Piszą dla nas
Krótki link
Autor
3250
Subskrybuj nas na

Zapadł wyrok Trybunału Konstytucyjnego. Według Trybunału, Adam Bodnar, który stoi na czele tego urzędu przez pół roku od ukończenia kadencji, piastuje stanowisko nielegalnie. Przyczyną takiej sytuacji jest niekonstytucyjny przepis w ustawie o Rzeczniku Praw Obywatelskich. Co dalej z tym urzędem?

TK orzekał, czy rzecznik praw obywatelskich może pełnić obowiązki po zakończeniu kadencji, jeśli parlament nie wybrał jego następcy. Orzekł – zgodnie z oczekiwaniem rządzących – że nie może. Trybunał dał Sejmowi trzy miesiące na wybór nowego rzecznika. Po trzech miesiącach jego orzeczenie wejdzie w życie.

Czy będzie komisarz w miejsce rzecznika?

W sprawie rzecznika od dłuższego czasu mamy sytuację patową. O ile rządząca większość sejmowa jest w stanie przegłosować na to stanowisko kogo tylko zapragnie, kto urząd będzie sprawował w zgodzie z interesem tej sejmowej większości, to żadna kandydatura nie może przejść przez Senat.

Bodnar pełnił ten urząd, tłumacząc sens zakwestionowanego przez TK przepisu następująco: gdy na plaży godziny pracy ratownika kończą się, a na swoją zmianę nie przyszedł jego zmiennik, to ten musi zostać, bo ktoś musi chronić ludzi przed utonięciem.  – Ustawa o RPO jest niezgodna z konstytucją, która określa kadencję rzecznika na pięć lat. Kadencja to ściśle określony czas, którego przekroczenie jest niedopuszczalne. Kadencja RPO nie może trwać dłużej - uzasadniał przygotowujący projekt wyroku Piotrowicz.

Nie może trwać dłużej, ale czy my możemy trwać bez rzecznika naszych praw? Prawo i Sprawiedliwość najprawdopodobniej szykuje się, by ten urząd obsadzić komisarzem, jeśli kandydat tej partii na urząd nie przejdzie. Komisarzem, którego wskaże Sejm bądź prezydent Andrzej Duda. Komisarz na tym stanowisku może przetrwać do końca obecnej kadencji, jeśli w sprawie wyboru osoby na ten urząd nie pojawi się jakiś konsensus między wszystkimi partiami w parlamencie.

Dlaczego to nie my wybieramy rzecznika naszych praw?

Rzecznik Praw Obywatelskich to szczególny urząd. Nie ma on w systemie zbyt wielkich mocy sprawczych. Nie może prowadzić jakiejś swojej polityki. Jego zadaniem jest stać na straży naszych praw, a nie interesów tych, którzy aktualnie rządzą. Może występować w naszym imieniu tam, gdzie my już nie możemy, albo nie mamy wiedzy prawnej i środków na walkę o nasze prawa. Często jest (a przynajmniej powinien być) bardzo potrzebnym sygnalistą różnych niegodziwości ze strony czy to władzy, czy silniejszych ekonomicznie podmiotów jak banki, deweloperzy i wielki kapitał.

Niegodziwości, które spotykają szarego człowieka ze strony ludzi, instytucji, kapitału, systemu. Nagłaśniając jakiś problem, może być inicjatorem zmian w prawie i praktyce jego stosowania, gdy problem za sprawą jego urzędu trafi do publicznej debaty, by i opinia publiczna zauważyła problem. Już choćby z tego powodu, że jest to urząd, który nie raz musi stanąć przeciw polityce prowadzonej przez rząd, nie powinien być wybierany przez stojącą za nim partię. Jeśli rzeczywiście ma bronić ludzi, to musi być apolityczny i od władzy niezależny. Nawet konsensus sejmowy to za mało, bo jest to konsensus kilku partii, ich interesów, a nie społeczeństwa, które w  swojej połowie nie chodzi na wybory parlamentarne, a więc nie ma na Wiejskiej swoich przedstawicieli. Nie wdając się w problem niedoskonałości współczesnej liberalnej demokracji, to w jej ramach, przynajmniej teoretycznie, moglibyśmy przynajmniej sami wybierać tego, kto ma reprezentować nasze interesy.

Absurdalnym wydaje się, by rzecznik naszych praw był wybierany przez ludzi, przed którymi ten rzecznik miałby nas bronić. Dlaczego wybieramy posłów, prezydenta, a nie wybieramy naszego rzecznika?

Czy władza posłucha głosu ludu?

Głosu ludu rzadko władza słucha. Chyba, że musi, gdy na przykład ten lud wyjdzie na ulice, albo baaaardzo licznie zastrajkuje. Czyli wtedy, gdy tego ludu się zaczyna bać. Takie przypadki są jednak rzadkie w naszej historii. Ustawa o rzeczniku jest, jaka jest. Nie ma tam mowy o tym, byśmy mogli mieć wpływ na to, kto naszych interesów będzie strzegł. Ale są sondaże. Najnowszy sondaż IBRIS pokazuje, że społeczeństwo, my Polacy, na tym urzędzie najchętniej widzielibyśmy zaprawionego już w bojach z niesprawiedliwością, szefa Kancelarii Sprawiedliwości Społecznej, Piotra Ikonowicza. Na tym stanowisku widzi go 25,1% Polaków. Kontrkandydaci wypadają znacznie gorzej. Profesora Sławomira Patyrę, będącego kandydatem KO i PSL, popiera na tym urzędzie 20,9%.

Słusznie, zapewne podobnie do mnie rozumując, że rzecznik powinien być niezależny od władzy. Nawet ludzie, którzy w wyborach parlamentarnych głosowali na PiS, nie chcą rzecznika z PiS i dlatego kandydat Zjednoczonej Prawicy, Bartłomiej Wróblewski uzyskuje w tym sondażu tylko 11%. Dziś Sejm ma głosować nad tymi kandydaturami.

Ustawę o rzeczniku praw obywatelskich postulowałbym zmienić, jeśli RPO ma być naprawdę rzecznikiem naszych praw, a nie interesów rządzących. Póki co można jednak posłuchać vox populi i zrobić ukłon wobec społeczeństwa. Ukłon przecież nie w jakiejś kluczowej dla rządzącego obozu sprawie. Na dzisiejszej konferencji prasowej pod Sejmem Ikonowicz zaproponował, że jako rzecznik zbuduje ogólnopolską sieć biur interwencji obywatelskich. Tego się może władza obawia? Że te biura mogą być miejscem budowania prawdziwej opozycji?

Czy Sejm posłucha vox populi? Czy może ja znów tylko retorycznie pytam?

Poglądy i opinie zawarte w artykule mogą być niezgodne ze stanowiskiem redakcji.

Zobacz również:

Ministerstwo Obrony Białorusi: naruszenie granicy państwowej ze strony Polski
Polskie samoloty naruszyły granicę Białorusi? Wiceszef MON: Łukaszenka daje się podpuścić Putinowi
Chadecja Polska. Nowy pomysł na politykę z prawej strony
Tagi:
Piotr Ikonowicz, Polska, Trybunał Konstytucyjny
Standardy społecznościDyskusja
Komentarz przez SputnikKomentarz przez Facebook
  • Komentarz