15:11 14 Czerwiec 2021
Piszą dla nas
Krótki link
Autor
Awaryjne lądowanie samolotu w Mińsku. Zatrzymanie współzałożyciela kanału NEXTA (87)
282229
Subskrybuj nas na

Długi i szczegółowy wywiad z zatrzymanym w Mińsku białoruskim opozycjonistą Ramanem Pratasiewiczem przeprowadzony przez Marata Markowa dla kanału ONT wywołał przeróżne emocje. Niezależnie jednak od ocen samych wypowiedzi byłego już „kolorowego” rewolucjonisty, pojawiają się dość oczywiste pytania, na które odpowiedzieć powinniśmy sobie w Polsce.

Władze w Mińsku z całą pewnością przeprowadzą niezwykle drobiazgowe śledztwo, a Pratasiewicz, współpracujący z prokuraturą, opowie wiele na temat mechanizmów funkcjonowania białoruskiej opozycji.

Spowiedź Pratasiewicza

W materiale ONT widzimy człowieka, który – prawdopodobnie ze względu na swoją sytuację prawną – mówi bardzo wiele. Wymienia szereg nazwisk i okoliczności związanych z działalnością białoruskiej emigracyjnej opozycji realizującej plan destabilizacji sytuacji politycznej po sierpniowych wyborach prezydenckich w 2020 roku. Mówi o metodach działania mediów społecznościowych, ale też o kulisach i wewnętrznych sporach pomiędzy poszczególnymi działaczami.

Najważniejsze są jednak momenty, w których wspomina o bezpośrednim wsparciu, które te środowiska otrzymywały i otrzymują ze środków publicznych innych państw, w tym Polski.

Nie jest to na dobrą sprawę informacja nowa. Większość z obserwatorów współczesnej polityki i mediów doskonale zdaje sobie sprawę, że nie sposób prowadzić we współczesnym świecie jakiejkolwiek działalności bez środków. Szczególnie, gdy chodzi o działalność profesjonalną i ambitną, mającą przecież na celu obalenie władz średniej wielkości europejskiego kraju. Opozycjoniści mają prawo do poszukiwania sponsorów, pozyskiwania środków na swoje cele. Muszą także z czegoś żyć, więc czymś naturalnym jest, że zawodowi „kolorowi” rewolucjoniści otrzymują mniej lub bardziej formalne wynagrodzenia. To wszystko sprawy dość banalne, oczywiste.

Pytania do władz polskich

W warunkach praktycznej konfrontacji zimnowojennej faktem powszechnie znanym jest wspieranie różnego rodzaju ruchów antysystemowych w krajach postradzieckich przez fundacje i ośrodki amerykańskie. Wystarczy przypomnieć słynne słowa asystenta sekretarza stanu Stanów Zjednoczonych Victorii Nuland, które padły w Kijowie tuż po przewrocie w lutym 2014 roku, gdzie amerykańska urzędniczka przyznawała, że w ukraińską opozycję na Majdanie Waszyngton zainwestował 5 mld dolarów. O innych operacjach tego rodzaju przeprowadzanych na polecenie Białego Domu na wszystkich kontynentach przeczytamy w całym szeregu książek i artykułów, z reguły wychodzących spod pióra samych Amerykanów, rozczarowanych metodami walki o globalną hegemonię prowadzonej przez ich kraj. Zresztą, mówimy tu o mocarstwie, zatem ktoś mógłby powiedzieć, że na biednego nie trafiło i Waszyngton stać na organizowanie rewolucji, przewrotów i politycznych przetasowań w każdym zakątku naszej planety.

