Piszą dla nas
Krótki link
Autor
4131
Subskrybuj nas na

Co może przekonać do decyzji o dziecku? Dodatkowe kilka stówek w portfelu? Zniżka na samochód? Raczej nie. Wiadomo, wszelkie ulgi i dofinansowania są mile widziane, ale to rzecz drugorzędna. Dziecko to „plan” na lata, nie para butów kupiona na promocji. Rząd szuka na Węgrzech inspiracji do kolejnych zachęt do rodzenia.

Ale czy z Polkami to przejdzie?

Zamiast „produkować dzidziusie” w pandemii, Polki odmawiają rodzenia. Pogłębia się problem demograficzny – w styczniu 2021 urodziło się 25 tysięcy dzieci. To bardzo mało, najmniej od 18 lat (ostatnio tak mało było w 2003 r.). Jednocześnie, jak podaje „Gazeta Wyborcza”, suma urodzeń za ostatni rok to 347,1 tys., co jest najniższym wynikiem od drugiej wojny światowej. Jak to zmienić? PiS, wprowadzając 500+, oczekiwało baby boomu. I faktycznie, przez pierwszy rok dało się odczuć, że program działa. Ale do czasu. Jeszcze przed pandemią liczba urodzeń spadła nawet poniżej wskaźników sprzed wprowadzenia flagowego programu PiS.

Na Węgry patrz

Teraz więc rząd poszukuje kolejnych demograficznych inspiracji u Viktora Orbana. Ministerstwo Rodziny, Pracy i Polityki Społecznej rozważa dofinansowania do kupna samochodu (do określonej półki cenowej), dodatkowe wypłaty dla babć i dziadków za opiekę nad wnukami, zwolnienie młodych rodziców przed trzydziestką z podatku PIT, zwolnienie z niego matek wielodzietnych. W przygotowywanym przez rząd „nowym ładzie” ma się ponoć pojawić propozycja rozwiązań kredytowych podobna do tych z Budapesztu (niskie oprocentowanie kredytu na zakup albo budowę domu dla małżeństw, możliwość umarzania spłat zależna od liczby dzieci, które się pojawią). Informator „GW” twierdzi, że rząd inspiruje się Węgrami, zresztą sama minister Maląg mówiła o tym w kontekście dodatku dla dziadków (portal money.pl roboczo nazwał pomysł „Babcia +”).

A Polki na to…

Po pierwsze aborcja nie zniknęła z życia polskich kobiet. Politycy zdają się nie pamiętać, że to wciąż na nich spoczywa ciężar donoszenia i urodzenia dziecka. Członkowie Komitetu Nauk Demograficznych Polskiej Akademii Nauk zwracają uwagę, że ubiegłoroczna decyzja TK o zaostrzeniu prawa aborcyjnego zaburza proces planowania rodziny. Kobiety się boją: boją się cierpienia w przypadku braku możliwości przerwania ciąży w przypadku urodzenia dziecka z poważnymi wadami.

Boją się też o te aspekty życia, o które Węgry w większym stopniu zadbały systemowo: o dostępność żłobków i przedszkoli, stabilność zawodową (w Polsce nadal pokutuje przekonanie, że kobieta w wieku prokreacyjnym to dla pracodawcy kłopot). Boją się iść do szpitala ze względu na standardy opieki okołoporodowej.

„Wiesz, co to znaczy mieć dziecko w Polsce? Nina urodziła się jako wcześniak i musiała chodzić do Centrum Wczesnej Interwencji (...) w Warszawie. Radzę każdemu, kto planuje dziecko, podjechać tam i popatrzeć, jakie są realia wychowywania dziecka w środku Europy w XXI wieku. Zobaczysz tłumy rodziców koczujących w samochodach z laptopami na kolanach, desperacko próbujących pracować, gdy ich dzieci są na zajęciach. Muszą tam koczować, by odebrać dziecko po 45 minutach zajęć i przekazać je kolejnej pani od zajęć. W środku nie można poczekać, bo COVID” – napisała jedna z czytelniczek „Wysokich Obcasów” w liście do redakcji opublikowanym pod koniec lutego w cyklu, który udowadniał, że „Polki nie rodzą dzieci nie dlatego, że ich nie chcą, ale ponieważ je na to nie stać”.

Przy czym „nie stać” nie oznacza, że dopłata do samochodu wszystko nagle odmieni.

Potrzeba rozwiązań systemowych, opieki zdrowotnej na wysokim poziomie, gwarancji zatrudnienia dla kobiet planujących ciążę, stabilności finansowej, przyjaźniejszego systemu podatkowego, zapewnienia opieki, a gdy trzeba - również rehabilitacji czy zajęć wyrównawczych. To jest droga do tego, by kobiety chciały mieć więcej dzieci i nie odkładały tej decyzji.

Rodzina już mająca dochody rzędu kilkudziesięciu tysięcy złotych miesięcznie sobie poradzi, bo wszystkie te usługi zapewni sobie z prywatnej kieszeni. A co ze zwykłymi zjadaczkami chleba? Przecież aż taką kasą żadne ugrupowanie polityczne nie sypnie.

Czasem wydaje się, że inicjatorzy nowych rozwiązań mających zwiększyć dzietność przypominają tych, którzy wdrażają pomysły na zmiany w komunikacji miejskiej, ale sami jechali nią 30 lat temu. Raz.

Poglądy i opinie zawarte w artykule mogą być niezgodne ze stanowiskiem redakcji.

Zobacz również:

Rada Europy apeluje do Polski: Legalna aborcja musi być dostępna w całym kraju
Pokój do wypłakania się zamiast aborcji: możliwość wyrażenia emocji czy brak szacunku dla tragedii?
Przyłębska nagrodzona za walkę z aborcją
Legalizacja aborcji w Polsce? Hitlerowi się to udało
UE, Hitler, rozczłonkowane płody i „prawo do aborcji dla Polek”: sprawa trafiła do prokuratury
Tagi:
wsparcie, polityka, matka, prawo, kobieta, dziecko, aborcja, Polska
Standardy społecznościDyskusja
Komentarz przez SputnikKomentarz przez Facebook
  • Komentarz