16:11 21 Czerwiec 2021
Piszą dla nas
Krótki link
Autor
30653
Subskrybuj nas na

Moskwa jest ciągle oskarżana o militaryzację północy. Jednak ta „surowa machina wojenna” pośród opuszczonych pustkowi i niedźwiedzi polarnych jest potrzebna tylko po to, aby Arktyka pozostała, zgodnie z dyplomatycznym sformułowaniem, „terytorium dialogu”. Równoprawnego dialogu.

Przewodnictwo w Radzie Arktycznej przechodzi na Rosję na dwa lata. Organizacja ta zajmuje się głównie kwestiami środowiskowymi, naukowymi i społecznymi i jest w zasadzie pokojowa, podobnie jak jej emblemat, na którym widnieje przyjemny dla oka lis polarny.

Nie przeszkadza to jednak krajom, wchodzącym w skład rady, regularnie oskarżać się nawzajem o militaryzację regionu. I rzeczywiście: raz amerykański atomowy okręt podwodny zdolny do przenoszenia broni nuklearnej zawędruje do portu cywilnego w Norwegii, innym razem Rosja zorganizuje wycieczkę dla zachodnich dziennikarzy do bazy, w której odbywa się demonstracyjny trening w zakresie systemów rakietowych „Bastion”.

W Arktyce przeżywali, jak mogli

Siergiej Ławrow, szef rosyjskiej dyplomacji, mówił o zaniepokojeniu związanym z „wdarciem się NATO do Arktyki”. Z kolei NATO zapowiedziało, że państwa Sojuszu na czerwcowym szczycie będą rozmawiać o budowaniu przez Rosję zdolności militarnych w Arktyce, ponieważ Moskwa rozszerza obecnie swoje zdolności wojskowe w tym regionie bardziej niż kiedykolwiek od czasów zimnej wojny.

Arktyce poświęca się coraz więcej uwagi. Głównie ze względu na to, że Rosja tam wraca. Z czasów radzieckich Rosji pozostały tam osiedla, ludzie, interesy, ale praktycznie nie było środków i woli politycznej do jakiegokolwiek znaczącego rozwoju.

Ludzie byli pozostawieni sami sobie i próbowali przeżyć, jak potrafili. Okręty nawodne i podwodne gniły, ale część floty lodołamaczy i większość infrastruktury zostały zachowane. W ostatnim dziesięcioleciu rozpoczął się systematyczny rozwój kierunku arktycznego - pojawiły się programy państwowe, rozpoczęto budowę baz wojskowych, planowano wydobycia kopalin, a nawet widocznie wzrósł przewóz towarów strategicznie ważnym szlakiem - Północną Drogą Morską. Rosyjskie wojsko wróciło do Arktyki - a raczej nigdy jej nie opuszczało, ale teraz otrzymało niezbędne środki do systematycznego rozwoju. A to wywołało nerwowość Zachodu.

Możliwa agresja z północy

Osobliwością Arktyki jest to, że Rosja ma tu największe terytorium i najbardziej znaczące interesy.

Północna Droga Morska zapewnia transport milionów ton ładunków z Dalekiego Wschodu oraz z portów Arktyki do Europy. W przyszłości skroplony gaz ziemny ze złóż arktycznych w północnej Rosji będzie dostarczany do terminali w Archangielsku Północną Drogą Morską. To ważna ze strategicznego punktu widzenia arteria transportowa, którą należy chronić, gdyż zakłócenie jej funkcjonowania doprowadzi do poważnych problemów w gospodarce kraju.

W Arktyce, na Półwyspie Kolskim, znajdują się główne bazy Floty Północnej - tej samej floty, która, jeśli coś się stanie, przeciwstawi się głównym siłom NATO na morzu. Topnienie lodów i zmniejszania się trwałej pokrywy lodowej w Arktyce powoduje, że rola floty nabiera szczególnego znaczenia. Poszerza to strefy możliwego patrolowania zarówno z użyciem okrętów nawodnych, jak i okrętów podwodnych oraz prowadzenia działań rozpoznawczych.

