12:07 21 Czerwiec 2021
Piszą dla nas
Krótki link
Autor
6131
Subskrybuj nas na

Ministerstwo Kultury zdecydowało: opłata reprograficzna obejmie większość elektroniki umożliwiającej odtwarzanie tekstów kultury – z wyjątkiem smartfonów. Wzrost cen telewizorów (w większości sprzętów o 4 zł na każde 100), czytników, tabletów czy dysków twardych dotknie zwykłych konsumentów.

Projekt ustawy został opublikowany w Rządowym Centrum Legislacji. Przepisy o opłacie reprograficznej obowiązują w całej UE, w Polsce do tej pory były dość archaiczne, bo obejmowały sprzęty używane w ubiegłym wieku, np. kserokopiarki, faksy, skanery i odtwarzacze VHS. Teraz rząd postanowił opłatę rozciągnąć na sprzęty takie jak telewizory, aparaty fotograficzne, tablety, czytniki. W pierwotnej wersji projektu były także smartfony, ale ministerstwo zrezygnowało z objęcia ich opłatą, co z kolei wzbudza rozczarowanie artystów.

Kolejne podwyżki. Polacy się buntują

- Chcemy, żeby nieco więcej sprzętu było tą opłatą reprograficzną obciążone, żeby osiągnąć efekt. Efektem ma być fundusz, który będzie wspierał artystów, jeśli chodzi o ich ubezpieczenia zdrowotne i emerytalne, bo pod tym względem w środowisku artystycznym jest fatalna sytuacja - powiedział Jarosław Sellin, zaznaczając jednak, że resort kultury świadomie nie włączył smartfonów w ustawę.

Na przełomie stycznia i lutego w sondażu United Survey aż 75 proc. Polaków opowiedziało się przeciwko podwyżkom. Wówczas jeszcze smartfony miały być nią objęte. 86 proc. uznało, iż jest to forma nowego podatku,. 54 proc. zaś stwierdziło, że w pandemii państwo powinno obniżać opłaty, a nie dodatkowo bić obywateli po kieszeniach.

- Wielu Polaków jest zmuszonych do nieplanowanych wydatków. Dlatego niezrozumiałe jest wprowadzanie kolejnego podatku, który wpłynie na wzrost cen urządzeń niezbędnych obecnie do pracy i nauki - mówił prezes Związku Cyfrowa Polska Michał Kanownik.

W tej chwili obecna opłata reprograficzna w naszym kraju sięga od 1 do 3 proc. ceny sprzętu. Pobrane kwoty otrzymuje ZAIKS i inne instytucje zarządzające zbiorowymi prawami autorskimi lub prawami pokrewnymi. Artyści teraz chcą jej wzrostu do 4-6 proc.

Dziennikarze: to praca jak każda inna, czemu mamy się składać?

W ostatnich dniach aktywną rzeczniczką rozszerzenia opłaty jest znana scenarzystka seriali Ilona Łepkowska. Jej „starcie” na antenie RMF FM z redaktorem Robertem Mazurkiem jest już memem. W rozmowie tej scenarzystka upierała się, że artyści to specyficzny rodzaj działalności, wymagający szczególnego wsparcia. Robert Mazurek ostro zbijał jej argumenty, twierdząc, że w pandemii ucierpiały wszystkie zawody, zaś Polacy wspierają artystów, wykupując abonamenty na platformach streamingowych, takich jak Netflix czy Spotify. Pytał, z jakiej racji ma płacić po raz drugi wszystkim artystom jako grupie zawodowej. Łepkowska, podobnie jak wcześniej Zbigniew Hołdys, argumentowali, że artyści są okradani. Padło nawet stwierdzenie, że książka pożyczona pięciu znajomym to strata dla autora.

Internauci część tych argumentów wyśmiali („w takim razie biblioteka to przestępczość zorganizowana!”)  – zresztą sam Mazurek ironicznie stwierdził, że „nic innego nie robi, tylko rozpowszechnia każdą książkę, którą kupi”. Podsumował też, że nie chce sponsorować tej sztuki, której nie potrzebuje oraz składek artystów, „na których świat się jeszcze nie poznał”, ale którzy twierdzą, że mają talent na miarę Felliniego. Oświadczył, iż jest to praca jak każda inna. Pytał, „jak przekonać zarabiających minimalną pensję krajową, że powinni płacić 200 zł więcej za telewizor czy smartfon, by artyści mogli cieszyć się statusem artysty zawodowego”.

Ilona Łepkowska postawiła tezę, że hejt na artystów jest sterowany przez lobby producentów sprzętów elektronicznych.

Nie tylko Robert Mazurek medialnie atakował nową opłatę. Zrobił to również dziennikarz Krzysztof Stanowski.

„Pani Łepkowska uważa, że w cenie papieru powinna być opłata na rzecz pisarzy (hmm, w sumie na mnie), bo ludzie pożyczają sobie książki. Dokładnie na tej samej zasadzie ludzie mogą sobie pożyczać miotły albo hulajnogi. Dlaczego w cenie miotły ma nie być dodatkowej opłaty?” – stwierdził, po czym w dość niewybredny sposób „nawrzucał” scenarzystce personalnie: „Artyści i twórcy powinni sobie znaleźć inną reprezentantkę (...). Chociaż możliwe, że nikt normalny nie chce świecić twarzą w tym temacie”.

Również były mistrz świata w siatkówce Marcin Możdżonek skrytykował pomysł.

Nikt nie dyskutuje z faktem, iż powinno się wspierać kulturę. Jednak w pandemii ucierpiało mnóstwo branż.

Niewykluczone, że nowa opłata wejdzie w życie jeszcze w tym roku. Tutaj szczegółowy spis sprzętów, które zostaną nią objęte.

Poglądy i opinie zawarte w artykule mogą być niezgodne ze stanowiskiem redakcji.

Zobacz również:

Śmierć Polaka na Mauritiusie: chciał seksu, dostał śrubokrętem w brzuch
Odtajnione archiwa: „Polacy zaczną się mścić za to, że wcześniej u nas pracowali”
Unieważnienie: 9 maja Polacy nie wywieszają żadnych flag
Tagi:
Polacy, telefon, smartfon
Standardy społecznościDyskusja
Komentarz przez SputnikKomentarz przez Facebook
  • Komentarz