Piszą dla nas
Krótki link
Autor
191676
Subskrybuj nas na

Pamiętacie dowcip z PRL: Stany Zjednoczone wtrącają się w wewnętrzne sprawy Związku Radzieckiego na całym świecie? Dzisiaj jest odwrotnie. Oświadczenie Białego Domu w sprawie kolejnych sankcji przeciwko Rosji, wśród ich przyczyn wymienia „osłabianie bezpieczeństwa w krajach i regionach ważnych dla bezpieczeństwa narodowego Stanów Zjednoczonych”. 

Czy to znaczy, że Rosja ma prawo prowadzić politykę zagraniczną tylko w krajach i regionach, które USA uznają za pozbawione znaczenia? Bo przecież jest dość oczywistym, iż – w dzisiejszym międzynarodowym klimacie – każda aktywna działalność rosyjska, nakierowana na umacnianie relacji i budowanie wpływów, będzie przez USA uznana za „osłabianie bezpieczeństwa”

Łącznie z udostępnieniem szczepionki Sputnik V sześćdziesięciu krajom świata, co też jest w amerykańskich mediach przedstawiane jako forma „miękkiej agresji”.

Nieudolni truciciele z FSB

Z drugiej strony wszakże – kolonialna arogancja, na której opiera się amerykańska polityka zagraniczna, działa coraz słabiej i coraz mniej jest państw, które są gotowe bezkrytycznie wysłuchiwać amerykańskich poleceń. Tragiczne skutki wojen Busha na Bliskim Wschodzie, światowy kryzys z 2008 roku spowodowany uległością kolejnych administracji USA wobec deregulacyjnych żądań sektora finansowego, groteskowa kadencja Trumpa – to tylko kilka z przyczyn, dla których cywilizowany świat słucha Ameryki coraz mniej.

I, wbrew pozorom, Ameryka zaczyna to rozumieć. Ostatnie sankcje, wymierzone w Rosję, mają być karą za ataki hakerskie przeprowadzone za pomocą oprogramowania Orion SolarWinds, które dotknęły 9 federalnych agencji USA, za ingerencję w wybory w USA i innych krajach, a także za „próbę otrucia Nawalnego” (który wszakże nie jest wymieniony z nazwiska w prezydenckim dekrecie). W tym miejscu można oczywiście wdać się w rozważania na temat dowodów, jakie USA mają na powiązanie Rosji z którymkolwiek z tych działań (szczególnie „próba otrucia Nawalnego” mnie bawi; jak to jest możliwe, że FSB nie potrafi nikogo otruć do końca, za pomocą „najbardziej zabójczej trucizny świata”?), ale ważniejsze jest co innego. Otóż sankcje owe nie dotyczą działań, które Rosja podejmuje ponad wszelką wątpliwość – a mianowicie budowy Nord Stream 2. Mimo iż – jak donosił magazyn „Politico” – projekt takich sankcji, skierowanych przeciw firmom, biorącym udział w tej budowie, został przygotowany i uzyskał aprobatę departamentu sprawiedliwości już w marcu. 

Co się stało? Odpowiedź na to pytanie można – do pewnego stopnia – znaleźć w magazynie „Foreign Policy”, gdzie Edward Fishman, były pracownik departamentu stanu, obecnie ekspert  think-tanku Atlantic Council, ogłasza już w tytule tekstu: „Sankcje nie powstrzymają Nord Stream 2. Powstrzyma go dyplomacja”.

Niemcy niegrzeczni i drażliwi

Wziąwszy pod uwagę, że ten olbrzymi projekt, korzystny dla Rosji i Niemiec, jest ukończony w 95 procentach –  teza zawarta w tytule może zdawać się nieco wątpliwa. Siła sprawcza amerykańskiej dyplomacji w 2021 roku nie wydaje się aż tak wielka.