W Arktyce znajduje się kilka kluczowych poligonów rosyjskich sił zbrojnych, w tym główny poligon na wyspie Nowa Ziemia. Obecnie nie przeprowadza się wybuchów atomowych, ale jak widać z programu tworzenia pocisku manewrującego z eksperymentalnym napędem jądrowym „Buriewiestnik”, istnieje potrzeba posiadania takiego poligonu testowego. (Oczywiście, jeśli nie mówimy o środowiskowych aspektach tego rodzaju działań). Z poligonu Plesieck w obwodzie archangielskim wystrzeliwane są wojskowe sztuczne satelity Ziemi oraz testowane różne systemy rakietowe. Właśnie nad Arktyką przebiegają trasy pocisków wystrzeliwanych z Plesiecka, z poligonu Nonoksa oraz z wód mórz arktycznych. Obserwacje takich testów mogą dostarczyć wielu informacji o potencjale rakietowym Rosji.

Najkrótsza trasa ataków rakietowo-nuklearnych i nalotów na Rosję zza oceanu prowadzi przez arktyczną przestrzeń powietrzną i kosmiczną. To właśnie w Arktyce Rosja będzie musiała odbudować na nowym poziomie technicznym system obrony powietrznej, rozmieszczając sieć baz obrony powietrznej z systemami rakietowymi, myśliwcami przechwytującymi i radarami dalekiego zasięgu. Na arktycznych archipelagach Ziemi Franciszka Józefa i Wyspy Nowosyberyjskie zbudowano dwie bazy rosyjskich sił zbrojnych – „Arktyczna Trójliść” i „Północna Koniczyna”. Bazy stały się ośrodkami obrony przeciwlotniczej i przeciwokrętowej.

W rzeczywistości systemy uzbrojenia rozmieszczone w tych bazach w żaden sposób nie mogą szkodzić żegludze w północnej części Atlantyku i są rzeczywiście czysto obronne. Ale oczywiście pojawienie się dobrze wyposażonych rosyjskich baz wojskowych w Arktyce jest postrzegane na Zachodzie jako potencjalne zagrożenie.

Na lotniskach arktycznych Rosja może również rozmieścić bombowce strategiczne Tu-95MS, Tu-22M3 i Tu-160, a także lotnicze systemy pocisków hipersonicznych „Kindżał” z samolotami nosicielami MiG-31, które mogą być wykorzystywane zarówno do niszczenia celów naziemnych, jak i morskich.

Ale znowu Rosja nie będzie w stanie zablokować całego Atlantyku za pomocą tych systemów uzbrojenia, a zatem nie są to instrumenty agresji. Jednocześnie tutaj, w Arktyce, odległości są tak ogromne, że nadal Rosja jest bardzo daleka do pełnej kontroli nad przestrzenią powietrzną. Być może uda się stworzyć mniej lub bardziej solidną linię obrony powietrznej w ciągu półtora do dwóch dekad. Raczej nie wcześniej, gdyż konieczne jest stworzenie sieci lotnisk, baz wojskowych i placówek radarowych. To jest dość drogie przedsięwzięcie.

Drogie, ale konieczne

Potrzeba zakrojonej na wielką skalę budowy wojskowej w Arktyce budzi pewne pytania i krytykę, ponieważ koszt tworzenia poważnej infrastruktury jest tutaj bardzo wysoki, a inwestycje niezwykle długoterminowe. Natomiast rubel inwestycji w innych regionach, np. na autostrady w niearktycznej Syberii czy na Dalekim Wschodzie, przyniesie efekt ekonomiczny w stosunkowo niedalekiej przyszłości. I dlatego pod wieloma względami rozwój militarny w Arktyce nazywany jest w rosyjskiej sferze obronnej „demonstracją flagi”.

Dzieje się tak, gdy okręty wykonują działania o charakterze niemilitarnym (na przykład manewry) w jakiejś części oceanu światowego, aby pokazać innym państwom, że mamy tu określone interesy narodowe.
W Arktyce Rosja ma żywotne interesy i jest gotowa ich bronić.

Poglądy i opinie zawarte w artykule mogą być niezgodne ze stanowiskiem redakcji.

Zobacz również:

Rakieta 53T6M: modernizacja obrony przeciwrakietowej, ochrona Moskwy i „imperialne plany” Putina
Efektowna, ale czy efektywna? Jaka jest izraelska obrona przeciwrakietowa Żelazna Kopuła
„Inteligentny” rosyjski pocisk na Morzu Czarnym. Dlaczego nazywa się go „zabójcą lotniskowców”?
Tagi:
Daleki Wschód, sprzęt wojskowy, stosunki międzynarodowe, stosunki dyplomatyczne, obrona przeciwlotnicza, armia, Rosja, Arktyka
Standardy społecznościDyskusja
Komentarz przez SputnikKomentarz przez Facebook
  • Komentarz