154M znaleziono ślady trotylu. Potwierdził to minister sprawiedliwości. Jednak „Wyborcza” dotarła do dokumentów, według których badane były m.in. fotele zapasowe. W momencie katastrofy nie było ich na pokładzie.

Ponad tydzień temu tygodnik „Sieci” odpalił prawdziwą dziennikarską bombę (dosłownie i w przenośni): włoscy eksperci ustalili, że na fotelach TU-154M znaleziono ślady trotylu. Potwierdził to minister sprawiedliwości. Jednak „Wyborcza” dotarła do dokumentów, według których badane były m.in. fotele zapasowe. W momencie katastrofy nie było ich na pokładzie.

– Biegli nie przesądzali mechanizmu, w wyniku którego doszło do katastrofy. Natomiast wnieśli nowe istotne informacje, które były wynikiem bardzo skrupulatnego, długiego badania tysięcy próbek, które dostarczyła polska prokuratura – powiedział minister sprawiedliwości i prokurator generalny Zbigniew Ziobro, potwierdzając doniesienia medialne „Sieci” o tym, że na przesłanych próbkach wykryto ślady substancji wybuchowych. Zbigniew Ziobro postawił tezę, że ostatnie odkrycia to wynik wcześniejszych zaniedbań – dopiero teraz przebadano wszystko gruntownie, wcześniej zaś stosunek śledczych, polityków, a zwłaszcza Donalda Tuska do sprawy był „niefrasobliwy”.

GW: Bez dowodów na wybuch

Natomiast dziennikarze „Gazety Wyborczej” dziś postawili kontrtezę. Na podstawie analizy dokumentów Zespołu Śledczego nr 1 Prokuratury Krajowej ustalili, że w Rzymie badano m.in. próbki foteli zapasowych, których nie było na pokładzie tupolewa w dniu katastrofy w 2010 roku. Znalezione ślady materiałów wybuchowych według nich mogli zostawić żołnierze, którzy wcześniej latali tupolewem na zagraniczne misje. Zatem nasuwająca się teza o zamachu i wybuchu na pokładzie jest według Wojciecha Czuchnowskiego i Agnieszki Kublik nieuzasadniona.

Takie ślady mogą też pochodzić z materiałów użytych do produkcji albo konserwacji wnętrza maszyny – pisze „GW”, dodając, że w analizowanym dokumencie z 27 listopada 2019, w którym polska prokuratura zleca Włochom badania – wielokrotnie pada sformułowanie „fotele zapasowe”. Z dokumentu można wywnioskować, że przesłane próbki pochodzą z foteli niezamontowanych w samolocie momencie katastrofy w Smoleńsku.

GW wylicza, że do Laboratorium Nauk Sądowych Korpusu Karabinierów w Rzymie przekazano: 14 próbek z zapasowych foteli, 25 wycinków ze szczątków, 5 zestawów z pozostałościami z miejsca wypadku, w tym dokumentów, ziemi, fragmentów roślin, wyposażenia kabin. „Nie jest jasne, czy są tam też szczątki foteli z miejsca katastrofy – w dokumentach nie ma o tym słowa” – podsumowują dziennikarze. Podkreślają, że przekazano też „tablicę fotograficzną z oględzin elementów foteli” i protokół „pobrania wycinków z foteli oraz wymazów do badań fizykochemicznych w języku rosyjskim”. To prawdopodobnie te wycinki w 2012 roku stały się przedmiotem „sporu o trotyl”: badania przesiewowe miały najpierw wykazać obecność cząstek podobnych pod względem struktury i budowy do cząstek materiałów wybuchowych – ale badania laboratoryjne tego nie potwierdziły.

Przedłużone śledztwo

Płk. Adolfo Gregori kierujący laboratorium w Rzymie zdawkowo odpowiedział na pytania „GW”, ale nie potwierdził doniesień o wykryciu trotylu i heksogenu na przesłanych próbkach foteli i szczątków. Odesłał dziennikarzy do zleceniodawcy badania czyli polskich prokuratorów.

