10:27 13 Czerwiec 2021
Piszą dla nas
Krótki link
Autor
64710
Subskrybuj nas na

„New York Times” napisał, że prezydent Biden rozważa kandydaturę Marka Brzezinskiego, syna „Zbiga”, na ambasadora w RP. Napisał mimochodem, w ostatnim akapicie tekstu poświęconego znacznie ważniejszym nominacjom – w Chinach, Indiach, Izraelu, Japonii i UE. W polskich mediach wybuchła euforia – acz głównie po jednej stronie.

Euforię można zrozumieć o tyle, iż po kuriozalnej ambasador Mosbacher, której przepustkę do korpusu dyplomatycznego stanowiły trzy małżeństwa z milionerami, co dało jej okazję do prowadzenia salonu, gdzie odbywały się rauty połączone ze zbiórką funduszy na Partię Republikańską – zawodowy dyplomata jest jednak krokiem w przód. Czy też raczej wzwyż – w sensie podniesienia wartości Polski w oczach aktualnego „przywódcy wolnego świata”, który postanowił, że stosunki polsko-amerykańskie zasługują, dla odmiany, na profesjonalistę.

Zawodowiec antypisowiec

Mark Brzezinski był ambasadorem w Szwecji za czasów Obamy, jest prawnikiem specjalizującym się w stosunkach międzynarodowych, zrobił doktorat z politologii na Oksfordzie. W sumie – jest poważnym facetem, co odróżnia go od jego poprzedniczki.

Jednak tak naprawdę nie to jest źródłem ekscytacji polskiej prasy.

Mark Brzezinski bardzo nie lubi PiS. W 2018 roku udzielił „Gazecie Wyborczej” wywiadu, w którym stwierdził, że działania polskich władz prowadzą do sytuacji, w której „ kiedy ktoś wspomni o Polsce, to niektórzy powiedzą: »O, to jest dyktatura«”.

„Ludzie, którzy kierują procesem naruszania polskiej konstytucji, robią ogromną krzywdę tym, o których powinniśmy troszczyć się najbardziej – młodym Polakom, którzy chcą, by ich kraj był w dobrych relacjach z innymi państwami i szanowany na świecie” – oceniał „młody” Brzezinski. Pouczył także obecną elitę rządzącą, że nie jest w stanie „wymazać Lecha Wałęsy z historii Polski” i dodał, że „próby obecnych polskich polityków zmierzające do usunięcia dziedzictwa Wałęsy są po prostu śmieszne”.

© AFP 2021 / Thos Robinson/Getty Images for The New Yorker
I to jest powód, dla którego opozycyjne media tak fetują przytoczoną przez „NYT” plotkę.

„Brzezinski zostanie ambasadorem USA w Warszawie? «Twardy orzech do zgryzienia dla rządu PiS»” – donosiło radio TOK FM, cytując z radością Andrzeja Kohuta z Centrum Analiz Klubu Jagiellońskiego: „Jeśli Joe Biden zdecyduje się mianować Marka Brzezinskiego nowym ambasadorem, to rząd PiS w Warszawie będzie miał problem”.

Mark Brzezinski. Jeśli będzie ambasadorem USA, nie odpuści PiS” – cieszył się Tomasz Zalewski w „Polityce”. Także „Newsweek” z dużą przyjemnością donosił o potencjalnej nominacji dyplomaty, który „krytykował łamanie zasad praworządności przez rząd PiS

– wszystko w oparciu o ten sam wywiad z „GW”.

Kolonializm proszony

Jednak wywiad ukazał się trzy lata temu, kiedy Brzezinski junior był prywatną osobą czującą się „w połowie Polakiem” – jak wyznał dziennikarce „GW”; prawnikiem i lobbystą, wysoce krytycznym wobec Trumpa, jak zresztą większość waszyngtońskiej elity. Jest zasadnicza różnica między tym, na co może pozwolić sobie zagraniczny ekspert półpolskiego pochodzenia – a tym, co może (a w każdym razie powinien) mówić zagraniczny dyplomata, zwłaszcza reprezentujący mocarstwo z daleko idącym imperialnym zacięciem.