W swoich wypowiedziach publicznych Raman Pratasiewicz mówi jednak o środkach publicznych polskich, a to już sprawa, która powinna zainteresować każdego polskiego podatnika. I to z co najmniej dwóch względów. Po pierwsze, powinniśmy wiedzieć, na co przeznaczane są nasze środki publiczne. Jawny sposób ich wydatkowania pozwala nam bowiem na dokonanie oceny polskich polityków przy urnach wyborczych. Po drugie, mowa jest o bezpośredniej ingerencji polskich władz w sprawy wewnętrzne suwerennego, sąsiedniego kraju. I o takich próbach ingerencji też mamy prawo szczegółowo się dowiedzieć. Po to, abyśmy mogli wszyscy ocenić, czy podpisujemy się pod działaniami, których skutki mogą być negatywne nie tylko w sferze politycznej (dobrosąsiedzkich stosunków), ale również ekonomicznej (losów polskiej wymiany gospodarczej z Białorusią).

Materiał dla polskich śledczych

Komentator portalu Onet.pl, a wcześniej polski dyplomata m.in. w Mińsku, Witold Jurasz trzeźwo wskazuje, że działaniem nieracjonalnym byłoby przekazywanie białoruskiej opozycji środków „wprost ze służb lub budżetu”. Zaznacza też, że „finansowanie opozycji, które z natury jest działaniem skrytym, a pieniądze przekazywane są w gotówce, stwarza wyjątkowo dogodną okazję do korupcji”. Choć z całą pewnością jest on jednym z najbardziej zagorzałych w Polsce krytyków Aleksandra Łukaszenki, jako jeden z niewielu polskich autorów, mówi rzeczy dość oczywiste.

Pratasiewicz praktycznie wprost rzuca cień podejrzenia nie tylko na praktyki korupcyjne białoruskiej opozycji traktującej polski budżet jak dojną krowę. Wspomina również o swoich podejrzeniach wobec polskich polityków z partii obecnie rządzącej. Histeryczne próby dezawuowania jego wiarygodności nie zmienią faktu, że w każdym normalnym kraju sposób wydatkowania środków publicznych na sponsorowany przez polski rząd Dom Białoruski w Warszawie znalazłby się pod lupą śledczych. Prokuratura powinna podjąć śledztwo z urzędu, zwracając się o pomoc prawną do władz białoruskich i umożliwienie przesłuchania Pratasiewicza na temat wątku polskiego.

Łatwiej jest jednak z góry stwierdzić, że jego wypowiedzi to wynik presji. Niektórzy twierdzą nawet, że odciski kajdanek na nadgarstkach to ślad „tortur”. Ciekawe, gdzie byli, gdy w to w Polsce dochodziło do przypadków pobić oraz fizycznego i psychicznego znęcania się nad osobami niewygodnymi dla władz. Podwójne standardy i moralność Kalego trzymają się mocno.

A odciski kajdanek na nadgarstkach to z pewnością nie tortury, które mogłyby zmusić byłego bojownika słynącego z brutalności neonazistowskiego batalionu „Azow” do skruchy. Pratasiewicz najwyraźniej zrozumiał, że znalazł się w ślepym zaułku. I dokonał wyboru, którego większość polskiej klasy politycznej wydaje się zupełnie nie rozumieć. A może po prostu boją się konsekwencji tego wyboru Białorusina

Poglądy i opinie zawarte w artykule mogą być niezgodne ze stanowiskiem redakcji.

Tematy:
Awaryjne lądowanie samolotu w Mińsku. Zatrzymanie współzałożyciela kanału NEXTA (87)

Zobacz również:

Pratasiewicz: Wiedziałem, że jak tylko samolot wyląduje, odpowiem za wszystko, co zrobiłem
Putin: Nie znam Pratasiewicza i nie chcę poznać
ŁRL: Pratasiewicz werbował tych, którzy chcieli walczyć w Donbasie
ŁRL grozi Pratasiewiczowi rozstrzelaniem?
Tagi:
telewizja, Roman Pratasiewicz, Mińsk, Białoruś, Warszawa, Polska
Standardy społecznościDyskusja
Komentarz przez SputnikKomentarz przez Facebook
  • Komentarz