Jak poinformowała Prokuratura Krajowa 9 kwietnia, śledztwo w sprawie katastrofy smoleńskiej zostało przedłużone do końca 2021 r. –„prowadzone są czynności dowodowe dostarczające nowe informacje pozwalające na wyjaśnienie przyczyn katastrofy samolotu TU-154m o numerze 101”. Jakie nowe ustalenia poczyniono? „Uzyskano i poddano analizie nową wspólną opinię Biura Badań Kryminalistycznych Agencji Bezpieczeństwa Wewnętrznego oraz Instytutu Ekspertyz Sądowych z zakresu badań fonoskopijnych, dotyczącą kopii zapisu rejestratora fonicznego MARS-BM”.

W 2011 roku tzw. komisja Millera ustaliła przyczyny katastrofy z 10 kwietnia 2010. Jak mówił jeden z jej członków, płk Mirosław Grochowski, powody miały być następujące: „Niedostateczne przygotowanie załogi, niedostateczna wiedza o samolocie, nieprawidłowy dobór załogi do realizacji zadania, nieprawidłowy nadzór nad szkoleniem pilotów w 36. specpułku, niekorzystanie z wysokościomierza barometrycznego, niedostateczne przygotowanie na stanowisku kierownika lotów na wieży lotniska Siewiernyj”.

Jednak PiS nie przyjął tych wniosków jako zadowalającego wyjaśnienia. Komisja Antoniego Macierewicza wciąż forsuje prawdopodobieństwo tezy o celowym pozbawieniu życia 96 osób, które zginęły w Smoleńsku.

Taśmy Macierewicza

10 kwietnia tego roku w 11. rocznicę tragedii pod Smoleńskiem w TVP wyemitowano film komisji Antoniego Macierewicza. Słychać było na nim m.in. autentyczne fragment nagrań z kabiny tupolewa w momencie katastrofy: można było słyszeć m.in. krzyk ludzi, którzy umierali w męczarniach. Do wymowy filmu odniósł się w TVN24 Maciej Lasek, były przewodniczący Państwowej Komisji Badania Wypadków Lotniczych a obecnie poseł KO.

– Tam nawet padło takie sformułowanie, że załoga podjęła decyzję o odejściu na drugi krąg na prawidłowej wysokości, na wysokości 100 metrów. Nieprawda. Załoga podjęła taką decyzje na wysokości 39 metrów nad poziomem pasa. Jeszcze dodatkowo działanie rozpoczęła, kiedy samolot był już 16 metrów nad poziomem ziemi. O tym Antoni Macierewicz nie powiedział i o wielu innych rzeczach. (…) w zasadzie z góry założył, i osoby, które do tego zostały zatrudnione z góry założyły, że przyczyną tego wypadku był rzekomo wybuch, a na to nie ma żadnych dowodów.

Dodał też, że ten sam rejestrator głosu, który nagrał krzyk umierających ludzi, nie nagrał wybuchu – mówił.

Dwa dni temu gazeta.pl opublikowała tzw. taśmy Macierewicza: nagrania z 2018 roku, z których wynika, że związane z PiS rodziny zmarłych w Smoleńsku są skonfliktowane z byłym szefem MON i domagają się jego dymisji. Przewodniczący miał nie dotrzymać słowa w kwestiach, na których bardzo rodzinom zależało: aby nie publikować szczątkowych dokumentów przed finalnym raportem, aby nie wyrzucać nikogo z podkomisji nawet w sytuacji sporu (wyrzucony został Glenn Joergensen), aby przeprowadzać regularne spotkania z rodzinami smoleńskimi. Wreszcie, jak donosi portal, Macierewicz „beształ rodziny, zarzucając, że sprzyjają Rosji. Mówił też wprost o ‘spisku’ ws. katastrofy smoleńskiej i udziale polskiego generała, ale nazwiska nie podał”. Według nieoficjalnych doniesień medialnych, centrala PiS chciałaby już wygasić podkomisję.

Poglądy i opinie zawarte w artykule mogą być niezgodne ze stanowiskiem redakcji.

Zobacz również:

Macierewicz o Smoleńsku: Tusk i Klich oddali śledztwo w ręce Rosjan
Pandemia nie powstrzyma obchodów rocznicy katastrofy smoleńskiej? „Będą, jak co roku”
Morawiecki o katastrofie smoleńskiej: Odebrała nam ludzi najwybitniejszych i najbardziej potrzebnych
Tagi:
Antoni Macierewicz, Zbigniew Ziobro, Lech Kaczyński, PiS, katastrofa smoleńska, Smoleńsk
Standardy społecznościDyskusja
Komentarz przez SputnikKomentarz przez Facebook
  • Komentarz