11:46 21 Czerwiec 2021
Piszą dla nas
Krótki link
Autor
381057
Subskrybuj nas na

Jedną z bardziej irytujących cech polskiego życia politycznego jest to, że ilekroć wydarza się coś ważnego – natychmiast pojawia się stado żab, które podstawiają nogę do kucia. Na zatrzymanie przez Białoruś samolotu lecącego z Aten do Wilna odpowiedzieć powinna wspólnie zjednoczona Europa. Tymczasem w Polsce każdy próbuje wykroić coś dla siebie.

Najsensowniejszą próbę – to jakieś pocieszenie – podjął Robert Biedroń, który niewątpliwie skorzystał z okazji do lansu, popełniając przy tych szereg błędów („Białoruś jest jedynym krajem w Unii Europejskiej, który nie jest państwem członkowskim Rady Europy”) – ale jednak przemawiał jako przewodniczący Delegacji Parlamentu Europejskiego ds. stosunków z Białorusią i miał tyle rozsądku, żeby zrobić to w towarzystwie kilkorga Białorusinów, co jakoś tam uzasadniało cały ten event. Nawet jeśli nie przekonuje nas wszystko, co białoruscy opozycjoniści mówią – ich głos niewątpliwie zasługuje na wysłuchanie.

Wrzask wolności

Niestety, powagę konferencji nieco zaburzyła wrzeszcząca aktywistka z dekoltem po pępek – co pozwalam sobie odnotować, bo sama uznała za stosowne zwrócić uwagę na swój ubiór („Nie bez przypadku jestem tutaj cała roztrzepana, z roztrzepanymi włosami, w brudnej biało-czerwono-białej sukience; właśnie tacy, do cna zmęczeni, jesteśmy my wszyscy”). Ponadto Biedroń nieco zapędził się, nazywając białoruskich dyplomatów „ludźmi satrapy, który dzisiaj ma krew na rękach” i odmawiając im „legitymacji społeczeństwa Białorusi do reprezentowania swojego narodu” – nigdy nie jest dobrze, kiedy większy i silniejszy sąsiad mówi jakiemuś narodowi, kto ma prawo go reprezentować. A dyplomaci są generalnie potrzebni i zakwestionowanie ich roli nie jest dobrym wstępem do jakichkolwiek rozmów.

Dobrze byłoby także, gdyby przedstawiciel Parlamentu Europejskiego dowiedział się czegoś więcej o sprawie, w której się wypowiada. Nie tylko od swoich konferencyjnych towarzyszy, którzy z definicji mają na problem spojrzenie jednostronne.

Biedroń, z właściwą sobie skłonnością do egzaltacji, orzekł, że Łukaszenka „może posunąć się do tego, że wykona wyrok śmierci na bohaterze Białorusi”. Wyrok śmierci byłby niewątpliwie skandalem – każdy nim jest – ale przyznawanie statusu „bohatera Białorusi” blogerowi, który był ochotnikiem ukraińskiej neonazistowskiej milicji, znanej jako „Batalion Azow”, jest chyba nieco ryzykowne.

Jednolitość śmieszności

Jeszcze głupiej od Biedronia wypadł Cezary Tomczyk, który pod pretekstem Białorusi zwołał konferencję prasową, żeby – nie zgadniecie – przywalić w rząd.

Mamy do czynienia z kompromitacją rządu i polskich służb, gdzie była Polska w tej sprawie, gdzie były polskie służby – tego nie wiemy, wiemy za to, że polski premier wczoraj przez kilka godzin milczał wtedy, kiedy działy się sprawy najważniejsze

– tokował szef klubu KO, wyraźnie nieświadomy pewnej ironii, którą niósł w sobie jego monolog.

Otóż, jeżeli uznajemy zatrzymanie samolotu i aresztowanie człowieka, któremu Polska udzieliła azylu za „sprawę najważniejszą” – to może byłoby nie od rzeczy zawiesić na chwilę krajową wojenkę i starać się wspomóc rząd w zabiegach w UE w tej sprawie; zwłaszcza wziąwszy pod uwagę znakomite ponoć kontakty, jakie Platforma w Brukseli posiada? Zamiast na konferencji prasowej „domagać się od polskiego premiera, aby wymusił na Unii Europejskiej sankcje wobec Białorusi” – może należało dyskretnie zaproponować mu wsparcie w tej sprawie?

