10:59 19 Czerwiec 2021
Piszą dla nas
Krótki link
Autor
13763
Subskrybuj nas na

Może to infantylna przekora, ale kiedy ktoś robi coś z wyraźną intencją wyprowadzenia mnie z równowagi – szczególnie staram się zachować spokój. Reakcja na dekret Alaksandra Łukaszenki o ustanowieniu 17 września Dniem Jedności Narodowej dowodzi, że polska klasa polityczna – a także komentariat – są wyraźnie wolne od tego typu infantylizmu.

Podpisany przez Łukaszenkę dekret wywołał dokładnie takie reakcje, na jakie białoruski prezydent liczył – po obu stronach naszej politycznej barykady. „Łukaszenka ustanowił nowe święto narodowe. W rocznicę napaści Związku Radzieckiego na Polskę” – donosi już w tytule „Gazeta Wyborcza”. „Łukaszenko ogłasza nowe święto w rocznicę inwazji na Polskę” – Onet. „Białoruski dyktator chce upamiętnić najazd na Polskę z 17 września. To odgrodzenie swojego narodu murem kłamstwa i nienawiści” – rozwija myśl, także w tytule, portal braci Karnowskich www.wPolityce.pl.

Pępek i kiszka

Z zasady w takich momentach myślę sobie, że dobrze byłoby pamiętać, że nie jesteśmy pępkiem świata – i że to, co dla nas jest „rocznicą napaści na Polskę” – w innych krajach może być rocznicą czegoś zupełnie innego. Tym razem jednak nasz etnocentryzm wydaje się usprawiedliwiony.

Fakt, że Alaksandr Łukaszenka po 27 latach rządzenia Białorusią postanowił uczcić rocznicę bolesnego dla Polski wydarzenia sprzed 82 lat akurat teraz, kiedy Polska z dumą przewodzi w antybiałoruskiej kampanii – uzasadnia tezę, że jest to złośliwość wymierzona pod naszym adresem. Wymierzona skutecznie – jeśli wziąć pod uwagę stopień emocji towarzyszących polskim reakcjom.

Tyle tylko, że z polityką historyczną jest jak ze ślepą kiszką: każdy ma swoją. Wyjątkiem są te szczęśliwe społeczeństwa, którym operacyjnie usunięto narodowe kompleksy i pretensje do świata, i które potrafią patrzeć na historię jako na dziedzinę nauki, ważną, potrzebną i pouczającą, ale niemającą zastosowania w bieżących rozgrywkach politycznych. Ani Polska, ani Białoruś nie ma tego przywileju.

Rozbiór i zjednoczenie

Kiedy zatem Alaksandr Łukaszenka ustanawia radosne święto w dniu, który polska polityka historyczna uważa za jedną z kluczowych dat upamiętniających męczeństwo narodu polskiego – płoniemy świętym oburzeniem, co pozwala nam nie zastanawiać się nad tym, co ta data oznacza dla Białorusinów.

Kończący wojnę polsko-bolszewicką Traktat Ryski z 1921 roku jest, w polskiej wersji historii, powodem do dumy. Oto pokonaliśmy czerwoną zarazę, sprawiedliwość zatriumfowała, ocaliliśmy Europę przed zalewem barbarzyństwa. Białoruscy historycy – niezależnie od opcji politycznej – uważają go natomiast za „rozbiór Białorusi między Polskę i Rosję Radziecką” skutkujący „nielegalną grabieżą ponad połowy etnicznie białoruskiego terytorium”. Inni mówią o „polskiej okupacji Zachodniej Białorusi”. Zwłaszcza nurt „odrodzeniowy”, niepodległościowy i antykomunistyczny – a ten wszak jest nam szczególnie bliski – podkreśla, że Traktat Ryski, który dzielił Białoruś na pół, został podpisany bez udziału przedstawicieli Białorusi; chociażby z Białoruskiej Socjalistycznej Republiki Radzieckiej. Z tego punktu widzenia, wkroczenie Armii Czerwonej 17 września i dołączenie obwodów: baranowickiego, brzeskiego, wilejskiego, pińskiego i białostockiego do BSRR było, jako żywo, „zjednoczeniem Zachodniej i Wschodniej Białorusi”.

26 pułk ułanów

Mam do tego momentu historii osobisty stosunek: mój ojciec, jako pięcioletni chłopiec, był wtedy w Baranowiczach, gdzie się zresztą urodził, jako syn polskiego oficera; dziadek był lekarzem stacjonującego właśnie w Baranowiczach 26 Pułku Ułanów Wielkopolskich.

Dwa dni po wkroczeniu Armii Czerwonej tata widział swojego ojca ostatni raz w życiu – dziadek został zamordowany w Starobielsku. Noc spędzona w stróżówce domu, w którym mieszkali, po ostrzeżeniu ze strony życzliwych sąsiadów, poprzedziła wielotygodniową wędrówkę do Warszawy. To historia, którą słyszałam od najwcześniejszego dzieciństwa – i trudno nie mieć do niej emocjonalnego stosunku.

Ale włączanie osobistych emocji płynących z historycznych resentymentów do bieżącej dyskusji politycznej jest bardzo ryzykowne.

Ryzykowne pytania

Nurtuje mnie na przykład pytanie: co o białoruskim świętowaniu 17 września sądzi Swiatłana Cichanouska, której naruszona przez wicemarszałka Terleckiego cześć stała się najnowszą kością niezgody w polskim życiu politycznym? Gdyby zadano jej takie pytanie – czy powiedziałaby to, co chcą usłyszeć Polacy? Czy też może odpowiedziałaby zgodnie z oczekiwaniami białoruskiej polskiej opinii publicznej, o której poparcie, coraz bardziej beznadziejnie, walczy?

A może uznałaby za stosowne uwzględnić emocje litewskie – w końcu to Litwa zapewnia jej dziś azyl, willę, dwór, ochronę oraz, jeśli wierzyć Ramanowi Pratasiewiczowi, opłacany przez litewskich podatników zespół stylistów i projektantów? A stosunek Litwy do Polski – jak widać było choćby podczas żenującego przedstawienia, jakim były wspólne polsko-litewskie obchody 3 maja, jest dość skomplikowany.

Gdyby ktoś zapytał „liderkę białoruskiej opozycji”, co myśli o nowym białoruskim święcie – czy polscy politycy nie musieliby uznać, że Ryszard Terlecki, wysyłając ją do Moskwy, wiedział co mówi?

Poglądy i opinie zawarte w artykule mogą być niezgodne ze stanowiskiem redakcji.

Zobacz również:

Białoruś odpowie na sankcje UE. Losy polskiego biznesu są zagrożone?
Bobrowniki: Białorusini mieszkający w Polsce protestują przy przejściu granicznym
Polska miejscem spotkań domniemanego sponsora białoruskiej opozycji?
Tagi:
Aleksander Łukaszewicz, Alaksandr Łukaszenka, Mińsk, Warszawa, święto, 17 września 1939, Białoruś, Polska
Standardy społecznościDyskusja
Komentarz przez SputnikKomentarz przez Facebook
  • Komentarz