15 grudnia 2013, 13:18

Świat wirtualny atakuje

Świat wirtualny atakuje

W 2014 roku globalny Internet może zniknąć, a jego miejsce zajmą dziesiątki narodowych

W 2014 roku globalny Internet może zniknąć, a jego miejsce zajmą dziesiątki narodowych sieci z ograniczonym dostępem do zagranicznych zasobów. Zagrożenie zawężenia przestrzeni internetowej rodzi się w samej sieci – trwa komercyjny atak na poszczególnych użytkowników, wokół których tworzą się ich własne wirtualne światy.

Rozmowy o segmentacji i rozpadzie Internetu na narodowe domeny trwają już od dawna. Z taką prognozą wystąpiło między innymi rosyjskie antywirusowe „Laboratorium Kaspersky’ego”.

Jednak całościowości internetu na razie nic nie zagraża, przekonany jest Fiodor Smirnow, sekretarz rosyjskiego oddziału międzynarodowej organizacji Internet Society (ISOC Russia Chapter):

Nie widać rosnącej fragmentyzacji Internetu. Raczej na odwrót, globalna sieć jak była, tak i pozostaje przestrzenią, która łączy różne języki, kultury, technologie i światopoglądy. Niedawno międzynarodowa korporacja ICAN, która kieruje systemem adresacji w internecie zamieniła hasło, które w tej chwili brzmi „One world, one internet”. Jeden świat, jeden internet. To stanowisko staje się coraz bardziej widoczne także w sferze regulacji internetowych. Innymi słowy, naszym zdaniem Internet nabiera teraz w każdym państwie specyficznych cech narodowych. To dość naturalny proces. Ale jednocześnie pozostaje środowiskiem globalnym zarówno w sensie technologicznym, jak i jako przestrzeń informacyjna.

Przykłady technologicznej realizacji narodowego internetu na świecie są. To choćby chiński internet. Wielki chiński mur. Jednak przesłanek mówiących o tym, że świat zmierza w tym kierunku nie ma, uważa ekspert. Ponadto wraz z rozwojem technologii chmur informatycznych coraz trudniej staje się zamknąć informację.

Jednak taka opinia nie jest jedyną obowiązującą. Szereg ekspertów uważa, że wraz ze wzrostem zagrożenia bezpieczeństwa w Sieci tendencja do izolacjonizmu w internecie będzie rosnąć. A to, z kolei, doprowadzi do rozwoju stworzonego przez cyberprzestępców „darknetu” z anonimowymi serwisami i dostępem z pomocą specjalnych haseł.

Mówiąc o perspektywach rozpadu internetu nie należy zapominać o tym, że jest on już w znacznym stopniu ograniczony, między innymi poprzez prawodawstwo narodowe. Nie wszystkie serwisy są dostępne we wszystkich częściach świata, stwierdza ekspert Anton Merkułow:

W rzeczywistości internet jest już od dawna podzielony, ponieważ, jeśli sięgniemy do ustawy o prawach autorskich, która w różnych państwach brzmi różnie, to użytkownicy już wiedzą, że nie możemy korzystać z wielu amerykańskich i angielskich serwisów. A jeśli wyjedziecie poza granice Federacji Rosyjskiej i spróbujecie obejrzeć rosyjskie filmy legalnie, to was poinformują, że dana treść jest dostępna tylko na terytorium Federacji Rosyjskiej.

Jeszcze kilka lat temu perspektywa podziału intenretu wydawała się mało prawdopodobną, komentuje sytuację dla Głosu Rosji ekspert, dyrektor generalny kompanii opracowującej strony internetowe „Strateg” Jekaterina Aksenowa. W tej chwili nie tylko istnieją narodowe podsieci, ale i są ograniczenia dla użytkowników. Na przykład, w wielu sklepach internetowych Stanów Zjednoczonych nie można dokonać zakupu nie będąc rezydentem tego państwa. Segmentacja internetu odbywa się w kilku kierunkach, podkreśla Aksenowa. Polityka państwowa to tylko jeden z nich:

Na razie w żadnym scenariuszu przyszłości nie będzie sytuacji, w której internet zostanie rozbity na sto lub więcej małych internecików. Raczej będzie to odłączenie od internacjonalnego Internetu, takiego „Internetu plus”, na przykład, amerykańskiego i kilku zamkniętych internecików dla mieszkańców państw z reżimem totalitarnym.

O wiele poważniejsze zagrożenie dla użytkowników pochodzi nie od państw, ale od kompanii komercyjnych, które inwestują ogromne pieniądze w zbiór i opracowanie informacji o każdym z nas, czyli to, co nazywane jest customizacją internetu, dostosowaniem do potrzeb klienta. Jekaterina Aksonowa podkreśla: mało kto mówi o takim zjawisku jak dobrowolne stworzenie przez każdego użytkownika internetu własnego wirtualnego mini-świata, pod wieloma względami narzuconego przez kompanie:

Oprócz stworzenia internetów dla mieszkańców szczególnie nieszczęśliwych państw, zmierzamy ku temu, aby każdy człowiek tworzył własny internet. Wszystkie serwisy komercyjne obrały tak mocny kurs w kierunku customizacji, dopasowania do konkretnego użytkownika, że to aż straszne. Jeśli ja wpiszę w wyszukiwarkę jakieś zapytanie na swoim komputerze, a ktoś inny wpisze to samo na swoim, to otrzymamy zadziwiająco różne wyniki. Kiedy ktoś wchodzi na główną stronę Amazon i kiedy ja wchodzę na główną stronę Amazon, to znajdujemy się w dwóch różnych sklepach. Jeśli będziemy szukać, na przykład, ubezpieczenia, to otrzymamy tę samą usługę, ale z różnymi cenami. Dlatego, że dostawcy tych serwisów nie robią ogólnej oferty. Oni włączają wszystkie informacje o was i o mnie, oceniają ryzyko związane z tym, jaki profil klienta mam ja, a jaki wy, i dają nam różne oferty. Jeśli ta tendencja będzie kontynuowana, to znajdziemy się we własnych internecikach, które będą wysyłać nam dostosowane do naszego profilu wiadomości, reklamę, oferty usług, a nawet tych ludzi, z którymi moglibyśmy się porozumieć. Myślę, że to nie mniej przerażająca perspektywa.

Wśród ekspertów internetowych pojawił się niedawno nowy żart: pracownicy kompanii ubezpieczeniowych nigdy nie płacą za jedzenie w internecie kartami kredytowymi, bo wiedzą, że już niedługo wybór jedzenia będzie wpływał na koszt ubezpieczenia medycznego.

W każdym żarcie jest ziarno prawdy...

  •  
    Podziel się z