Za to bardzo trafne zdają się zauważenia zawarte w treści artykułu. „Sankcje prawdopodobnie nastawiłyby niemiecką opinię publiczną przeciwko administracji Bidena i za dokończeniem gazociągu. Żaden naród nie lubi patrzeć, jak obce mocarstwo zastrasza jego rząd. Sankcje przeciwko niemieckim firmom mogą spowodować, że Niemcy zgromadzą się wokół flagi, zaczną kojarzyć sprzeciw wobec Nord Stream 2 z uleganiem woli Ameryki, co uczyni taki sprzeciw politycznie toksycznym. Nakładając sankcje na Niemcy, Stany Zjednoczone mogą dać Nord Stream 2 ten impuls, którego potrzebuje. Mogą również zmotywować Berlin do zaangażowania się w wysiłki mające na celu stworzenie systemu finansowego obchodzącego Amerykę – co osłabi skuteczność wszelkich potencjalnych amerykańskich sankcji”.

Dobrze, że poważni amerykańscy analitycy zaczynają dostrzegać, że  magiczny wpływ „ziemi wolnych i domu dzielnych” w multibiegunowym świecie nie jest już taki, jak był za czasów Pax Americana. Można mieć nadzieję, że od nich dowiedzą się tego polscy eksperci i politycy. Bo póki co, z rozumieniem tej prawdy u nas słabo.

Polska – nieproszony prymus

Szczenięca skwapliwość, z jaka polski rząd rzucił się wydalać z RP rosyjskich dyplomatów, chwilę po tym, jak o kroku takim poinformował Biały Dom, jest żenująca na wielu poziomach.

„Polska w pełni solidaryzuje się z decyzjami podjętymi w dniu 15 kwietnia 2021 roku przez Stany Zjednoczone dotyczącymi polityki wobec Rosji. Wspólnie podejmowane, uzgodnione decyzje sojusznicze to najbardziej właściwa odpowiedź na nieprzyjazne działania Federacji Rosyjskiej” – ogłosił polski MSZ.

W tym momencie chciałoby się  zapytać: uzgodnione z kim? Zważywszy na to, że liderzy nie tylko Kanady, Meksyku, Wielkiej Brytanii, Francji, Niemiec, Japonii, Korei Południowej, Indii, ale także Szwecji i Szwajcarii doczekali się telefonu od nowego „przywódcy wolnego świata” przed prezydentem RP – nie zakładałabym, że zaraz po ogłoszeniu sankcji Anthony Blinken chwycił za telefon, żeby „uzgadniać decyzje sojusznicze” z ministrem Rauem. Podejrzewam raczej, że nikt nas nie prosił o wyrzucanie rosyjskich dyplomatów i dodatkowe psucie i tak bardzo skomplikowanych stosunków z sąsiednim atomowym mocarstwem.

Zwłaszcza, że na naszą akcję Rosja odpowie analogiczną – co oznacza, że trzeba będzie znaleźć trzech nowych dyplomatów, mogących objąć stanowiska w polskiej misji w Moskwie. Dobrze by było, żeby mieli jakiekolwiek pojęcie o Rosji, albo choć znali język. Zważywszy na obowiązującą na polskiej prawicy doktrynę wzniosłej rusofobii – założę się, że będzie z tym problem. Misje dyplomatyczne są uszami i oczami rządu w obcych, nie zawsze zaprzyjaźnionych, krajach. Wysyłając tam ludzi niekompetentnych i niezorientowanych – stajemy się ślepi i głusi na własne życzenie.

A jakby tego był mało – dołączając się, bez zaproszenia, do amerykańsko-rosyjskiej rozgrywki, Polska zachowuje się jak żaba, która podstawia nogę do kucia. Nie jestem jakąś żarliwą patriotką – ale bardzo nie lubię tak myśleć o swojej ojczyźnie.

Poglądy i opinie zawarte w artykule mogą być niezgodne ze stanowiskiem redakcji.

Zobacz również:

Biden odgrzewa stare kotlety
Biden znalazł się „między młotem a kowadłem”
Biden powiedział, kto w Białym Domu jest mądrzejszy od niego
Masowy najazd migrantów na granicę USA. Biden prosi: Nie przyjeżdżajcie – wideo, foto
Biden omówił z Putinem kwestię rosyjskich wojsk na granicy Ukrainy i zaproponował spotkanie
Tagi:
sankcje, Władimir Putin, Putin, Joe Biden, Rosja, szczepionka, koronawirus, Ukraina
Standardy społecznościDyskusja
Komentarz przez SputnikKomentarz przez Facebook
  • Komentarz