Jeśli Brzezinski zechciałby spełnić oczekiwania antypisu i z pozycji ambasadora USA  polski rząd, dwukrotnie wybrany w niewątpliwie demokratycznych wyborach – byłoby to, mówiąc, wprost, kolonialne chamstwo najgorszego autoramentu. A liczenie na taką interwencję ze strony obcego dyplomaty – trudno pogodzić z minimalnym choćby przywiązaniem do suwerenności własnego kraju.

Gwoli ścisłości: pozycja Unii Europejskiej jest tu oczywiście zasadniczo różna. Unia jest wspólnotą, do której dobrowolnie wstępowaliśmy, z której ciągle więcej bierzemy, niż wkładamy i wobec której mamy rozliczne zobowiązania, także co do kształtu państwa, zaliczanego do europejskiej wspólnoty. USA są krajem, któremu kolejne polskie rządy, z lewa i z prawa, od trzech dekad podlizują się w kompletnie nieprzyzwoity i głęboko żenujący sposób. Krajem, z którym łączą nas ekstremalnie niepartnerskie stosunki, w ramach których każda decyzja jest podyktowana amerykańskim interesem, z zasady nieuwzględniającym polskiej racji stanu.

Czego skrajnym przypadkiem – co odnotowuję z głębokim wstydem – była decyzja lewicowego rządu i prezydenta o wzięciu udziału w nielegalnej okupacji Iraku, a także zgoda premiera RP na prowadzone przez CIA izby tortur na terenie Rzeczpospolitej.

Dwa dogmaty

Jedyne, co można powiedzieć na obronę Millera i Kwaśniewskiego – to to, że każdy inny polski rząd po 1989 roku postąpiłby tak samo. Albowiem z przyczyn, których, dalibóg, nie rozumiem, teoria, że łaszenie się do USA jest polską racją stanu, stanowi jeden z niewielu konsensusów polskiej polityki. Drugi jest taki, że w interesie bezpieczeństwa naszego kraju leżą jak najgorsze stosunki z sąsiadem, będącym atomowym mocarstwem.

W tej ostatniej sprawie wypowiedział się swego czasu ojciec Marka Brzezinskiego, fetowany przez wszystkie strony krajowej sceny politycznej „wielki polski patriota”, doradca prezydenta Cartera, Zbigniew Brzezinski – dla Amerykanów „Zbig”. Kiedy, w 2009 roku, czyli za czasów Donald Tuska, nowa wówczas administracja Obamy ogłosiła rezygnację z planów budowy tarczy antyrakietowej na terenie RP i polska klasa polityczna wpadła w histerię, „Zbig” powiedział dziennikarzowi „Rzeczpospolitej”, iż „Polska musi wreszcie dorosnąć”. Iż nasze oczekiwanie, że Ameryka obroni nas przed Rosją jest dziecinne i własne problemy polityczne powinniśmy rozwiązywać sami.

Dokładnie tak samo – a nawet bardziej – zdanie to jest aktualne, jeśli chodzi o obalenie rządu, który łamie konstytucję i narusza zasady państwa prawa. Jeśli opozycja chce odsunąć PiS od władzy, to musi stworzyć przekonujący program i wygrać wybory, zamiast czekać, aż przyjdzie amerykański ambasador i postawi Kaczyńskiego do kąta.

Poglądy i opinie zawarte w artykule mogą być niezgodne ze stanowiskiem redakcji.

Zobacz również:

Polska wyprzedziła USA i stała się dla Niemiec jednym z czołowych partnerów
Ławrow: Dodatkowe siły USA w Polsce to naruszenie Aktu NATO-Rosja
MSZ: Polska negatywnie ocenia decyzję USA ws. Nord Stream 2, będziemy wywierać presję
Tagi:
ambasador USA w Polsce, ambasador, ambasada, Rosja, UE, Warszawa, Polska
Standardy społecznościDyskusja
Komentarz przez SputnikKomentarz przez Facebook
  • Komentarz