Przewodniczący Tomczyk zażądał kategorycznie, „żeby pokazać, że Polska w tej sprawie mówi jednolitym głosem, że Polska jest w tej sprawie silnym głosem i że ma silną pozycję”. No to może mówcie jednolitym głosem, zamiast radować się, że „polskie państwo zostało ośmieszone, polski rząd został ośmieszony, Polska dyplomacja rozsypała się”?

Od kategorycznych wypowiedzi premiera Morawieckiego nie zbudujemy siły polskiego państwa; co najwyżej budujemy śmieszność

– ogłosił, nieco niegramatycznie, poseł Tomczyk.

To zupełnie inaczej, niż „od” kategorycznych wypowiedzi szefa klubu parlamentarnego jednej z partii opozycyjnych, która ma dziś 11 procent w sondażach.

I Zbyniu też...

Ale oczywiście podstawianie nogi do kucia nie jest wyłącznym przywilejem opozycji. Żabią łapę wyciągnął także Zbigniew Ziobro, który kazał polskiej prokuraturze wszcząć śledztwo w sprawie samolotu irlandzkich linii zatrzymanego na Białorusi w drodze z Grecji na Litwę.

Jak z wyraźną dumą poinformował rzecznik Prokuratury Krajowej, Łukasz Łapczyński, Ziobro rozpoczął „postępowanie w kierunku użycia podstępu i groźby w celu przejęcia kontroli nad statkiem powietrznym oraz pozbawienia wolności jego pasażerów”.

Chyba nawet prokurator Łapczyński zdaje sobie sprawę, że pomysł jest cokolwiek absurdalny, gdyż zaraz pospieszył z wyjaśnieniem: „Jeśli chodzi o właściwość polskiej prokuratury do przeprowadzenia postępowania w tej sprawie, wynika ona z przepisów polskiego kodeksu karnego dotyczących między innymi odpowiedzialności za przestępstwa popełnione za granicą”... Dziennikarka chyba nie była do końca przekonana tym wyjaśnieniem, bo usiłowała dopytać, czy polska prokuratura „jest uprawniona do tego, żeby stawiać zarzuty” uczestnikom tego zdarzenia niebędącym obywatelami polskimi, ale prokurator Łapczyński nie dał się zbić z tropu: „Na chwilę obecną postępowanie zostało zarejestrowane i będzie prowadzone »w sprawie«. Właściwość polskiej prokuratury do przeprowadzenia postępowania wynika z polskiego kodeksu karnego. Tak więc prokuratura polska podejmie wszystkie czynności, do jakich jest zobligowana w oparciu o obowiązujące przepisy kodeksu karnego”...

Inteligentne pytanie brzmiałoby: po co? Mamy do czynienia z wydarzeniem, które już nabrało rangi międzynarodowego skandalu i w którym Polska odgrywa całkowicie marginalną rolę. Fakt, że samolot należał do zarejestrowanej w Polsce spółki, która należy do irlandzkiego Raynaira, a na pokładzie były 4 osoby z polskim obywatelstwem, naprawdę nie ustawia nas na początku kolejki pokrzywdzonych – gdyby nawet ktokolwiek miał kiedykolwiek odpowiedzieć karnie za tę sytuację. Czy prokuratura naprawdę nie ma się czym zajmować?

Jedynym powodem do wszczęcia takiego postępowania było to, że – podobnie jak poseł Tomczyk i europoseł Biedroń – minister Ziobro uznał, że ta międzynarodowa afera to świetna okazja, żeby pokazać się w telewizji.

A potem się dziwimy, jak ludzie mówią: „nie mogę już na nich patrzeć” – i mają na myśli i jednych, i drugich.

Poglądy i opinie zawarte w artykule mogą być niezgodne ze stanowiskiem redakcji.

Zobacz również:

Łukaszenka zdradza szczegóły katastrofy samolotu pod Baranowiczami
Białoruski polityk o incydencie z samolotem: „Widzimy agresywną retorykę, zwłaszcza Polski i Litwy”
Białoruś: Ostrzeżenie o bombie na pokładzie samolotu Ryanair otrzymano od Hamasu
Łukaszenka: Przeciwko Białorusi działają doświadczone służby specjalne
Ukraina wstrzyma połączenia lotnicze z Białorusią
Białoruś wydala ambasadora Łotwy i pracowników placówki: chodzi o „akt państwowego wandalizmu”
Białoruś „traci” 3 mld euro przez incydent z samolotem
Tagi:
polityka, Europa, Alaksandr Łukaszenka, Białoruś, Polska, Cezary Tomczyk
Standardy społecznościDyskusja
Komentarz przez SputnikKomentarz przez Facebook
  • Komentarz