15 listopada 2013, 20:15

WikiLeaks, OpenLeaks, MafiaLeaks … i inne niebezpieczne twory Internetu

WikiLeaks, OpenLeaks, MafiaLeaks … i inne niebezpieczne twory Internetu

Świat dowiedział się, gdzie będzie pracował amerykański dziennikarz, bloger i prawnik Glenn Greenwald, który jako pierwszy poinformował o demaskujących materiałach uciekiniera z amerykańskiego NSA Edwarda Snowdena.

Świat dowiedział się, gdzie będzie pracował amerykański dziennikarz, bloger i prawnik Glenn Greenwald, który jako pierwszy poinformował o demaskujących materiałach uciekiniera z amerykańskiego NSA Edwarda Snowdena. Ma on objąć stanowisko jednego z kierowników nowej strony poświęconej dziennikarstwu śledczemu, którą przygotowuje założyciel aukcji internetowej eBay miliarder Pierre Omidyar. Na razie strona nie ma nazwy.

Nie w pełni otwarte rządy (niestety stanowią one większość), skorumpowany biznes, a nawet włoska mafia powinny teraz bardzo uważać. Demaskujące strony internetowe, na podobieństwo WikiLeaks Juliana Assange, zaczęły mnożyć się jak grzyby po deszczu. Eksperci sugerują, że po to, aby takich stron nie było jeszcze więcej, struktury państwowe powinny stać się bardziej otwarte i zrezygnować z prób duszenia wolności słowa w przestrzeni internetowej, gdyż będzie to powodować naturalny opór ze strony społeczności internetowej.

Walka między otwartym społeczeństwem a władzą była, jest i chyba będzie prowadzona również w przyszłości, powiedział w wywiadzie dla Głosu Rosji dyrektor Instytutu Strategicznego Planowania i Prognozowania Aleksander Gusiew:

Władza zawsze będzie dążyć do zabezpieczenia swoich informacji. Jakie może podejmować kroki w tym celu? Otóż, może to być zamykanie stron, walka przeciwko zbyt aktywnym ludziom, tworzenie barier i filtrów, aby ludzie nie mieli dostępu do określonych segmentów zawierających informację. Jest to super tajemnica i super izolacja od społeczeństwa. Oczywiście, władza nie będzie siedzieć z złożonymi rękami.

Wśród najnowszych osiągnięć sieci jest włoski portal MafiaLeaks. Pojawił się on na początku listopada w językach włoskim i angielskim. Jest to coś w rodzaju elektronicznej skrzynki pocztowej do składania skarg przez ofiary mafii. Trzeba powiedzieć, że założycielami portalu są ludzie o odwadze godnej pozazdroszczenia: jedna sprawa to zabawa w demaskowanie z rządami, jednak mafia to całkiem coś innego. Administratorzy i założyciele - a krążą plotki, że to zaledwie dziesięć osób - zatroszczyli się o bezpieczeństwo, wejścia na stronę są tak zakodowane, że podobno nie sposób dowiedzieć się, kto nią zarządza. Prawdopodobnie, jest to jednak kwestią czasu.

Niektórzy rosyjscy eksperci są zdania, że podawanie do wiadomości publicznej informacji rządowej należy potraktować oględnie. Konieczny jest pewien kompromis, gdyż nie cała informacja nadaje się do publikowania, powiedział znany rosyjski politolog Siergiej Michiejew:

żadne państwo nie może istnień bez niedostępnej dla ogółu informacji. Absolutna otwartość może być szkodliwa. Proszę zastanowić się nad tym, że oprócz ludzi dobrych, na świecie istnieje mnóstwo ludzi złych. To właśnie oni mogą z tego skorzystać do niewłaściwych celów. Potrzebna jest pewna równowaga, pewny kompromis.

Organizacja Transparency International opublikowała raport, w którym pojawiły się zaskakujące wnioski. Okazało się, że spośród 27 krajów unijnych tylko w czterech istnieją skuteczne normy ustawodawcze mające chronić ludzi uciekających się do demaskowania władz przed prześladowaniami z ich strony. Wśród tych postępowych krajów jest tylko jeden „dorosły członek” Unii Europejskiej – Wielka Brytania. Pozostałe trzy to Luksemburg, Rumunia i Słowacja. Gdyby obowiązywało podobne ustawodawstwo, wyrażają przekonanie eksperci Transparency International, to udałoby się uniknąć licznych skandali korupcyjnych i katastrof technogenicznych, czyli zaoszczędzić miliardy i uratować setki istnień ludzkich.

  •  
    Podziel się z